• Wpisów:274
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 19:33
  • Licznik odwiedzin:18 220 / 1602 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Uff, ostatnio wpis 8 dni temu a ja mam wrażenie jakby to było znacznie później. Trochę się działo, samopoczucie może nie najlepsze, ale zawsze mogło być gorzej.

Zaliczyłam wizytę u fryzjera. Tym razem jestem zadowolona. Żadnego szarpania, szorowania czy maltretowania włosów na inne sposoby. Jedno, szybkie i udane cięcie dzięki temu nie straciłam połowy włosów na niepotrzebnym wyrównywaniu. Ale najważniejsze: efekt końcowy jest taki jaki miał być. Wrzucę jeszcze dwa małe porównania. Pierwsze to porównanie efektu po poprzedniej wizyty u fryzjera w styczniu i po ostatniej. Zdjęcia są nie proporcjonalne, chodzi mi tylko o uzyskany kształt włosów. Drugie to porównanie włosów przed cięciem i po. Co prawda zdjęcie przed zostało wykonywane jakieś 20 dni przed cięciem ale wątpię by przez ten czas naszły jakieś drastyczne zmiany. Czasem się zastanawiam, jak to jest możliwe że mój telefon robi dwa różne zdjęcia jeśli chodzi o techniczne strony w tych samych warunkach. W każdym razie zmowy nie chodzi o detale ale o9 ogólny kształt włosów. Moje włosy mają teraz nowe życie. Postanowiłam, że nie będę mierzyć ich długości, nie zrezygnuje z wcierek ale niech rosną sobie w jakim tempie chcą ważne by rosły.

Nowości:
W TK Maxx'ie upolowałam szczotkę Elle. Mini, plastikowa szczotka z włosiem dzika. Nie mogłam się oprzeć, gdyż nie powiem, potrzebowałam czegoś do torebki. Kosztowała 19.99 zł (po obniżce), a ja już ją bardzo lubię, jest wygodna i poręczna a na żywo jej kształty mną urzekły chociaż to tylko szczotka. Udało mi się też dorwać poszukiwaną czarną rzepę. Postanowiłam wykorzystać ja do domowej wcierki. Sok z dwóch sztuk plus sok z niedużej cebuli i kilka ząbków niewielkiego czosnku. Wyszło ogólnie bardzo dużo soku także nadwyżkę zamroziłam. Planowałam zrobić ją na bazie wywaru z kawy ale przy takiej ilości porostu z niej zrezygnowałam. Dodałam po 10 kropel olejku cedrowego i z drzewa herbacianego. Wlałam do buteleczki z wcierką Kulpol, której zostało mi ok 1/4 (dzięki temu, że bazuje na alkoholu nadaje się do konserwowania). Wcierkę użyłam wczoraj przed myciem pierwszy raz. Pierwsze co to, że śmierdzi niesamowicie chociaż po nałożeniu tylko na skalp jest znośnie. Po umyciu i wyschnięciu nic nie czuć. Sok z czarnej rzepy, cebuli i czosnku działają pobudzająco na skalp, wzmacniają, przyspieszają wzrost włosów i hamują wypadanie. Jestem ciekawa czy u mnie tak zdziała.
  • awatar perasperaadastra81: jakiee piękne włosy :)
  • awatar hairlovelo: @dor0tka: ja w torbie miałam tylko stary plastikowy i opłakanym grzebiem który szarpał więc z czystym sumieniem go wymienilam ;)
  • awatar dor0tka: włosy pięknie wyglądają po ścięciu, na szczęście tym razem fryzjer wiedział, co robi :) świetna szczotka :D ja ostatnio dorwałam szczotkę z włosiem dzika w biedrze, ale normalnych rozmiarów, w sumie do torebki też by się coś przydało ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Przyszła pora na kolejny kosmetyk ale to znowu nie będzie typowa recenzja. Będą to jedynie wrażenia ze stosowania kosmetyku jako, że była to bardzo krótka przygoda. A dlaczego? A no wystarczy spojrzeć na zdjęcie. OPAKOWANIE
15 mililitrowa tubka z "koreczkiem" który można wtórnie użyć. Całkiem wygodnie. Taka pojemność starczyła u mnie na dwa użycia.

ZAPACH
no kokos to to może nie jest ale zapach jest przyjemny, kosmetyczny, sama nie wiem jaki. Dość lekko utrzymuje się na włosach, nie jest nachalny i nie drażni.

