• Wpisów:274
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 19:33
  • Licznik odwiedzin:18 121 / 1576 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Tak się zdarzyło, że wczoraj podjęłam druga próbę wykonania maseczki z udziałem indyjskich ziół na całe włosy (dotychczas tylko na skalp). Pierwsza próba zakończyła się katastrofą, kiedy to dwie łyżki Amli od Hesh zmieszałam z 3 łyżeczkami oleju łopianowego od Green Pharmacy, w efekcie czego włosy NIE DOMYŁY SIĘ (tzn domyły się tylko przy skórze głowy, dzięki czemu przy warkoczu wszystko było okey). A wczoraj: 1. Kilka godzin przed myciem wtarłam w skalp spray z proteinami Lactimilk (tak późno się za nią zabrałam, a teraz tak ją polubiłam i chociaż używam 2, 3 tygodnie to połowy już nie ma).
2. Na ok 1-2 h przed myciem resztę włosów spryskałam również proteinami Lactimilka, a następnie nałożyłam: zmieszane 2 łyżki Kalpi Tone, 2 łyżki o. łopianowego GP z kilkoma kroplami gliceryny, o. z drzewa herbacianego i cedrowego.
3. Umyłam TRZY krotnie włosy (z obawy, że znowu się nie domyją, ale na szczęście to były tylko obawy) szamponem prowansalskim Planeta Organica (jednocześnie rozdziewiczając go).
4. Na kilka minut nałożyłam maskę Biovax do włosów ciemnych.
5. Na koniec w skalp wtarłam tonik przeciw wypadaniu Receptury Babuszki Agafii, a w końcówki serum z Mariona. Efekt wczorajszego kombinowania i całodziennego warkocza jest taki: Trochę żałuje, że nie mogłam zrobić zdjęcia przed związaniem ale mówi się trudno. Włosy są w dobrej kondycji, nie zauważyłam zmiany w objętości (jest ok, mimo że szampon PO jest oparty na łagodnych sub. myjących). Może nie rozczesują się super ale wszystko jest w normie. Ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolona.

Czas na krótką recenzje. Olejek łopianowy ze skrzypem polnym przeciw wypadaniu od Green Pharmacy. OPAKOWANIE
szybko się tłuści, pewnie przez brak żadnego dozownika. Otwór jest trochę duży jak na taką buteleczkę przez co raz zdarzyło mi się wylać za dużo (a gdyby nieuwaga to pewnie by się zdarzyło więcej razy, radze przelać do czegoś innego).

ZAPACH
ani ładny, ani brzydki. Mi nie wadzi, z reszta jak na olej to nie ma czego wymagać.

KONSYSTENCJA
dosyć rzadka jak na olej ale to nadal olej.

DOSTĘPNOŚĆ
drogerie wszelakie (kupowałam go w Rossmannie i w "osiedlowej" drogerii).

SKŁAD *o. z nasion słonecznika;
*ekstrakt ze skrzypu polnego;
*o. kukurydziany;
*e. z łopianu większego;
*przeciwutleniacz.

Szanowni Państwo mamy więc "olej łopianowy" BEZ oleju łopianowego. Dodatkowo samego ekstrakty z łopianu jest najmniej spośród naturalnych składników. Stwierdzam z przykrością, że to drugi raz kiedy firma Green Pharmacy wprowadza w błąd. Jakiejkolwiek jakości by mieli produkty wolałabym, żeby zaniechali takich praktyk.

DZIAŁANIE
*Na skórę głowy: radze zachować umiar. Nakładać stopniowo, przedziałek po przedziałku (nie jest to wcale czasochłonne). W ten sposób unikniemy wzmożonego wypadania.
Ty razem nie stosowałam go regularnie na skalp niemniej w zamierzchłych czasach wersja z papryką spowodowała wysyp baby-hair, a w połączeniu z innymi olejami przyspieszał wzrost.
*Na włosy: jako olej spisuje się dobrze. Myślę, że spełnia wszystkie warunki jakie spełniają inne oleje i niczym w działaniu się nie wyróżnia. Jest to produkt który zachęcam wypróbować z ciekawości i z powodu niskiej ceny. Zostało mi pól buteleczki (z dwóch opakowań) i na razie po niego nie sięgnę ale może kiedyś do niego wrócę.
Ma on jednak jeden MINUS: czasem się nie domywa. Czasem tzn. kiedy przez przypadek wylało mi się go za dużo na dłoń i mimo wszystko całość wtarłam we włosy. Ten efekt niedomycia zdarzył się kilka razy dlatego nie mogę zwalić winy na szampon (nie pamiętam aby przytrafiło mi się coś takiego nawet gdy stosowałam Vatike opartą na parafinie, czyli raczej dość ciężko zmywalną).

PODSUMOWUJĄC
fajny produkt ale wkurzył mnie kilka razy przez niedomycie.

Więcej o olejkach GP:
mieszanka http://hairlovelo.pinger.pl/m/23219849
wersja z papryczką http://hairlovelo.pinger.pl/m/22313956

Na koniec mala dygresja. Macie długie włosy? Zapuszczacie? Jeśli tak to kiedy czujecie, że wasze włosy już już długie (nie chodzi o faktyczny ich stan, tylko uczucie)?
To pytanie kiedyś padło na innym blogu, przepraszam za nieoryginalność, ale bardzo mi się spodobało.

Ja czuje, że moje włosy są za długie gdy:
-po czesaniu, albo już nawet nie pamiętam przy jakiej okoliczności zamachnęłam się włosami w łazience i zbiłam porcelanowy kubek na grzebienie który stał na półce pod lustrem, strącając go.
-podobna sytuacja. Czesze włosy zazwyczaj głową w dół i czasem kiedy robię to w pokoju odchylając się do pozycji prostej moje włosy w locie zahaczają się o kurki (kurki? te małe uchwyty przy szafkach) i wciskają się miedzy nie a powierzchnie mebla.
-śpiąc, kiedy muszę je odgarniać.
-ale najbardziej dzisiaj: gdy robiłam zdjęcie włosów musiałam podjąć się kilku prób (według mnie o wiele za dużo) ponieważ aparat telefonu nie obejmował całych włosów. Zdjęcia włosów robię ciągle w tym samym miejscu (aparat ma również swoją stała wysokość). Wkurzona, że już nie mogę ustać na palcach, co wpływało na ostrość zdjęcia, założyłam szpilki. I tak oto udało się je uchwycić w całości.

Chociaż osobiście nie uważam aby były jakieś tam bardzo długie, raczej przeciętna długość.

Zastanawiam się też, czy lepsze są częstsze posty ale krótsze, czy takie jak dzisiaj: dłużej ale rzadziej publikowane (akurat dzisiaj nie jest to zamierzone). Jeśli macie zdanie w tej kwestii, podzielcie się nim.
  • awatar dor0tka: olejek łopianowy bez oleju z łopianu - no hit :D ja długość włosów też odczuwam przy robieniu zdjęć - stanie na palcach nie pomaga (bo ostrość), więc staję na bieżni ;) i przy spaniu - czasami się boję, że mi się zakręcą wokół szyi :D co do długości postów to nie pomogę, bo ja lubię i krótkie, i długie ;)
  • awatar Kosmetyki & Moda: Ładne włosy : )
  • awatar B&B Inspirations: Długie włosy miałam jak przywaliłam sobie warkoczem z zamachu. Tak, miałam limo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jesteście na blogspocie?
Zastanawiam się czyby się nie przenieść.
  • awatar hairlovelo: @Ruda1990: Adres prodze ;d
  • awatar Ruda1990: Ja też założyłam tam bloga :)
  • awatar hairlovelo: Na razie niewiele tego ale jakby ktoś chciał ;d blogerkachrzestna.blogspot.com @B&B Inspirations: Już zaglądam. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Kiedyś, kiedy jeszcze nie miałam styczności z kosmetykami z Indii (ogółem określę: z orientalnej części Azji) zawsze mnie one intrygowały. Wydaje mi się, że krąży jakaś umowna, niepisana opinia, że są to kosmetyki naturalne (a konkretniej z naturalnym składem bo mimo wszystko to nie to samo), z nutką magicznej mocy (dzięki owej naturalności), a co za tym idzie skuteczne.
Może to przez poczucie, że kometki które otaczają nas w zwykłej drogerii serwują nam samą chemie. Z resztą nie tylko kosmetyki bo jedzenie też. I jakoś tak może myślimy, że tamten świat przez to, że słabiej rozwinięty jest pozbawiony tej "całej chemii"?
Mówiąc ściśle, czy indyjskie kosmetyki są takie naturalne i niezwykłe jak mogłoby się zdawać? Odpowiem od razu: i tak , i nie. Przy czym pragnę zaznaczyć, iż nie jestem specjalistką od tych kosmetyków i wypróbowałam ich niewiele. Pragnę jednak przedstawić moje spostrzeżenia.

-OLEJE MINERALNE W INDYJSKICH KOMETKACH
parafina jest niezwykle popularna nie tylko w indyjskich kosmetykach ale także i naszych, europejskich. Czemu? Jest tania, skuteczna i bezpieczna (bardzo niskie zagrożenie alergią). Ponad to jeśli parafina jest tania u nas to co dopiero w tamtych rejonach. Nie każdym jednak włosom służy olej mineralny. Może być po prostu za ciężki, nadbudowywać się i źle się zmywać. Zanim kupimy orientalny olejek na parafinie za ponad przeciętną cenę (+ koszty przesyłki) lepiej dorwać na próbę oliwkę dla dzieci Bambino. Na parafinie oparte są niektóre oleje Dabur: Vatika, sławna Amla, KTC (m.in. też z amlą).

-SŁABO DOSTĘPNE SKŁADY
niestety nie każdy sklep podaje składy wszystkich swoich produktów. Nie każdy też producent umieszcza dokładny skład. Ta kwestia nie jest najwidoczniej prawnie uregulowana. Na opakowaniach "naszych" kosmetyków muszą być podane składniki według porządku: od największej do najmniejszej zawartości przy czym każdy z nich musi być uwzględniony. Niektóre indyjskie kosmetyki mają podany pełny skład, niektóre tylko składniki aktywne. Trzymam się zasady, że kupuje produkty z podanymi pełnymi składami.