KONSYSTENCJA
taka trochę olejowa ale raczej rzadka i mniej tępa ale jednocześnie lepka. Jakie było moje zdziwienie kiedy pierwszy raz nakładałam olejek i podczas gdy rozpościerałam go na dłoni zaczął się pienić. Olejek nie jest typowym tłuściochem, nałożony w mniejszych ilościach znika z włosów.

DOSTĘPNOŚĆ
tu może być gorzej jak to z produktami katalogowymi. Kosztuje 5,90 zł ale właśnie znajduje się w promocji i koszt wynosi niecałe 3 zł.

OD PRODUCENTA
Odżywcza kuracja stosowana by wygładzić i dodać blasku włosom suchym i zniszczonym. Umieść zamkniętą tubkę w gorącej wodzie na minutę. Otwórz, rozprowadź zawartość na mokrych włosach, po minucie spłucz. Następnie umyj włosy szamponem.

SKŁAD
AQUA, BUTYLENE GLYCOL, OLETH-20, HYDROXYETHYLCELLULOSE, PANTHENOL, PEG/PPG-20/6 DIMETHICONE, POLYQUATERNIUM-7, IMIDAZOLIDINYL UREA, PARFUM, METHYLPARABEN, SODIUM CITRATE, CITRIC ACID, COCOS NUCIFERA OIL, HYDROLYZED WHEAT PROTEIN, PROPYLPARABEN, SODIUM BENZOATE

Woda, humekant (sub. nawilżajaca), emulgator/sub. myjąca (wtf?), zagęstnik (odp. za lepkość), humekant, silikon, polimer (tworzy film/lekki silikon rozp. w wodzie), konserwant (dopuszczalna ilość w kosmet. 6%), zapach, konserwant, regulator pH, kwas cytrynowy, OLEJ KOKOSOWY, PROTEINY PSZENICY, konserwant, konserwant.

Jak na moje oko slaby. Nie wiem co robi tutaj sub. myjąca dość wysoko w składzie. Jest to raczej olejek syntetyczny chociaż opakowanie jak najbardziej sugeruje, że produkt jest bliski naturze (nie lubię takiego zmylania).

DZIAŁANIE
olejek dobrze się zmywa z włosów. Za pierwszym razem użyłam go w mniejszych ilościach i włosy po umyciu były błyszczące. Za drugim razem w większych ilościach i zauważyłam o wiele większe wygładzenie (i lekkie obciążenie). Uważam, że olejek dość dobrze spełnił swoje zadanie.
Stosowałam go na ok. pół godziny przed myciem po podgrzaniu. Lekko usztywnia włosy po wchłonięciu ale tak jak już wspominałam nie jest tłusty jak typowy olej.

PODSUMOWANIE
słaby skład ale dobre działanie (chociaż nie wiem czy olejek by tak działał po dłuższym, regularnym stosowaniu). Ze względu na pojemność i cenę można go wypróbować bez wyrzutów sumienia ale nie zostanie u mnie na dłużej.

A wczoraj była sobota i był czas na zakupy. *Isana Med Urea krem na noc: niestety krem znika z półek (!), być może wróci po jakimś czasie ze zmienioną szatą graficzną (i być może składem). Ten krem jest dla mnie idealny. Nawilża i nie sprawia mi przykrych niespodzianek w postaci wyprysków co przy mojej mieszanej cerze nie jest takie proste. W cenie na do widzenia 3,59zł/50ml.
*Babydream mydło w kostce: uzupełnienie braków.
*Mydło błotno-solne: czysta ciekawość. Mocno pachnie lawendą.
*Zioła w saszetkach Westminster Tea posłużą jako płukanki do włosów.
*Cien masło do ciała MANGO: po pierwsze ładny skład, po drugie ładny zapach i potrzecie dobra cena. 9,99zł/400ml. Masło do skóry suchej i normalnej, obok którego nie mogłam przejść obojętnie. I to opakowanie.

No i to tyle, żadnych w sumie rewelacji.

A wy kupiliście ostatnio coś fajnego do pielęgnacji?
 