-MOŻLIWE REAKCJE ALERGICZNE?
w tym przypadku nie ma znaczenia czy produkt pochodzi z Polski, Europu, Azji czy Afryki. Naturalne składniki (tj. zioła, ekstrakty roślinne) mają większe stężenie substancji aktywnych więc siłą rzeczy mogą uczulić każdego (i nie jest to wina delikatnej skóry czy składnika, jest to naturalne, przykładem może być aloes czy mocznik które dość często uczulają). Z tego powodu jeśli jakieś naturalne składniki widnieją dalej w składzie może niekoniecznie jest to minus.

-CENY
wbrew pozorom nie są to aż tak bardzo drogie kosmetyki. Czasem sprzedawcy żerują na ich unikalności i podnoszą ceny. Warto porównywać i szukać taniej. Oczywiście najtańsze są w krajach pochodzenia gdzie nie są doliczane kosztu transportu itd (dobry przykładem są kosmetyki Himalaya zdobywające popularność w PL, bywa że ich cena wzrasta u nas trzykrotnie), ale kto może sobie na to pozwolić?

-SKŁADY
trafiłam na kosmetyki naturalne w 100% jak i w zupełnym przeciwieństwie zarówno osobiście jak i tylko przeglądając ich składy w sklepach internetowych. Naturalne będą wszelkie zioła i mieszanki ziołowe, a także henny (ale to nigdy nie jest regułą na 100%) np. od firmy Khadi czy Hesh. I to mogę polecić z czystym sumieniem jeśli ktoś lubi takie klimaty.
Oleje tak jak wspominałam wcześniej mogą ale nie muszą bazować na olejach mineralnych (co nie jest ani plusem ani minusem, wszystko zależy od tego co lubią włosy), często są to oleje ziołowe i mieszanki np. Sesa. Najpopularniejszy to oczywiście kokosowy.
Radzę ZACHOWAĆ OSTROŻNOŚĆ przy zakupie odżywek/masek, a szczególnie szamponów. Nie chodzi o to, że mogą być szkodliwe. Widziałam kiedyś skład odżywki Sesa, który był długi i ogólnie rzecz biorąc nieciekawy, więc po co przepłacać jak lepsze znajdziemy stacjonarnie? Szampony często zawierały silikony czy inne sub. filmotwórcze wysoko w składzie, równie wysoko sub. zapachowe, sub. naturalne na samym końcu: dla moich cienkich włosów nie jest to najlepszy wybór. Nie twierdze tym samym, że indyjski szampony/odżywki są do kitu, ale lepiej zajrzeć w skład żeby się nie rozczarować i nie brać pierwszego lepszego.

Tyle w teorii, a w praktyce wygląda to tak: czyli moje pierwsze wrażenia:
-olej koksowy Vatika: olej nierafinowany z dodatkiem ziół (bez parafiny). Bardzo go lubię chociaż dopiero raz olejowałam nim włosy (a mam go naprawdę długo). Używam na rzęsy i brwi a także na końcówki. Nie jest bardzo "tłusty" więc nie obciąża. Kilka razy stosowałam na twarz. Odżywczy olej który nigdy mnie nie zawiódł ale niestety nie jest dla każdego (zazwyczaj włosy wysokoporowate nie lubią o. koksowego, a moją znajomą "zapycha" na twarzy).

-Hesh: Amla i Kalpi Tone: czyli czyste zioła. Amle użyłam dopiero raz więc jeszcze się nie wypowiem. Kalpi tone sprawia, że mój skalp wolniej się przetłuszcza, a włosy zyskują na objętości. Niestety maja intensywne zapach i mogą plątać. Mimo wad zyskały moją sympatie.

-Vatika krem na noc: do olejowania włosów. Ja stosuje go na kilka godzin, ale nigdy na noc. Jest opary na oleju mineralnym, a jego działanie natłuszczające jest intensywne. Skład nie jest super, och!, naturalny. Czasem obciążał mi włosy, ale zawsze dobrze się zmywał. Teraz stosuje go co jakiś czas i zmywam mydłem Sesa dzięki czemu włosy nie są obciążone. Stosuje gdy chce dogłębniej odżywić włosy. Kolejny polubiony produkt.

-Sesa mydło w kostce do włosów: stosuje w drugim myciu. Dobrze myje włosy pozostawiając lekka warstewkę wyczuwalną w dotyku. Może lekko utrudniać rozczesywanie. Dodaje objętości przedłuża świeżość skalpu. Super się pieni i szybko zmywa, pozostawiając swój aromat na włosach (lekki, ziołowy). Bez wątpienia chce żeby to mydło zostało ze mną na dłużej.

-oprócz tego miałam przyjemność używać olejku migdałowego Vatika (którego dawno wykończyłam, stąd brak na zdjęciu), który oparty był na parafinie. Olejek ładnie pachniał, niestety oleje na parafinie są dla mnie za ciężkie i szybko się nadbudowują na moich włosach. Spisywał się dobrze ale stosowany tylko od czasu do czasu. Dobrze się zmywał.

PODSUMOWUJĄC
w praktyce produkty te maja swoje plusy i minusy jednak te pierwsze przeważają nad drugimi. Kiedy już wiem jak ich używać i jakiego działania mogę się spodziewać jestem zadowolona i chce wypróbować kolejne indyjski kosmetyki.

W teorii należy zachować czujność i pilnować składów. Najlepiej jednak poznać swoje włosy, wtedy ryzyko, że kosmetyk się nie spisze znacznie spada.

Zawsze sobie myślałam, że chciałabym mieć w swojej urodzie coś orientalnego, indyjskiego. Chociaż moje włosy nie są czarne to przynajmniej lubią indyjskie kosmetyki.

Znacie, stosujecie indyjskie kosmetyki?
  • awatar Mad Nina Blog: Bardzo lubię wselkie olejki do włosów (Amla etc) i urzeka mnie ich zapach xD aktualnie stosuję olejek Sesa na skalp i jestem bardzo ciekawa czy przyspieszy mi porost włosów jak to inni mówią xD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Było podsumowanie roku to i czas na podsumowanie miesiąca.

Musze przyznać, że grudzień nie był jakiś miesiącem-eksperymentów. Stosując wcierki zrezygnowałam z płukanek (albo jedno albo drugie). Domowych maseczek też jakoś nie zarejestrowałam.

Jeśli chodzi o stosowane kosmetyki:
-do mycia: szampon Balea Volumen (po pewnym czasie wersja z glinką bardziej przypadła mi do gustu), mydło Planeta Organica z glinką ghassoul (zaledwie 2, 3 razy), szampon Natur Vital żeń-szeń, mydło Sesa, miodowe mydło w płynie Receptury Babuszki Agafii;
-odżywianie: odzywka Garnier Goodbye Damage, Biovax do włosów osłabionych, Biovax do w. ciemnych, Nivea Long Repair;
-olejowanie: głównie o. łopianowy Green Pharmacy ze skrzypem polnym, krem Vatika na noc;
-w ostatnim czasie pod olej spryskiwałam włosy mgiełką proteinową Lactimilk;
-wcierki: RBA tonik przeciw wypadaniu,
-końcówki: serum Marion olejki orientalne/z o. kokosowym, Bioetika s. proteinowe;
-oprócz tego maska na skórę głowy Hesh Kalpi Tone po myciu (ostatnio zapomniana).

Kosmetyki na styczeń: Mycie szamponem Natur Vital zamiennie z mydłem Agaffi i mydłem Sesa. Po myciu maska Biovax lub odzywka Nivea. Przed myciem olejek GP lub krem Vatika z mgiełka Lactimilk. Tonik RBA przeciw wypadaniu na skórę głowy.

Zakupoholizm:
-nabyte: Sesa, mydło PO, szampon PO prowansalski, Amla w proszku;
-zużyte: szampon Balea, Biovax do w. zniszczonych, odżywka Garnier.

Bilans może nie jest najlepszy, bo wyszło na to, że jeden kosmetyk przybył ale biorę pod uwagę, że nabytki były z okazji Mikołajek. Teraz nic tylko zużywać.

W ostatnim czasie polubiłam mydełko Sesa, chociaż użyłam je dopiero dwa razy, oraz mgiełka Lactimilk.

A jakie były wasze ulubione kosmetyki w grudniu?
 

 
W tym roku postanowiłam zebrać większość postów z całego roku. Oto krótkie podsumowanie "mojej działalności" na Pingerze, a także stosowanych kosmetyków.

WŁOSOWE PROBLEMY
-o nawilżaniu włosów szczególnie zimą: http://hairlovelo.pinger.pl/m/22949062
-dlaczego włosy nie rosną? http://hairlovelo.pinger.pl/m/24141163

JAK DBAĆ?
-mycie: http://hairlovelo.pinger.pl/m/22960449
-dlaczego warto nosić warkocze: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23986316
-jesienią: http://hairlovelo.pinger.pl/m/26837187
-co niszczy włosy: http://hairlovelo.pinger.pl/m/26867210
-metody podcinania: http://hairlovelo.pinger.pl/m/26876664

WŁOSOWE SPA (czyli jak można kombinować)
- http://hairlovelo.pinger.pl/m/22971565
- http://hairlovelo.pinger.pl/m/23037365
- http://hairlovelo.pinger.pl/m/23088262
- http://hairlovelo.pinger.pl/m/23266287 (henna)
- http://hairlovelo.pinger.pl/m/23607368
- http://hairlovelo.pinger.pl/m/24005629
- http://hairlovelo.pinger.pl/m/24405160
- http://hairlovelo.pinger.pl/m/24525254
- http://hairlovelo.pinger.pl/m/24778715
- http://hairlovelo.pinger.pl/m/25671825
- http://hairlovelo.pinger.pl/m/25381543
- http://hairlovelo.pinger.pl/m/26902479
- http://hairlovelo.pinger.pl/m/26865446
- http://hairlovelo.pinger.pl/m/26956683
- http://hairlovelo.pinger.pl/m/26916860
- NO POO http://hairlovelo.pinger.pl/m/23970154 (mycie odżywką) http://hairlovelo.pinger.pl/m/24244560 (mycie błotem z Morza Martwego)

FAKTY I MITY
-czy rozdwojenia można zregenerować? http://hairlovelo.pinger.pl/m/22974445
-z dystansem do słowa pisanego: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24435594

O KOSMETYKACH:
-emolienty, proteiny, humekanty: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23254952
-bez silikonów: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23469412

NATURALNE KOSMETYKI
-aloes: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23034234
-oleje: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23110692 ; http://hairlovelo.pinger.pl/m/23893089
-olejek z drzewa herbacianego: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23999380
-miód: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24336546
-pokrzywa: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24319088
-awokado: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24475185
-kakao: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24591817 ; http://hairlovelo.pinger.pl/m/24702489
-tatarak: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24879918

RECENZJE
-szampony:
Żel Babydream: http://hairlovelo.pinger.pl/m/22982243
Schauma 7 zioł: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23507977
Barwa piwna: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24054139
Barwa jajeczna: http://hairlovelo.pinger.pl/m/25922556
Petal Fresh nawilżający: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24032096
Natura Siberica przeciwłupieżowy: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24208879
Elfa Pharm: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24341772
Labell z aloesem: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24600355
Herbapol z mydlnicą: http://hairlovelo.pinger.pl/m/26857417
Balea Volumen: http://hairlovelo.pinger.pl/m/26972115

-odżywki:
Garnier UD awokado, masło shea: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23010530
Garnier Goodbye Damage: http://hairlovelo.pinger.pl/m/26910508
Emulsja Gloria: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24036549

-maski:
Ziaja intensywna odbudowa: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23273423
Kallos Keratin: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23982967
Biovax 3 oleje: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24286291
Receptury Babuszki Agafii: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24614452
RBA drożdżowa: http://hairlovelo.pinger.pl/m/25517730

-wcierki:
Serum Z Apteczki Agafii na porost włosów: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23019878
Herbal Care normalizująca z łopianem: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23105986
Receptury Babuszki Agafii na wypadanie: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23237927
RBA tonik wzmacniający: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23972787
Kulpol p. pokrzywowy: http://hairlovelo.pinger.pl/m/25789011

-pozostałe:
Olejowa mieszanka: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23219849
Ocet z malin/płukanka Marion: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23130193
Dermaglin maska z glinką: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24180832
Olejek na gorąco Oriflame: http://hairlovelo.pinger.pl/m/26622165
Błoto z M. Martwego: http://hairlovelo.pinger.pl/m/26416255

-do ciała:
Wellness&Beauty: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23226408
olejki z Rossmanna: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23965961
Ziaja mleczko oliwkowe: http://hairlovelo.pinger.pl/m/26854204
Isana Urea do twarzy: http://hairlovelo.pinger.pl/m/26863778
Kult masła: http://hairlovelo.pinger.pl/m/26968006

TEMATY POZAWŁOSOWE
- sposób na zmywanie paznokcie bez przebarwień:
http://hairlovelo.pinger.pl/m/23078910

A na koniec jeszcze porównanie włosów, czyli pierwsze i pewnie ostatnie zdjęcie z bloga w tym roku: Gdy patrze na to porównanie od razu przypomina mi się ta najgorsza wizyta u fryzjera. Całe zapuszczanie na marne. Musze się ostro wziąć za długość bo ostatnio źle mi to idzie.
 

 
Jestem, jestem i żyje. Musze przyznać, że ubiegły tydzień był bardzo nieprzyjazny, pechowy i zabiegany. Mogę mieć tylko nadzieje, że będzie lepiej.

Jeśli chodzi o posty to zabiorę się w końcu za temat który dawno chciałam już tu poruszyć. Dotyczy raczej kosmetyków ogółem niż samej grupy do pielęgnacji włosów. Temat według mnie ważny więc jeśli i tym razem się odwlecze to na pewno nie uciecze.

Przy okazji życzę wszystkim WESOŁYCH ŚWIĄT i apeluje o wzięcie pod uwagę zwierząt (nie tylko pieski schowane w mieszkaniach ale też np. ptactwo) przy zakupie fajerwerków. Ja osobiście nie strzelam, mam nadzieje, że ta dziwna moda straci trochę na intensywności albo chociaż zostanie ograniczona do TEGO JEDNEGO DNIA (a nie całego tygodnia).
  • awatar JaramSieRapem: Tobie też wesołych ! :) w Anglii nie strzelają na szczęście wcześniej
  • awatar hairlovelo: @dor0tka: U mnie jest identycznie ;x
  • awatar dor0tka: też nie lubię petard. u mnie na wsi to cały tydzień potrafią strzelać, najgorsze, że nie tymi, które jeszcze jakoś ładnie wyglądają, ale takimi zwykłymi, które tylko robią dużo hałasu :/ Wesołych Świąt! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przyszedł czas na pierwszą recenzje szamponu niemieckiego Balea. Przypadek spowodował, że wpadłam na niego w małym sklepiku w moim mieście. Zobaczyłam napis "volumen", a także "ohne silikone" i to mi wystarczyło. W resztę etykiety nawet nie chciałam się wczytywać. OPAKOWANIE
wygodne, czytelne, przyjemne. Można postawić do góry nogami ale niestety nie widać ile tam jeszcze zostało szamponu.

ZAPACH
bardzo rześki, przyjemny. Już sam zapach mówi: odświeżę twoje włosy. Może takie trochę kwiatowy.

KONSYSTENCJA
gęsta w sam raz, perlisto-biała. Łatwo się rozprowadza i pieni. Wydajność w normie.

DOSTĘPNOŚĆ
drogerie DM, internetowe drogerie z chemią niemiecką, ewentualnie sklepiki sprowadzające produkty z zza granicy. Za 300 ml zapłaciłam 6 zł.

SKŁAD
-woda,
-detergent myjący,
-substancja myjąca, znacznie łagodniejsza od poprzedniej,
-sub. powodująca "lepkość" kosmetyków,
-pantenol: prowitamina B5, nawilża,
-kwas cytrynowy: regulator pH, konserwant,
-alkohol: konserwant (w tym przypadku może być "promotorem przejścia" dla substancji za nim),
-witamina PP (reguluje prace gruczołów łojowych),
-ekstrakt z liści paczulki,
-e. z kwiatów jaśminu wielkolistnego,
-zapach,
-emolient/emulgator,
-gliceryna: nawilża,
-emulgator,
-polimer (sub. filmotwórcza)
-konserwant/humekant,
-konserwant x 3
-zapach x 2. DZIAŁANIE
Szampon początkowo, stosowałam regularnie, następnie zamiennie z innymi, a później znów regularnie. Chyba za każdym razem działanie było takie same.
Na plus na pewno jest to, że szampon dobrze myje i domywa oleje. Raczej jest neutralny jeśli chodzi o plątanie włosów, bo ani ich nie kołtuni ani jakoś specjalnie nie ułatwia rozczesywania. Łatwo się pieni i zmywa.
Na minus trochę to, że nie dodaje objętości (włosy nie są oklapnięte ale to nie jest ten efekt jaki by można oczekiwać po szamponie "volumen", ani dłużej świeże (ale rzadko kiedy szampony spełniają ten warunek więc to nawet niezbyt duża ujma).
Szampon jest po prostu przeciętny ale raczej w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Nie pogorszy, ale też nie polepszy stanu włosów.
*Postanowiłam dodać do niego glinki ghassoul. Jakoś specjalnie nie podbiła jego działania ale przyznam, że niewytłumaczalnie mycie stało się milsze.

PODSUMOWANIE
dobry szampon dla niewymagających włosów (skóry głowy).

Znacie i/lub lubicie używać szamponów Balea?
 

 
Dzisiejsza recenzja będzie poświęcona kosmetykom raczej mało, a nawet bardzo mało popularnym... a szkoda. Nie będę opisywała ich osobno bo według mnie różnią się tylko "technicznymi" sprawami. Bez przeciągania zaczynam.
OPAKOWANIE
to dość wygodne słoiczki, które łatwo odkręcić nawet gdy ma się śliskie ręce. Zdecydowanie jestem zwolenniczką takich opakowywań, ponieważ mam czyste sumiennie wyrzucając je, że nic się nie zmarnowało.

ZAPACH
jestem na TAAAAAAAAAK!!! To najbardziej pachnące pachnidła spośród pachnideł. Obydwa masła pachną intensywnie i słodko, słodko, słodko ale jakże przyjemnie, a na dodatek dość długo się utrzymują (a nikt tego nie wymaga po maśle). Bardziej do gustu przypadła mi wersja liczi/mango (żółta) i szczerze powiedziawszy jest to coś w rodzaju zauroczenia się w kosmetyku. Zapach owszem jest słodki ale wyważony. Wersja kokos/smoczy owoc (różowa) jest również przyjemna ale może stać się męcząca szczególnie kiedy nie jest się przyzwyczajonym do takich zapachów. Mimo słodyczy wyczuwam tam coś ciężkiego (nie znam się na terminologi zapachowej xd). Nie mniej może jest to tylko kwestia gustu, ale w każdym razie łatwo się przyzwyczaiłam do tego zapachu.

Co ja bym dala, żeby odnaleźć perfumy które by odpowiadały żółtej wersji.

KONSYSTENCJA
bardzo gęsta i zbita. Barwy białej/lekko kremowej. Masło nie jest tłuste ale czuć go na ciele i nawet jeśli stosuje go wieczorem przed snem to pozostaje na skórze do rana.

DOSTĘPNOŚĆ
niestety bardzo, bardzo słaba. "Okazyjna" promocja w niemieckim markecie Aldim. 200ml/ok. 10 zł. Szkoda.

SKŁAD
znaleźć można w nim naturalne dobroci, masło shea już na drugim miejscu. Jestem na tak. Masła mają prawie taki sam skład, różnią się jedną substancją zapachową na przedostatnim miejscu. DZIAŁANIE
nie wiem jak często mogę się zgodzić ze słowami producenta, ale wiem, że tak jest w tym przypadku. Masła bardzo dobrze i długotrwale nawilżają nawet podrażnioną skórę.
I cóż tu więcej napisać jak po prostu kosmetyki te spisują się świetnie. Skóra po tak dobry nawilżaniu szybciej się regeneruje, jest gładka i może nie mam opalonych nóg a i tak skóra wygląda dobrze pod tym względem.

PODSUMOWUJĄC
jestem pod wrażeniem działania tych maseł. Jeśli tylko kiedykolwiek spotkam na swojej drodze masła Kult, a ich skład będzie prezentował się równie przyzwoicie to biorę w ciemno. Chyba jedne z najlepszych smarowideł jakie spotkałam (jeśli nie naj bo wcześniejszych nie mogę sobie przypomnieć).

Przeglądarka mówi mi, że te masła to nie aż taka wielka rzadkość. Musze przyznać, że już sam ich wygląd mnie zachęca. Chce, chce, chce! Może znacie którąś z powyższych wersji? A jeśli nie to jaki jest wasz ulubieniec wsrod masel do ciala?
 