 
Dzisiaj chciałam powymądrzać się na temat jednego kosmetyku ale nie będzie to typowa recenzja. Już sam produkt jest nietypowy i zastanawiam się czy można by go w ogóle nazwać kosmetykiem ponieważ oprócz opakowania to czysty twór natury. Niemniej błoto z Morza Martwego ma zastosowanie kosmetyczne i klika z nich udało mi się wykorzystać. OD PRODUCENTA
Błoto suszone jest nowością na rynku europejskim, choć sposób jego produkcji jest bardzo prosty. Błoto suszone powstaje z czarnego błota kosmetycznego pozyskiwanego w tradycyjny sposób (ręcznie) z brzegu Morza Martwego. Wydobyte czarne, mokre błoto jest rozkładane na słońcu, na specjalnie do tego celu przygotowanej platformie i poddane działaniu promieni słonecznych. W depresji, w której zlokalizowane jest Morze Martwe, opady deszczu są rzadkością, w większości dni w roku świeci na tym obszarze słońce. W takich warunkach mokre błoto wysycha bardzo szybko, po czym poddane jest procesowi mielenia i sterylizacji promieniami UV. W takiej postaci, bez żadnych dodatków (wypełniacze, polepszacze, konserwanty itp) trafia do Państwa. Bardzo interesującą rzeczą jest fakt, że wydobyte bezpośrednio z Morza Martwego błoto posiada czarny, smolisty kolor, zaś po wyeksponowaniu go na słońce zmienia swój kolor na kawowy. Suszone błoto pomimo zmiany koloru na jaśniejszą zachowuje wszystkie swoje właściwości, takie same jak mokre, czarne błoto bezpośrednio po wydobyciu z morza.

Błoto można stosować w formie maseczek i okładów na całe ciało. Jest nadzwyczaj skuteczne w walce z problemem przetłuszczającej się skóry, niezastąpione w pielęgnacji cery tłustej i mieszanej oraz nieocenione w zwalczaniu trądziku i wykwitów skórnych wywołanych łojem zatykającym pory skóry.
W formie maseczek na twarz błoto stosuje się zwykle 1 x w tygodniu na ok. 15 minut. Błoto powinno się zmyć ciepłą wodą przed jego całkowitym zaschnięciem (w czasie "podsychania". Przed nałożeniem maseczki lub okładu błotnego na ciało na czas podany wyżej zaleca się przeprowadzenie próby skórnej (błoto z Morza Martwego ma bardzo silne działanie). Zaczerwienienie skóry i lekkie pieczenie jest naturalną reakcją skóry. Niepokojące jeswt bardzo silne zaczerwienienie i pieczenie skóry. W takim przypadku należy zrezygnować z maseczki lub okładu.

Przygotowanie maseczek i okładów z suszonego błota z Morza Martwego jest bardzo prostą czynnością. Przede wszystkim trzeba dobrać odpowiednią ilość proszku do planowanego zabiegu. W przypadku maseczek na twarz jednorazowa porcja sproszkowanego błota to kilka łyżeczek od herbaty. Do proszku, który wsypujemy do niedużego naczynka, należy dodać niewielką ilość wody (zwykle na 7 porcji suszonego błota - 1 porcja wody). Należy pamiętać, aby błota nie rozrabiać raczej zwykłą wodą z kranu. Najlepiej użyć do tego celu wodę mineralną, w ostateczności zwykła wodę przegotowaną. MOJE WRAŻENIA
Błoto stosowałam na kilka sposobów, i chociaż zużyłam cały półkilogramowy słoik to nadal mam wrażenie, że ledwo poznałam działanie błota w praktyce.

*Jako maska do całe ciało: oczyszcza skórę, ujędrnia ją i wspomaga walkę z cellulitem. Raz spróbowałam z ciekawości. Może gdybym zmagała się z przewlekłymi problemami skórnymi zostałabym przy tym sposobie na dłużej. Skóra była miła w dotyku i ogólnie rzecz biorąc w dobrej kondycji ale jakoś nie widzę potrzeby żeby bawić się w to. Błoto może być fajną alternatywą do... mycia ciała. Dzięki swoim właściwościom odtłuszczającym i oczyszczających na pewno jest wart zainteresowania osób poszukujących naturalnych metod pielęgnacji ciała. Tylko czy poradzi sobie z codziennymi substancjami zanieczyszczającymi w dużych miastach?