 
Przyszedł taki czas, w którym pomyślałam: jest idealny czas aby sobie coś kupić. Dużo myśleć nie musiałam i kupiłam. Większość tych kosmetyków miałam już upatrzone od jakiegoś czasu, a że zbliżały się Mikołajki i Dzień Darmowej Dostawy to skorzystałam i ja. *Planeta Organica szampon prowansalski regeneracyjny do wszystkich rodzajów włosów: pierwszy szampon od nie wiem jak dawna, który kupiłam i który nie posiada silnego detergentu. Jednocześnie są to pierwsze zakupy kosmetyków Planeta Organica dlatego jestem bardzo, bardzo ciekawa jego działania. / Allegro 12,90
"Delikatny klimat Prowansji i jej urodzajna ziemia darują nam bogaty wybór ziół od dawna stosowanych w pielęgnacji włosów. Niezwykły skład tego szamponu to olej z pestek winogron i ekstrakty z 6 prowansalskich ziół. Tworząc ten szampon oparliśmy się na starej prowansalskiej recepturze."

*PO mydło do włosów i ciała czarna marokańska glinka: do jego kupna najbardziej zachęcił mnie skład, a właściwie glinka ghassoul na pierwszym miejscu. Dalej znajduje się bogactwo olejów i ekstraktów i składniki "typowo mydlane" (dla tradycyjnych mydeł w kostce). / Allegro 33,99
"Marokańska glina gassul jest naturalnym produktem wulkanicznego pochodzenia z wysoką zawartością krzemu i magnezu. Jest silnym absorbentem, pięknie oczyszcza i usuwa toksyny. Glina wydobywana jest ręcznie w podziemnych kopalniach, potem przemywana wodą. Oczyszczoną suszy się na słońcu. Działa antycellulitowo z efektem drenażu limfatycznego. Glinę wzbogacono drogocennym olejem z czarnych oliwek, odżywiającym włosy, organicznym olejem z eukaliptusa, nadającym skórze gładkość, a włosom jedwabistość i olejem drzewa balsamowego, wzmacniającym korzenie włosów."

*Hesh Amla naturalna odzywka w pudrze: niezaplanowany gość zakupów. Polubiłam maskę Kalpi Tone to i do tej długo przekonywać się ne musiałam i wylądowała w koszyku. Liczę na równie dobre działanie i mniej intensywny zapach. Tym razem jest to amla w proszku, a nie mieszanka różnych ziół. / Eto świat 8,90
"Maska pielęgnująca włosy. Przeznaczona do włosów w kolorach od ciemnego blondu do czarnego. Dodaje włosom blasku i objętości, wzmacnia cebulki. Zmniejsza przetłuszczanie się skóry głowy, walczy z łupieżem. Zapobiega siwieniu i przedwczesnemu wypadaniu włosów. Regularne stosowanie maski do włosów Hesh Amla powoduje wzmocnienie naturalnego koloru włosów."

*Sesa mydło do włosów: to mydełko już długo chodzi za mną. jestem bardzo ciekawa jak się sprawdzi do ograniczania przetłuszczania się włosów. / EŚ 5,90
"Naturalne, ziołowe mydło do włosów i skóry głowy SESA. Mydło sprawia, że włosy są odżywione i nawilżone. Mydło Sesa oczyszcza, nawilża, odżywia skórę głowy i włosy, a także przeciwdziała swędzeniu skóry głowy, łupieżowi oraz wypadaniu włosów, ponadto działa antyseptycznie i antybakteryjnie. Mydło zawiera sześć olei oraz naturalne wyciągi z ziół. Włosy po zastosowaniu mydła do włosów Sesa stają się jedwabiście gładkie, miękkie i pełne blasku."

W skrócie to by było na tyle. Właściwie całe zakupy były robione pod kątem określonego działania na włosy, a właściwie pożądanego działania jakim jest ograniczenie przetłuszczania się skóry głowy.

Teraz moja ciekawość została zaspokojona mam nadzieje, że na długo i zakupy nie będą kusić.

Mieliście styczność z tymi kosmetykami? A może wpadło wam coś w oko?
  • awatar Pearlita: Nie słyszałam o tych kosmetykach wcześniej :) Ciekawe jak będzie się używać odżywka w pudrze, pewnie to coś podobnego jak suchy szampon.
  • awatar Wiedźma1: Planeta Organica -świetne kosmetyki :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Tak jak pisałam przy najbliższej okazji podczas mycia planowałam zaserwować włosom trochę protein i ziół. Tak też się stało.
Arsenał: 1. Kostka drożdży (zdecydowanie starczyłaby połowa ale jakoś tak nie lubię jak się druga polowa miałaby zmarnować i tak poszła cała) oraz dwie łyżki jogurtu naturalnego zmieszałam z dwoma łyżeczkami maski Hesh KalpiTone. Dodałam po 5 kropel olejku z drzewa herbacianego i cedrowego. Mieszankę nałożyłam na włosy na ok 25 min (z moich obserwacji, nie dłużej niż pol godziny).
2. Umyłam włosy szamponem Balea Volumen.
3. Na kilka minut nałożyłam maske Biovax do włosów osłabionych (zielona; niesamowite jak wydajne są te saszetki, użyłam 3 raz a tam chyba jeszcze z połowa została).
4. Standardowo zabezpieczyłam końcówki Bioetiką i wtarłam w skalp tonik przeciw Wypadaniu Receptury Babuszki Agafii (brak na zdj.).

Efekt: No cóż... spodziewałam się większego bałaganu na włosach. Z objętością jest minimalnie lepiej. Widocznie lepiej działają na mnie maski stosowane po myciu. Włosy o dziwo łatwo się rozczesują, są gładkie, co raczej nie jest gwarantowanym efektem gdy stosuje maskę drożdżową. Wniosek: albo mi porowatość skoczyła w dół albo mam popaprane włosy które żyją własnym życiem bez względu na to co z nimi zrobię.

PEES. Widzieliście, już, albo może nawet zakupiliście i wypróbowaliście nową serie kosmetyków do pielęgnacji Biovax z bambusem? Mi ta seria wpadła w oko, szczególnie maskę bym przygarnęła ale zachowuje rozsądek. Szczególnie, że paczka w drodze.

A wy co zaserwowaliście włosom ostatnio? A może kupiliście im jakieś dobrodziejstwa w ostatnim czasie lub też czekacie na paczkę jak ja?
 

 
Kolejny miesiąc za nami. Małymi kroczkami zbliża się 1 grudnia a co za tym idzie: DZIEŃ DARMOWEJ DOSTAWY. Ja już upatrzyłam sobie kilka kosmetyków na które mam nadzieje skutecznie zapoluje. W końcu idą Mikołajki więc...
Ale nie ważne. W ostatnich dniach moje włosy są jak statek na sztormie - w stanie niestabilnym. Do tego stopnia mnie to zirytowało, że postanowiłam umyć je i nie nakładać po szamponie żadnej maski/odżywki. 1. Po zmoczeniu włosów wmasowałam na minutkę odżywkę Cece of Sweden Salon Cherry&Keratin.
2. Umyłam włosy dwa razy mydłem miodowym Receptury Agafii (ładny, bogaty skład).
3. Na końcówki nałożyłam malutka dosłownie odrobinę oleju kokosowego i serum silikonowo-proteinowe Bioetika.
Szczerze powiedziawszy zdjęcie trochę mnie zaskoczyło, niemniej włosy są wygładzone i odżywione mimo, że odżywkę nałożyłam na krótko i to przed myciem. Nawet z rozczesywaniem nie było problemów. Liczyłam na oczyszczenie i trochę większa objętość. Następnym razem będę musiała im zaserwować proteiny i zioła.

Podsumowanie miesiąca.

Tym razem byłam wysoce niezdecydowana. Kosmetyki z których korzystałam: Włosy myłam wszystkim co miałam pod ręka i postanowiłam wypróbować nawet wyżej wspomniane mydło Agafii. Oprócz tego białe mydło również Agafii, nowy nabytek od Yves Rocher, Balea Volumen i Natur Vital z żeń-szeniem.
Przez ponad polowe miesiąca włosy olejowałam olejkiem łopianowym Green Pharmacy (i udało mi się wykończyć jedną buteleczkę z dwóch), a następnie sięgałam po krem z Vatiki i to jemu przypisuje długotrwały efekt wygładzenia.
Zabezpieczałam końcówki olejem kokosowym jak zawsze i zamiennie serum z Mariona lub Bioetiki.
Początkowo jeśli chodzi o odżywianie po myciu stosowałam małe trio: odżywka z Garniera, maska proteinowa Bioetika i nowo nabytego Biovaxa. Później postawiłam na zużywanie i zabrałam się za Garniera i małą saszetkę maski Biovax. Nie uda mi się ich wykończyć do końca tego miesiąca.
Nieregularnie wcierałam tonik na wypadanie Receptury Babuszki Agafii więc i z wypadaniem bywało różnie.
DORAŹNIE UDAŁO MI SIĘ ograniczyć przetłuszczanie się włosów i zwiększyć ich objętość za pomocą maski hesh Kalpi Tone (brak na zdjęciu) i glinki Gahassoul nakładanej po myciu na skórę głowy (następnie na długość nakładałam zwykłą odzywkę i wszystko spłukiwałam).

W ostatnich dniach udało mi się pozbyć wiecznych splatań przy skórze głowy dzięki raz użytemu szamponowi Yves Rocher volume, ale na tym jak na razie kończyły się jego zalety.
Tracę powoli cierpliwość do mojej skóry głowy. Nie cierpię braku objętości i szybszego przetłuszczania. Mam nadzieje, że po zakupach 1.12 znajdę jakiś szampon który mi w tym pomoże.

W tym miesiącu nie było płukanek ponieważ stosowałam wcierkę, ale może powinnam do nich wrócić.

Kosmetyki na grudzień: Jeden szampon. Zużyć resztki by zabrać się za kolejną odżywkę która swoje odleżała czyli Nivea. Do olejowanie idzie olej łopianowy i krem Vatika, ponieważ ich daty ważności sięgają do lutego. Końcówki bez zmian. Glinka i maska Hesh też bez zmian (znowu zabrakło jej na zdj.).

Zakupoholizm:
-zużyte: jedna z dwóch buteleczek oleju łopianowego Green Pharmacy,
-nabyte: maska Biovax, szampon Yves Rocher (kupiony w ostatni czwartek).
Bardzo słabo szło mi zużywanie w tym miesiącu. A w przyszłym miesiącu bilans będzie trochę słabszy ze względu na zaplanowane zakupy.

A wasze włosy jak się mają? Bierzecie udział w dniu darmowej dostawy?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Musze przyznać, że jest to jedna z niewielu odzywek która gościu u mnie już bardzo, bardzo długo... I nie jest to kwestia tego, że ciągle ja kupuje tylko tego, że tak długo się za nią zabierałam. Kupiłam ją już jakiś rok temu i było by nieprzyzwoicie gdyby dalej leżała i czekała na swoja kolej. OPAKOWANIE
jak na mój gust to trochę jaskrawe, dużo się na nim dzieje, a ja jednak wole skromniejsze etykiety. No ale jest to rzecz gustu, mogę przyznać, że jest ładne i nie straszy. Dozownik otwiera się dosyć łatwo, gorzej jak się ma śliskie ręce. Standardowe 200ml.

ZAPACH
muszę przyznać, że jest przyjemny, trochę słodki, trochę kwiatowy ale na pewno niemęczący.

KONSYSTENCJA
jest dość gęsta jednak nie na tyle by utrudniało to aplikacje. Barwy białej. Wypłukuje się średnio, trzeba trochę cierpliwości, ale też nie jest to kłopotliwe. WYDAJNOŚĆ
jest raczej dobra chociaż trudno mi to dokładnie oszacować gdyż używałam jej najczęściej zamiennie z innymi kosmetykami i w dość długim przedziale czasowy z przerwami. Teraz przy częstszym stosowaniu mogę dać jej plusa w tej kategorii.

DOSTĘPNOŚĆ
z tym na pewno nie powinno być problemów. Wszelkie markety, drogerie, marketo-drogerie, sklepy internetowe. DZIAŁANIE
czyli najważniejsza i chyba najtrudniejsza do rozstrzygnięcia kwestia.
Odżywkę stosowałam po myciu na kilka minut. Polemizowałabym ze stwierdzeniem, że ta odzywa naprawi włosy w tragicznym stanie po 3 użyciach. Nie sądzę by dało się je naprawić już na stałe. Odzywka faktycznie doraźnie może wypełniać ubytki, ale jak to każdy silikonowy kosmetyk.
Włosy faktycznie są bardziej wzmocnione, lśniące, natomiast efekt wygładzenia jest dobry (ale nie jakiś powalający).
Staram się nie traktować włosów w "drastyczny" sposób (nie szarpie, nie farbuje, nie prostuje itd.) a mimo wszystko mam dość delikatne końcówki skłonne do rozdwajania. Nie zauważyłam aby ta odzywka jakoś je w magiczny sposób rewitalizowała. Owszem końcówki są odżywione i w dobrej kondycji ale nadal na końcu widnieje małe rozwidlenie. Pomijając zapewnienia producenta, które są lekko przesadzone odżywka jest dobra. Ułatwia rozczesywanie, włosy ładnie się błyszczą i układają. Może jednak obciążyć cienkie włosy i być dla nich lekko za ciężka.

PODSUMOWANIE
odnosząc się do tej odzywki jako do zwykłej odzywki a nie do obietnic producenta mogę dać jej ocenę 4+ (w skali do 5). Ponadto odzywka nie jest droga i bywa często w promocjach dlatego myślę, że warto ją wypróbować, chociaż mojego serca jakoś nie podbiła.

SKŁAD Mieliście? Co o niej sądzicie?
  • awatar perasperaadastra81: lubię odzywki z Gartniera-jedyne po których mogę rozczesać moje włosy:)
  • awatar cosdlaucha: Odżywki są do niczego, służą tylko do poprawienia kondycji naszych włosów na chwilkę, bądź też jako pomoc przy rozczesaniu, bo co miałyby zdziałaś przez te 5 min które zaleca nam producent :) .Proponuję Ci test olejków min. rycynowego, kokosowego- wydatek mały a efekt o niebo lepszy i długotrwały
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт !: ja nie sądzę żeby była jakakolwiek odżywka, która w 100 procentach spełni to co ma napisane na opakowaniu :P ja używam głównie po to by rozczesać włosy :p a tą miałam chyba tylko raz ;D - zapach mi się spodobał :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Przyznam, że dzisiejszy post o wczorajszej pielęgnacji nie jest jakąś nowością dla mnie ale... ale to ja decyduje o czym pisze, więc pisze co chce.
Schemat wczorajszej pielęgnacji staram się powtarzać co tydzień, tym razem nie wyszło, gdyż miałam dwutygodniową przerwę.
Ale może od początku, czego użyłam: 1. Wyjątkowo zaczęłam od mycia: użyłam szamponu Balea Volumen Patchouli&Jasmin, standardowo dwa razy.
2. Maskę w pudrze Hesh Kalpi Tone rozrobiłam w wodzie i dodałam po trzy krople olejku z drzewa herbacianego i cedrowego, następnie nałożyłam ją na skalp.
3. Na pozostała część włosów nałożyłam maskę Biovax przeciw wypadaniu, wzmacniającą (czy jak ona tam się dokładnie nazywa; zieloną).
Po pol godzinie zmyłam maskę Hesh i Biovax, odsączyłam nadmiar wody i zabezpieczyłam końcówki odrobiną oleju kokosowego i serum Marion (olejki orientalne z kokosem).

Czego nie użyłam: nie olejowałam przed myciem, nie użyłam wcierki ani płukanki. Można więc powiedzieć, że skromnie gdyż zazwyczaj przed nałożeniem maski Kalpi Tone olejowałam włosy. Tak się włosy prezentują po wyschnięciu podczas snu: Na zdjęciu widać, że jakoś super wygładzone nie są ale za to łatwo się rozczesywały przynajmniej na długości (ostatnio włosy plączą mi się u nasady). Włosy błyszczą się od cebulek aż po końcówki.

Jeśli chodzi o samą maskę Hesh Kalpi Tone to użyłam jej już trzeci lub czwarty raz i bardzo ją polubiłam. Owszem zapach ma bardzo męczący biorąc pod uwagę, że pogoda nie sprzyja siedzeniu w pokoju z otwartym oknem, ale te pól godziny wytrzymałam a zdarzało się i trochę dłużej. Maska jest mieszanką ziół i może nie najlepiej wygładza ale świetnie działa na mój skalp (tzn jak do tej pory, mam nadzieje że i tym razem tak będzie). Włosy są widocznie dłużej świeże i odbite u nasady (natomiast po glince ghassoul włosy są bardziej odbite ale za to krócej świeże). Nie będę tu się na razie więcej rozpisywała ale recenzja na pewno się pojawi kiedyś.
Jeszcze dodam, że wczoraj obydwie maski ładnie i szybko się spłukały z włosów.

A teraz czas na zaległe nowości: *Cienie Rimmel: dawno już upatrzyłam sobie taką zieleń i w końcu ja mam, to już druga paletka Rimmel z tej serii, pierwszą sobie chwale więc zaryzykowałam tez na drugą 8,49zł; Pomadka MUA kosztowała mnie dosłownie kilka złotych i jakoś mnie nie zachwyciła / kosmetykizameryki
*Lakiery Wibo dorwane na promocji w Rossmannie za ok 5-6 zł, no cóż nie mogłam się oprzeć; konturówka Astor to jest to czego poszukiwałam od dawna czyli kredka w jasny różu, ładny odcień, trwała tylko szkoda, że jest w formie wysuwanej (wole tradycyjne kredki) ; Million Dolar Lip Wibo: skuszona obietnicą trwałych i matowych ust wybrałam jasny odcień, liczyłam na pudrowy róż ale odcień mam wrażenie, że trochę ciemnieje i popada w szarość. Mimo wszystko za te kilka złotych i tak ją lubię. / promocje w Rossmannie.

I to by było na tyle jeśli chodzi o promocje i zakupy kosmetycznie. Musze powykańczać resztę.
Zakupy włosowe: *Szpilka do włosów dorwana na wyprzedaży w sklepie indyjskim za 6 zł. Jeśli nie publicznie to na pewno wygodnie w domu, szkoda tylko, że chyba ją zgubiłam.
*Wypełniacz do włosów. Tradycyjny koki z wypełniaczem raczej jakoś mnie nie porywają ale to wpadło mi w oko i chociaż za pierwszym razem po małym dylemacie odłożyłam na półkę to za drugim już musiałam iść z nim do kasy. Hebe ok 15 zł.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jestem tutaj ale trochę nie ogarniam... Duże tego ostatnio (nawet włosy olejowałam raz wciągu tygodnia i to jeszcze tak z musu na niedługo).

OMG licencjat. Zaczęło się.

Wszelkie recenzje będą na bieżąco, chociaż nie tak prędko bo tylko jedna odzywka się kończy no ale zanim ją zużyje do końca to to też potrwa.
Już polowa miesiąca za nami więc jakieś podsumowano będzie, bo jest nawet o czym wspomnieć.

Chciałam tylko napisać, że bloga nie porzucam.
  • awatar Ruda1990: Ja też miałam problem z pisaniem pracy lic. a potem mgr. Miałam taki nieogar jeśli chodzi o ogarnięcie tematu, że sama siebie nie poznawałam :0 Wszystko na ostatnią chwilę itp. Zero weny. Ewidentnie nie służą mi takie tytuły ;)
  • awatar blog.carolicious: no i super, że nas nie porzucasz hihi :)
  • awatar dor0tka: powodzenia z pisaniem licencjatu, znam ten ból nieogarniania ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Czemu, kurde, nie mogę dodać posta?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Kiedy ktoś mówi "idę do fryzjera" to zazwyczaj wyobrażam sobie, że ów fryzjer weźmie nożyczki ciachnie raz, dwa, a później zajmie się czymś innym. No cóż, nie zawsze może tak to wyglądać. Metody o których słyszałam mają za zadanie skupiać się raczej tylko na końcówkach. 1. Pierwsza metoda to jest właśnie to tradycyjne dobycie nożyczek i skrócenie włosów o rozdwojone końcówki. Można bez problemu samemu zrobić to w domu lub przy pomocy innego mieszkańca. Wystarczy tylko mieć ostre, najlepiej przeznaczone do włosów nożyczki (koszt dobrych nożyczek do włosów to kwestia ok. 150 zł ale są to nożyczki na lata). Przycinać można włosy suche, mokre jak i naolejowane. Przycinanie włosów suchych może być najmniej efektywne, włos suchy nie jest śliski i często podczas cięcia jest bardziej miażdżony nić ucinany, dlatego lepiej zmoczyć włosy lub jeszcze lepiej je naolejować (przynajmniej w domowym zaciszu) gdzie poślizg ten jest jeszcze większy. Wtedy właśnie włos zostaje gładko ścięty i nie będzie się szybciej rozdwajał.