*Twarz:
- jako maseczka-peeling: chyba najczęstszy sposób po który sięgałam korzystając z błota. Zazwyczaj myłam twarz mydłem przed nałożeniem maseczki aby „powierzchownie” ją oczyścić. Nakładałam błoto rozmieszane z wodą na kilka minut masując okrężnymi ruchami. W efekcie skóra była napięta ale nie sucha. Używałam najczęściej w upalne dni ale nie codziennie jako, że błoto ogranicza wydzielanie sebum przez skórę. Oprócz tego skóra była przyjemnie wygładzona.
-oczyszczanie: jeśli nie miałam nałożonego makijażu na twarzy ale mimo wszystko skóra domagała się oczyszczenia zamiast mydła stosowałam właśnie błotko. Używałam go właściwie tak samo jak maseczki. Skóra była oczyszczona i nie zdarzył mi się efekt wysuszenia jak to czasem bywa przy stosowaniu "tradycyjnych" środków myjących. Podsumowując: błoto na twarzy oczyszcza, peelinguje i ogranicza świecenie się skóry.

*Włosy: - zamiast szamponu. Przed użyciem bałam się, że raczej i tak skończy się to sięgnięciem po szampon ale musiałam spróbować. Błoto rozmieszałam z wodą i taką dość rzadką miksturą masowałam skórę głowy. Spłukałam i umyłam ponownie. Włosy były oczyszczone, puszyste i świeże. Nie wiem czy jeszcze kiedyś sięgnę po ten sposób bo jednak dużo z nim zachodu i błoto się nie pieni (a ja jednak przyzwyczajona jestem do piany) ale może kiedyś, z racji tej że glinki nie uszkadzają struktury włosow. Tutaj opisałam to dokładniej: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24244560
-dodatek do szamponu: dosyć późno wpadłam na ten sposób ale już go bardzo polubiłam. Sposób warty wypróbowania na pewno dla osób zmagających się z szybkim przetłuszczaniem się skóry głowy oraz brakiem objętości. Błoto można dodawać w mniejszej lub większej ilości, wzmacnia oczyszczające działanie szamponu ale nie wysusza włosów. Są błyszczące od nasady, a użycie odzywki niweluje wszelkie ewentualne efekty uboczne (błoto może zostawiać lekką warstwę na włosach jednak po zmieszaniu go z szamponem ten problem zostaje załatwiony).

Niewątpliwie błoto z Morza Martwego jak i inne glinki mają szerokie zastosowanie. W czasach kiedy nie było mydła, już nie mówiąc już o szamponach czy żelach stosowano go do oczyszczania skóry i włosów, jednocześnie będąc w okolicach ich wydobywania ważnym elementem codziennej pielęgnacji. Zanim sięgnęłam po błoto MM byłam raczej sceptycznie nastawiona do glinek. Że to jest zbędne, że kolejne jakieś wydziwianie czy nie wiadomo co. Po wypróbowaniu stwierdzam, że zostają ze mną na dłużej. Ponieważ błotka zostało mi już niewiele już wędruje do mnie inna glinka, ale tak się zastanawiam czy by nie nabyć kolejnego pudełka błotka gdyż właśnie jest w promocji w Rossmannie i jest to całkiem okazyjna cena. Hmm... muszę być silna. xd

A wy używacie glinek?Jeśli tak to jak? A to moje paznokcie, powoli mi odrosły do w miarę wizualnie odpowiedniej formy. Muszę kupić srebrny lakier.
  • awatar minteyes: bardzo mnie ciekawi ta maskaa! :D
  • awatar Świat MyLady: ciekawa maska :)
  • awatar aqq0: Też mam to błoto ale jakoś nie przepadam. Dodawałam do szamponu jak próbowałam testować takie sprawy ale jakoś niee. Bez szamponu robiło mi kompletną masakrę na głowie, mam za delikatne włosy do takich zabaw :D A do twarzy pewnie będę męczyć zaraz bo kończy mi się glinka ghassoul a to błotko stoi i czeka na swoją kolej :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nowości z tygodnia. Wydaje mi się, że nie kupowanie i zużywanie idzie mi coraz lepiej. Te ostatnie zakupy to raczej z potrzeby, no dobrze z jedną zachcianką. *Olejek cedrowy Etja (eteryczny), mam zamiar dodawać go do szamponu by ograniczyć nim przetłuszczanie się skóry głowy (w tej kwestii pomału do przodu), a także pobudzić cebulki do wzrostu. 10ml/8zł
*Maska w proszku Kalpi Tone Hesh w pudrze. Miałam ochotę kupić henne by dostarczyć włosom mocy ziół indyjskich jednak ta maska jest idealnym zamiennikiem. Może przyciemniać nieznacznie włosy, co akceptuje, ale henna dałaby pewnie mocniejszy efekt koloryzacyjny a tego nie chciałabym w sumie. 100g/12zł
*Glinka marokańska ghossoul: błoto z Morza Martwego powoli na wykończeniu więc musiałam uzupełnić braki. Tym razem padło na ta glinkę. Dużo można o nie przeczytać dobrego więc się nie wahałam. Oprócz maseczki na twarz mam też zamiar dodawać ja do szamponu, gdyż dodawanie błota służy mojej skórze głowy. 0,5kg/24zł

Adres sklepu: http://www.arsetnatura.pl/index.php
Poczta Polska (a właściwie Pocztex) znowu pozytywnie mnie zaskoczył. Paczka doszła szybko, w piątek a spodziewałam się jej w poniedziałek ewentualnie w sobotę. Zakupy były dobrze zabezpieczone mimo wybrania najtańszej opcji wysyłki. ** olejek cedrowy **
od producenta:
-działanie antyseptyczne, przeciwłojotokowe, tonizujące,
-zwalcza cellulitis, obrzęki i nadmiar tłuszczu,
-leczy trądzik, zapalenia skory, łupież, wypryski,
-również dla skóry suchej,
-pochodzenie: Rosja, Maroko (stąd też czasem można spotkać nazwę syberyjski olejek cedrowy).
Dawkowanie: 3-5 kropli na łyżeczkę oleju bazowego.
Stosowanie: praktycznie do wszystkiego, można dodawać olejek do kremów, kąpieli, olejów, szamponów, żeli, czy do parówek oczyszczających twarz. ** marokańska glinka ghassoul/rhassoul **
-bogata w minerały,
-działanie myjące, odtłuszczające, absorbujące tłuszcz i zanieczyszczenia,
-leczy trądzik,
-ujędrnia, odświeża, odmładza,
-przeciwdziała cellulitisowi, rozstępom, łuszczeniu się skóry,
-również dla skóry wrażliwej,
-może być stosowana jako mydło, peeling, szampon, maseczka,
-nie uszkadza struktury włosów,
-łatwa w obsłudze. xd


Iście orientalne zakupy. Znacie, stosujecie tego typu produkty?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dzisiejszy post mam nadzieję, że okaże się przydatny dla wszystkich którzy poszukują delikatniejszych sposobów oczyszczania skóry całego ciała jak i głowy. Oto propozycje z którymi sama poznałam się trochę bliżej i które wydają mi się warte wypróbowania. Produkty o różnej dostępności, cenie ale o podobnym działaniu. *Szampon dla dzieci Babydream: oparty na łagodnych detergentach nadaje się również dla delikatnej skóry dojrzałej. Dobrze się pieni, kosztuje dosłownie kilka złotych i jest dosyć łatwo dostępny (w każdym Rossmannie). Szampon ma w składzie tylko to co niezbędne, żadnych zbędnych dodatków w postaci zapachów, barwników, silikonów czy parabenów. Zawiera rumianek, dlatego może delikatnie rozjaśnić włosy do tego skłonne. Produkty Babydream są do siebie dosyć podobne dzięki czemu możemy wybierać między tym szamponem, a: szamponem który nie plącze włosów, żelem do mycia całego ciała i włosów, żelem z aloesem. Niestety nie wszystkie produkty dla dzieci są oparte na łagodnych detergentach dlatego należy mieć oczy szeroko otwarte i w poszukiwaniu łagodnych mydeł zwrócić uwagę na skład. Oprócz Babydream łagodny jest również szampony dla dzieci Hipp lub płyn do mycia całego ciała i włosów 3w1 Johnsosn Baby. Minusem może być „dziecięcy” zapach jednak ja na to nie zwracam uwagi.

*Olejki do mycia: oczywiście nie każdy żel który na etykiecie zawiera słowo „olejek” posiada w swoim składzie prawdziwe oleje w realnych ilościach. Znam jednak kilka takich w których co prawda jest widnieje silny detergent ale znajduje się on w ilościach mniejszych niż olej dzięki czemu jego moc zostaje złagodzona. Takie olejki zwykle nie są pięknie pachnące a ich konsystencja jest lekko rzadka, nie mniej pienią się i dobrze oczyszczają naszą skórę nie wysuszając jej jednocześnie. Olejki godne wypróbowania ze względu na swój skład to m.in: Isana Dush ol, Ziaja Med. natłuszczający olejek do kąpieli i pod prysznic, Mildeen Med. Olejki do mycia (Aldi).