2. Drugą metodę jeśli chodzi o praktyki fryzjerskie to znam tylko z opowieści natomiast w domu sięgam do niej od czasu do czasu. Nie wiem czy ma jakąś oficjalną nazwę bo nigdzie jej nie spotkałam. Polega ona na dokładnym rozczesaniu włosów i zawijaniu pojedynczych pasm wokół własnej osi na palcu. Takie skręcone pasmo "wypuszcza" pojedyncze, krótsze włoski (które najczęściej się rozdwajają będąc ofiarą urwania włosa, złamania czy skruszenia) które są złej kondycji. Takie pojedyncze włoski bardzo trudno dorwać tradycyjną metodą chyba, że pogodzimy się z utratą znacznie większej ilości cm.

3. Po trzecią metodę fryzjerzy częściej sięgają niż po druga i zdaje mi się, że jest ona coraz bardziej popularna zarówno w salonach profesjonalnych jak i domowych. Polega ona na przycinaniu włosów maszynką elektryczną (męską). Ta metoda jeśli chodzi o końcówki jest najbardziej skuteczna i włosy rozdwajają się wolniej niż po użyciu nożyczek. Niestety nie jest ona dla każdego, z reguły dla prostowłosych (ewentualnie lekkie fale). Należy dokładnie rozczesać włosy, wyprostować jeśli jest taka potrzeba i... ciąć. Dzięki maszynce można bardzo dobrze wyrównać włosy i uzyskać efekt gładkiej tafli włosów.
Ja niestety nie trafiłam na fryzjera który by mi to proponował, ale chyba nie będę ryzykować wizyty u nieznanego fryzjera bo mogłoby się to źle skończyć. Jeśli ktoś jeszcze się nie spotkał z ta metodą a chciałby zobaczyć trochę więcej to Kataryna Tusk pokazała to tutaj: http://www.makelifeeasier.pl/inne/haircut 4. Ostatnia metoda chyba najbardziej kontrowersyjna i najmniej popularna ale nie oznacza, że najmniej efektywna. Velaterapia to, jak można zrozumieć, terapia dla zniszczonych końcówek ogniem. Polega na przypalaniu końcówek świecą. Jest to podobne do metody drugiej, włosy skręca się wokół własnej osi i opala, dochodzi do stopienia keratyny, następnie nadpalone, wcześniej rozdwojone i zniszczone końcówki, zostają wyczesane lub "odczepianie" ręcznie. Dzięki temu włosy mają być zdrowsze, gładsze i jedwabiście miękkie. Metoda ta pochodzi z Brazylii i tam popularna jest od wielu wielu lat, w Polsce fryzjerzy podchodzą do niej raczej sceptycznie. Dochodzi wiele obaw, co jeśli nie skontrolujemy ognia? Co jeśli uszkodzimy nim skórę? To chyba najczęstsze obawy zaraz po dylemacie czy ogień faktycznie jest zbawienny czy może działa niekorzystnie.
Osobiście nie podchodzę sceptycznie ale wątpię czy w Polsce można by znaleźć chociaż kilku specjalistów od tej metody już nie mówiąc o poszukiwaniach (i kosztach).
Metoda jest czasochłonna, trwa kilka godzin w zależności od włosów i towarzyszy jej charakterystyczny zapach. Mi przypomina to trochę opalanie wstążeczek, żeby się nie pruły, jeśli ktoś tego próbował to wie, że trzeba to zrobić naprawdę precyzyjnie aby efekt był estetyczny. Trudno jednoznacznie stwierdzić która metoda jest najlepsza, zależy to od stanu włosów i oczekiwanie efektu. Każda ma swoje plusy i minusy. Oprócz tego należy pamiętać, że nawet najlepsza metoda może przynieść wręcz najgorsze rezultaty jeśli zostanie przeprowadzona "w złych rękach" a tego typu fryzjerów nie brakuje.

Co by jednak się nie stało zawsze można pocieszać się tym, że włosy odrosną.
  • awatar MyOwnWorld: Ja będę sama podcinać bo po ostatnim cięciu na które sama wpadłam boję się fryzjerów :( Nie wiem co mnie podkusiło żeby tyle włosów ściąć:(
  • awatar Julia Aleksandra: Nigdy bym się nie zdecydowała na to metodę z ogniem :D
  • awatar kajszandoo: Ja jeszcze słyszałam o cięciu gorącymi nożyczkami. Ma to właśnie powodować nie rozdwajanie się końcówek. Ale nigdy tego nie poróbowałam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
W ostatnim podsumowaniu napisałam, że w październiku udało mi się ograniczyć kupowanie kosmetyków do włosów, bo kupiłam jedynie maskę Hesh Kalpi Tone która to jest mieszanką ziół (w każdym razie trochę się rożni od tradycyjnych masek). I było by dobrze gdyby nie ostatni dzień października, kiedy to w moje ręce wpadła kolejna maska: *L'biotica Biovax intensywnie regenerująca maska do włosów ciemnych: tak się zdarzyło, że już od jakiegoś czasu z chęcią bym przygarnęła jaką maskę Biovax a i o tej coś dobrego słyszałam, więc jak tylko zobaczyłam, że pół litra kosztuje 12 zł (dla porównania 250ml 18zł) to nie mogłam się oprzeć. Co prawda chętniej bym przygarnęła którąś z wersji z proteinami niemniej w składzie tej też widnieją i to dość wysoko.
Skład ma ładny, konsystencja jest koloru hmm... pudrowego i oczywiście gęsta jak każdy Biovax. To już 3 maska Biovax, którą mam okazje wypróbować. Wcześniej posiadałam wersje przeciw wypadaniu z aloesem (zielona), którą polubiłam, oraz wersje 3 oleje za którą jednak specjalnie nie przepadałam.
Jestem już po pierwszym użyciu i zapowiada się dobrze, więc chyba nie będę żałowała tej porywczości.

Nie mniej maskę zaliczam już na listopadowe zakupy i mam nadzieje, że powstrzyma mnie przed kolejnymi. W każdym razie moim celem jest nie kupowanie kosmetyków do końca roku (chyba, że coś się skończy i będzie potrzebne). Dlaczego? A no właśnie dlatego: Co prawda bywało tego więcej ale wolałabym szczególnie ograniczyć ilość masek i olejów.
Od lewej:

*szampony: Balea Volumen (całkiem przyjemny, włosy faktycznie nie są przyklapnięte, dobrze myje i się pieni), Natur Vital żeń-szeń (jeszcze nie używałam), białe mydło Receptury Babuszki Agafii (mam mieszane uczucia) - 3.

*oleje: o. makadamia (wypróbowałam już wersje w saszetce i muszę przyznać, że jest całkiem przyjemny, ten n/u), o. awokado (w saszetce, n/u), o. marula (właściwie stosuje go do rzęs i brwi), RBA o. na porost włosów z siemieniem lnianym (n/u), o. łopianowy Green Pharmacy (wersja z papryczką doprowadziła do wysypu baby hair, ta wersje dopiero zacznę regularnie stosować, o. arachidowy (bardzo polubiłam ten olej, nie jest zbyt ciężki do moich włosów, są po nim takie "mięsiste", zapach trochę męczący), o. arganowy (podobnie jak marula), Vatika o. kokosowy (stosuje głownie na końcówki) - 8.

*kremy: Vatika krem na noc (fajna konsystencja, lubię za wygładzające działanie, krem jakby prostuje moje włosy, myślę, że z chęcią wypróbuje inne wersje kiedyś, kiedyś...) - 1.

*maski: Hesh Kalpi Tone (m. w proszku o intensywnym zapachu, dopiero raz użyłam ale chyba ją polubiłam), Natur Vital z aloesem (n/u), Farmona Bamboo&oils (n/u), Stotrav m. ziołowa (dopiero raz użyta), Biovax do w. ciemnych, Biovax przeciw wypadaniu (saszetka), Bioetika z proteinami mleka (krótki skład, bez silikonów a mimo to działa b. dobrze, jest b. gęsta), Seri miód i migdały (dopiero 1 raz użyta więc...), Kallos Hair Botox (n/u) - 9.

*odżywki: Garnier Er. Goodbye Damage (dobrze wygładza i odżywia ale trochę "ciężka", Nivea Log Repair (jeszcze nie wiem co o niej sądzić), Cece Salon cherry&kertin (rzadko jej używam, z reguły do emulgowania oleju i w tej roli się raczej nie spisuje) - 3.

*sera silikonowe na końcówki: Chantal Sessio z olejem arganowym (b. dobre serum za niską cenę/duże opakowanie), Bioelixire (dobre), Marion orientalne olejki z kokosem (w skrócie: może być), Bioetika jedwab z proteinami mleka (dobre) - 4.

*wcierki: Lactimilk (mgiełka proteinowa), Jantar (ciekawe jak się spisze tym razem), DIY wcierka z s. z czarnej rzepy (smierdziuch, na razie go odstawiłam), tonik przeciw wypadaniu Babuszki Agafii ( http://hairlovelo.pinger.pl/m/23237927 ) - 4.

*półprodukty: gliceryna ( http://hairlovelo.pinger.pl/m/22362457 ) -1.

Oprócz tego wspomagam się czasami olejkami eterycznymi (cedrowy, z drzewa herbacianego) oraz ziołami/ziołowymi herbatami, ale chyba nie mam sensu wliczać tego.

Właściwie gdyby nie oleje i maski to byłoby nawet w normie.

A wy jakich zakupów nie potraficie sobie odmówić?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Musze przyznać, że długo nosiłam pomysł z tym postem w sobie. Tak się zastanawiam czy w ogóle się przyda. No cóż, może się nie przyda, a może tak. Na pewno na niektóre rzeczy już niektórzy zwrócili uwagę, o pozostałych może zapomnieli albo przeoczyli. O to ściąga z tego czego nie robić włosom aby był zdrowe i opóźnić wizytę u fryzjera. Podczas mycia:
-nie trzemy włosów ręcznikiem, nie wysuszamy ich "na siłę", po prostu zawijamy je na kilka minut w miękki ręcznik (lub bawełniana koszulkę, jak kto woli) tworząc turban, który odsączy zbyt dużą ilość wody,
-dokładne spłukanie szamponu/odzywki/maski, to ważne szczególnie w pierwszym przypadku, czasem można nie mieć do tego cierpliwości,
-polewanie włosów lodowatą wodą włosów nie jest dobrym rozwiązaniem tak jak polewanie wrzątkiem, najlepiej letnią, zamiennie z chłodna która domknie łuski włosów ale nie "zamrozi" naszych cebulek,
-suszenie: najlepiej letnim nawiewem, a jeśli to nie możliwe to zamiennie z ciepłym, strumień suszarki kierujemy od nasady włosów w stronę końcówek, dzięki czemu łuski włosów nie będą odchylane w przeciwna stronę (w celu dodania objętości głową w dół),
-nie rozczesujemy mokrych włosów, które są podatniejsze na zniszczenia, należy zrobić to dokładnie przed myciem i kiedy włosy już trochę podeschną lub są suche,
-unikamy kosmetyków które zamiast pomagać niszczą, najczęściej będą to takie z alkoholem wysoko w składzie. -unikamy spania w rozpuszczonych włosach, to kilka godzin leżenia na nich, tarmoszenia, ciągnięcia, ogółem urazów mechanicznych, najwygodniejszy będzie warkocz ale jeśli ktoś boi się charakterystycznych odkształceń to lepszy może się okazać koczek ślimaczek upięty miękka gumką lub spinką żabką. Jeśli ta opcja jest jednak nie możliwa to można zminimalizować ryzyko przerzucając włosy za krawędź łózka tak aby były poza zasięgiem. -wszelkie akcesoria z metalowymi elementami najlepiej wymienić na takie które ich nie posiadają i nie będą niepotrzebnie haczyć o włosy, wyjątkiem mogą być wsuwki, dobrą alternatywa do tradycyjnych gumek są tzw. sprężynki (invisi bobble) które dodają objętości kucykowi,
-przy takiej wietrznej pogodzie najlepiej związać włosy tak aby ograniczyć ich kontakt z paskami od toreb, szalami czy zamkami, rzepami od kurtki,
-nie szarpiemy włosów przy czesaniu, z praktyki wiem, że szybciej można uporać się z dokuczliwym kołtunem rozluźniając go palcami niż szarpać grzebieniem,
-nie szarpiemy włosów w ogóle (ostatnio jedna z dziewczyn na zajęciach dosłownie obrywała sobie końcówki z nudów, a może myślała, że w ten sposób skutecznie pozbędzie się rozdwojeń), nie gładzimy końcówek palcami, po prostu najlepiej zostawić je w spokoju,
-nie podcinamy włosów tępymi nożyczkami bo to przypomina zamknięte koło, tępe ostrze miażdży włos zamiast gładko go skracać w efekcie czego taka końcówka jest z góry skazana na rozdwojenie, często jest to dostrzegalne gołym okiem kiedy po ścięciu sama końcówka włosa jest jasna (szczególnie widoczne pod światło) trzeba tylko się przyjrzeć. Do włosów wybieramy nożyczki ostre, przeznaczone do cięcia tylko włosów (nie muszą to być koniecznie drogie nożyczki, ale należy pamiętać aby nie ciąć nimi niczego innego).

Nie będę wspominała tutaj o częstym farbowaniu czy prostowaniu bo to oczywiste ale czasem tez trudno z tego zrezygnować.

To chyba wszystko co na razie przychodzi mi do głowy. Jeśli o czymś zapomniałam uzupełnijcie mnie w komentarzach. Mam nadzieje, że post się przyda.
  • awatar Karolinxik: No właśnie farbowanie szczególnie rozjaśnianie i codzienne prostowanie doprowadziło moje włosy do stanu totalnego siana :( czas to zmienić ! Przydatny post!
  • awatar Zapisane W Pamięci.: ciekawe rzeczy :)
  • awatar perasperaadastra81: fajny post!-szkoda,że to wszystko wiem tylko nie stosuję :( a w gumki sprężynki się zaopatrzyłam i polecam:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (12) ›
 

 
Moje włosy od jak są jakieś takie nijakie. Zaczynają się strączkować, a skóra głowy nadal szaleje. O ile za to drugie jakoś jeszcze się nie wzięłam, to włosom postanowiłam zafundować drożdże. Arsenał: 1. Pół kostki drożdży babuni + glinke ghassoul rozrobioną w mocnym wywarze z ziołowej herbaty (ok. pół szklanki) nałożyłam na włosy i skore głowy, a na końcu dodałam jeszcze trochę oleju makadamia i arganowego na długość.
2. Po nie długim czasie (maks pół godz, nie patrzyłam na zegarek) umyłam włosy szamponem Balea volumen.
3. Nałożyłam na kilka minut odżywkę Goddbye Damage Garniera.
4. W skórę głowy wtarłam tonik na wypadanie Agafii, a w końcówki serum Bioetika z proteinami.
Efekt: Włosy są mięsiste, skręcają się lekko chociaż to może być skutek tego, że miałam je związane w koczku, ale na pewno nie są obciążone.

Jeśli chodzi o podsumowanie miesiąca - stosowane kosmetyki: w/w odzywka Garniera, maska z proteinami mlecznymi Biortika, szampon Herbapol, serum Bioetika + olej Vatika na końcówki, olejowanie: krem Vatika na noc, olej makadamia, sporadycznie olej łopianowy na skórę głowy, z wcierek: tonik na wypadanie Receptury Babuszki Agafii (jednak odstawiłam go po dwóch tygodniach), kilka razy wcierkę DIY z sokiem z czarnej rzepy; płukanki: od czasu do czasu z mydlnicy.

Zakupoholizm:
- kupione - maska Kalpi Tone w proszku od Hesh;
- zużyte - szampon Herbapol z mydlnica do włosów tłustych, olej na gorąco Oriflame, olej makadamia w saszetce (10ml)... nie wiele tego.

Mały sukcesss, przez cały miesiąc do włosów kupiłam tylko ta jedną maskę. Mam zamiar do końca roku nic nie kupować i może sprezentuje sobie coś na święta (to już końcówka roku).

Kosmetyki na listopad: -olej arachidowy, ale w ostatniej kolejności; krem Vatika na noc (krótka data ważności); maska Bioetika zamiennie z odzywką Garniera (tą drugą chyba uda mi się zużyć do końca miesiąca); szampon Balea (ale może zamiennie z szamponem Natur Vital); wcierka DIY (chyba, że stracę cierpliwość i wyląduje w koszu), wcierka RBA (mam nadzieje, że przy niej wytrwam), gliceryna (krótka d/w), na końcówki serum Bioetika, olej kokosowy; olejowanie skalpu łopianowym; olej awokado i maska Biovax w saszetkach (nie potrzebnie się szwendają).

Większość powtórzyła się z zeszłego miesiąca gdyż oprócz szamponu i odżywki/maski brakowało mi systematyczności.

Plan jest taki:
-olejowanie włosów raz w tygodniu, skalp również raz w tygodniu (w inny dzień),
-wcierka DIY raz w tygodniu (zamiennie z o. łopianowym), RAB po myciu codziennie/co dwa dni,
-płukanki ziołowe,
-domowe maseczki raz na dwa tygodnie,
-chyba zacznę stosować maskę z glinką/maskę Kalpi Tone raz w tygodniu.

Mam nadzieje, że w listopadzie nie ulegnę zakupom, październik pod tym wglądem był udany.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Jak to jest, że jak kończy się jeden kosmetyk to za nim kilka kolejnych? Powoli przyszedł czas i na ten krem. No cóż, nie ukrywam, to jeden z niewielu kosmetyków który mógłby się nie kończyć i który mi się nie znudził. OPAKOWANIE
szklany słoiczek, nie jest może jakoś super efektywny, raczej prosty, wygodny i skromny, ale jak to mówią nie szata zdobi człowieka. 50ml.

ZAPACH
jest kremowy, przyjemny i lekki, nic szczególnego mi nie przypomina.

KONSYSTENCJA
jest dosyć gęsta, bardzo łatwo się rozprowadza na skórze i wchłania. Kolor kremu jest biały, po nałożeniu pozostawia na skórze lekką warstewkę. Krem jest wydajny, stosuje go od czerwca, codziennie wieczorem i myślę, że starczy jeszcze na jakieś dwa tygodnie.

DOSTĘPNOŚĆ
zakupić go można tylko w Rossmannie. Niestety został wycofany. Być może wróci w innym opakowaniu i/lub składzie.

SKŁAD *Tytułowy mocznik znajduje się wysoko w składzie i tak jak podaje producent jest 5%. Mocznik jest substancją nawilżającą. Stężenie poniżej 10% zmiękcza skore, a powyżej złuszcza zrogowaciały naskórek. Jest idealny do nawilżania skóry suchej, ma zdolność przenikania przez warstwę rogową naskórka.
*Z naturalnych składników znaleźć można olej kukurydziany, który jest bogaty w witaminę E, ma działanie odżywcze i łagodzące; emolient, substancja filmotwórcza, zatrzymuje wodę w naskórku.
*Zaraz po nim znajduje się masło shea: bardzo popularne w kosmetykach bez względu na ich cenę, masło shea można spotkać w formie rafinowanej i nierafinowanej; emolient, odżywia, wygładza i regeneruje. To jeden z olejów, który jest na mojej liście zakupów gdy tylko zużyje to co mam.
*Lanolina: wosk, bardzo dobrze się wchłania, skład zbliżony do lipidowej warstwy naszej skory, wygładza, natłuszcza i zmiękcza. DZIAŁANIE
przeżyłam z tym kremem lato, a co za tym idzie fale upałów, a teraz towarzyszy mi przy nadchodzących mrozach. Nie zawiódł mnie bez względu na pogodę, moja mieszana skóra go uwielbia. Miejscami sucha odzyskała nawilżenie, nawet jeśli czasem ją nadwyrężam zapominając m.in. kremu na dzień i traktując makijażem. Zapomniałam o suchych skórkach. Natomiast obszary na których dominują cechy skóry tłustej też nie są problematyczne. Może nie ograniczył świecenia się skóry (ale nie oczekuje tego od kremu na noc), ale skora nie reagowała wypryskami. Jasne, że coś tam się zdarzyła ale było to tak rzadko, że nie mogę brać pod uwagi winy kremu.
Nie zapycha, wygładza, skóra nie jest szara. Wiadomo, że nie ma kosmetyków idealnych, ale nie widzę wad tego kremu. Na mojej mieszanej skórze, skłonnej do przesuszenia spisał się bardzo dobrze, dlatego nie uśmiecha mi się poszukiwanie nowego kremu. Udało mi się upolować jedną z ostatnich sztuk w "cenie na do widzenia", pamiętam, że pierwszy raz kupiłam go na promocji "-50% na kosmetyki do pielęgnacji twarzy". To dowodzi, że nie tylko drogie kosmetyki działają.
Muszę jednak wspomnieć, że mocznik może uczulać i nie każda skora twarzy może go pokochać. U mnie reakcja alergiczna nie wystąpiła, ale myślę że nawet gdyby to za te kilka złotych warto spróbować, a jeśli się nie spisze to zawsze można zużyć go jako krem do stóp, gdzie skóra jest mniej wrażliwa.

PODSUMOWUJĄC
ulubieniec. Znacie ten krem? Lubicie? A może używacie innych kosmetyków z tej serii? Ja muszę przyznać, że chętnie wypróbowałabym szampon do włosów.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Może tym razem we wstępie przejdę do tego co nam oferuje producent: Szampon jest przeznaczony dla włosów tłustych. Zawiera w swoim składzie naturalne saponiny pochodzące z korzenia mydlnicy, które doskonale nadają się do mycia i pielęgnacji włosów tłustych oraz nadmiernie przetłuszczających się. Jest bardzo wydajny w użytkowaniu. Ułatwia rozczesywanie włosów oraz zabezpiecza przed nadmiernym ich elektryzowaniem się i łupieżem, łagodzi swędzenie skóry głowy. Nadaje włosom połysk, sprawia, że włosy są przyjemne i miękkie w dotyku. Posiada przyjemny i delikatny ziołowy zapach.". A teraz to zweryfikuje. OPAKOWANIE
buteleczka 200ml, przezroczysta, etykiety trochę mało odporne na wodę, dozownik trochę ciężko się otwiera, niemniej etykiety są czytelne i estetyczne.

ZAPACH
faktycznie jest przyjemny, ziołowy chociaż to może być kwestia gustu. Nie utrzymuje się na włosach.

KONSYSTENCJA
jest raczej ani nie za gęsta, ani nie za rzadka. Raczej nie jest wydajny, zużyłam go w miesiąc (używając co dwa dni). Pieni się dobrze, łatwo się spłukuje.

DOSTĘPNOŚĆ
być może niektóre zielarnie, sklepy internetowe, ja swój zamówiłam przez Allegro, cena coś ok 8 zł.

SKŁAD
Aqua, Sodium Laureth-2 Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Cocamide DEA, Sodium Chloride, Propylene glycol, Saponaria Officinalis Extract, Parfum (Geraniol, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene), Diazolidinyl Urea, Methyl Paraben, Propyl Paraben, Lactic Acid, CI 15510, CI 19140, CI 42080. [źródło: http://sklep.herbapol.krakow.pl/pl/kosmetyki/340-szampon-do-wlosow-tlustych-z-mydlnica.html ]

Bez szału, bez silikonów.

DZIAŁANIE
No cóż nie ma co chyba owijać w bawełnę. Słabe. Szampon do włosów tłustych na pewno nie regulował przetłuszczania się włosów, wręcz przeciwnie, w tym czasie przetłuszczały mi się dość szybko, skóra głowy zachowywała świeżość jeden dzień (a oczekuje chociaż dwa razy dłużej). Szampon nie domywa olejów. Używając go czułam się jak na jakiejś loterii, przed myciem zastanawiałam się: jaki efekt jutro zobaczę, przyklap, nie domycie czy może będzie ok.
Po zużyciu połowy dodałam Błoto z Morza Martwego. Dzięki temu włosy trochę zyskały na objętości ale to zdawało się całkowicie wyczerpywać pozytywne działanie szamponu.
Dodatkowo strasznie plącze włosy u nasady (czyli tam gdzie był nanoszony i gdzie nie nakładałam odzywki), na długości po nałożeniu odzywki nie było raczej takiego problemu.
Z plusów: nie wysusza, nie podrażnia.

PODSUMOWUJĄC
szampon do włosów tłustych, który nie zawsze domywa włosy i po którym włosy są krócej świeże. Nie dla mnie!

W buteleczce jeszcze trochę mi zostało, mam nadzieje, że starczy na jedno użycie nie więcej i będę mogła o nim zapomnieć.

Znacie, używacie szamponów Herbapol (może inne wersje spisują się lepiej)?

pees. Kto pokusił się na szampony Joanna z naturalnymi składnikami w Biedronce? Mi wpadły w oko ale trzymam się na razie planu nic nie kupowania.
  • awatar Orzeszkowa<3: Osobiście nie używałam, ale moja koleżanka kupiła szampon z Joanny i przez niego ma łupież.
  • awatar hairlovelo: Ja jeszcze nie spotkalam szampponu po kyorym bym mogla rzadziej myc wlosy ale zadowalam sie gdy chociaz nie przyspiesza przetluszczania
  • awatar jusi84: Te za chęcią dowiem się jaki szampon na prawdę działa i przedłuża świeżość włosów ja obecnie stosuję paraderm firmy paramedica kupiony w aptece 17zł i jest do d... jeszcze bardziej się przetluszczaja ;/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Pewnie da się zauważyć, że ten blog jest nastawiony na jedno, niemniej jak jest okazja wtrącić coś innego to zawsze ją wykorzystuję. Przyszedł więc czas na recenzje oliwkowego mleczka od Ziaji, które stosuje jakiś czas, a które jest już na wykończeniu. OPAKOWANIE
wygodna pompka, estetyczna, czytelna szata graficzna, no i jak się człowiek na wygimnastykuje to i może zobaczy ile zostało mleczka w środku.

ZAPACH
można i wyczuć jakąś oliwkę, z tego co pamiętam to pachnie podobnie co tłusty krem oliwkowy w mniejszym opakowaniu. Delikatny i raczej nie utrzymuje się długo na skórze.

KONSYSTENCJA
biały, powiedziałabym że półtłusty krem, gęstość w sam raz (gęstszy od typowego mleczka), łatwo się rozprowadza. Produkt dość wydajny jak na 400ml i w przystępnej cenie chociaż nie pamiętam dokładnie ile kosztował. DZIAŁANIE
tutaj mleczko wykazywało się dobrze, po prostu, nie super, nie słabo, ale dobrze. Lekko nawilżał, szybko się wchłaniał chociaż pozostawiał lekko tłustą otoczkę na skórze, ale to chyba jak każdy balsam. Nie wiem co bym mogla jeszcze o nim napisać, naprawdę spełnia swoją role dobrze i to tyle. Mleczko jest bez problemowe w stosowaniu jednak do bardzo suchej skory mógłby być za słabe.

PODSUMOWUJĄC
producent spełnił swoje obietnice! (Jak wiele/niewiele produktów spełnia ten warunek?) No może z jednym ale, nie jest to produkt aż tak bardzo naturalny ale jest bezpieczny i nie podrażnia skóry.

SKŁAD A tym czasem dokonałam małego szaleństwa korówkowego. *Pierre Rene Profesjonalny puder ryżowy do utrwalania makijażu, gwarantuje długotrwały efekt: i na to ostatnie liczę. 8g/19,90
*Maybelline Super Stay pomadka 14 h - taki kaprys, w promocyjnej cenie za niespełna 14 zł. Wychodzi mniej więcej tak:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dzisiejszy post nie będzie jakiś odkrywczy. Raczej będzie to mini ściągawka-przypominajka.
Nie da się ukryć, że ostatnie zmiany pogody mają wpływ na nasze włosy. Wiatr, niższa temperatura, częste zmiany otoczenia z wilgotnego i suchego i odwrotnie. PO PIERWSZE emolienty: sięgamy po oleje przed myciem. Nie ma reguły na konkretny olej, po prostu taki który nam odpowiada. Po myciu warto sięgnąć po olejowo-siliknową maskę, odzywkę. W między czasie warto urozmaicić pielęgnacje humekantami czy proteinami ale zdecydowanie w mniejszej ilości. Emolienty natłuszczają, wygładzają i zapobiegają puszeniu gdy z suchego, ogrzewanego pokoju wyjdziemy na wilgotne powietrze na zewnątrz. (kilka przykładów: http://hairlovelo.pinger.pl/m/23254952 )

PO DRUGIE kocówki: jak włosy się puszą to końcówki chyba są najbardziej problematyczne. Serwujemy im dodatkowe porcje kosmetyków natłuszczających ale najważniejsze zabezpieczamy je silikonami. Wszelkie sera, olejki są mile widziane szczególnie u dziewczyn które nie korzystają z tych kosmetyków. (o olejach: http://hairlovelo.pinger.pl/m/22746696 )

Warto też pomyśleć nad spinaniem włosów. Warkocz to idealne rozwiązanie. Dzięki temu nie narażamy włosów na otarcia o szaliki, apaszki a co najgorsze, przycinanie zamkiem błyskawicznym. Takie urazy mechaniczne są o wile bardziej "skuteczniejsze" w niszczeniu włosów niż przesuszenie.

PO TRZECIE skalp: jeśli chcemy ograniczyć wzmożone przetłuszczanie się włosów jesienią najlepiej sięgnąć po ziołowe wcierki przed myciem (część z nich może lekko oblepiać włos u nasady). Ja sięgnęłam po sok z czarnej rzepy w bezpośredni sposób ale dostępne są wcierki z tym składnikiem np. Joanna, Seboradin. Dla tych którzy lubią płukanki przydatna może się okazać mydlnica. Jeśli chodzi o szampony to tutaj rezygnujemy z silikonów, ale w tej kwestii chyba już się powtarzam.

Macie swoją specjalną maskę/odżywkę do której wracacie gdy robi się chłodniej? Moje włosy chociaż za emolientowymi odzywkami nie przepadały chyba się przekonały. Kogo dopadło puszenie?

pees. Podoba wam się grafika mojego wykonania? ;D
  • awatar hairlovelo: @justynkova: Na jesień i wiosne wypadaniw sie wzmacnia ale stres moze potegowac wypadanie ;c
  • awatar Purple Dream: Moje włosy są bardzo zniszczone i dzisiaj zaczynam laminowanie :)
  • awatar justynkova: a mi wypadają włosy, nie wiem czy to przez stres czy przez tą jesienną aurę
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.