*Szampon aloesowy Labell: pisałam o nim dosyć niedawno. Szampon posiada silny detergent ale przed nim w składzie znajduje się sok z aloesu dzięki czemu szampon staje się delikatniejszy. Bardzo polubiłam ten szampon, dobrze oczyszczał włosy i nie wysuszał ich jednocześnie. Bardzo podobny skład ma żel pod prysznic Labell (Intermarche). Kosmetyki te mają dość prosty skład bez silikonów czy innych zbędnych substancji. Szampon aloesowy Equilibra co prawda też ma na początku swojego składu sok z aloesu a dopiero za nim deternegent nie mniej dalszy skład prezentuje się trochę gorzej. *Szampony rosyjskie: ale od razu trzeba zaznaczyć, że nie wszystkie. Do delikatnych można zaliczyć m.in. Love2Mix oraz Natura Siberica. Maja ładne składy oparte na łagodnych detergentach, a jednocześnie bogate są w naturalne ekstrakty. Niestety gorzej z ich dostępnością, ale w dobie Internetu nic nie jest problemem. Mamy tu szeroki wybór gdyż obie marki wypuszczają szampony (jak i żele myjące) dostosowane do różnego typu włosów.

*Szampony Petal Fresh: nawilżający oraz odżywczo-antyseptyczny: szampony organiczne oparte na łagodnych detergentach myjących i bogate w substancje odżywcze naturalnego pochodzenia: ekstrakty oleje, a także witaminy. Coraz częściej spotykane na sklepowych pólkach w Polsce. Nie znajdziemy w nich silikonów (czy polimerów), barwników i parabenów. Wersja nawilżająca przypadła mi do gustu dlatego myślę, że jeszcze kiedyś sięgnę po te kosmetyki. Szampon dobrze oczyszczał włosy i pozostawiał je uniesione u nasady co nie zawsze mi się zdarza gdy myje włosy wyłącznie łagodnym szamponem.

*White Flowers: Naturalne mydło solankowe w płynie: mydło oparte na łagodnym detergencie konsystencja przypominający trochę glutek. Stosowalnym go do mycia twarzy oraz częstego mycia rąk. Bardzo się z nim polubiłam. Właściwie co mogę o nim napisać: myje, jest delikatne i tyle (no dobra, ma fajną perłowa lekko beżową barwę). Nie wypróbowałam go na włosach a może błąd. Kupiłam go w Rossmannnie. Używając łagodnych szamponów należy pamiętać, że o ile są łagodne na co dzień to jednak mogą nie radzić sobie z większymi zabrudzeniami spowodowanymi samym życiem w miastach. Aby uniknąć skutków ubocznych nagromadzonych zanieczyszczeń należy od czasu do czasu skórę głowy oczyścić silniejszym szamponem (np. ziołowymi z Farmony, Barwy, czy innym szamponem bez silikonów) np. raz na tydzień/dwa tygodnie.
  • awatar Paznokciowo: babydream to mój nr jeden :)
  • awatar amsisley: @hairlovelo: u mnie w mieście też nie :) zamawiałam go przez stronę :)
  • awatar BarbBB: u mnie szampony bez SLS się nie sprawdzają, od razu łupież, skóra swędzi, strupy i od razu są nieświeże. Nie dla każdego. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Wrzesień nie był zbyt łaskawy jeśli chodzi o moje włosy. Owszem na długości nie miałam z nimi problemów. Co prawda końcówki dają o sobie znać domagając się ścięcia rozdwojeń ale i tak nie były suche i ogólnie rzecz biorąc bezproblemowe. Za to skóra głowy daje o sobie znać wzmożony przetłuszczaniem się i lekko wzmożonym wypadaniem. Ale pracuje nad tym.

Wrzesień miał być miesiącem płukanek i owszem przez dwa pierwsze tygodnie sumiennie co mycie po nie sięgałam a później już sporadycznie i coraz rzadziej. To nie oznacza, że z nich rezygnuje, po prostu chciałam lepiej przyjrzeć się zachowaniu skalpu. Do płukanek wracam przy najbliższym myciu. Udało mi się bliżej zbadać płukankę kakaową i tatarakową i obie działają dość podobnie nadając włosom puszystości i wizualnie je pogrubiając. Mimo wszystko kakaowa stała się bliższa mojemu sercu.

Kosmetyki:
-do mycia: białe mydło Zioła i Trawy Agafii (nie zrobiło na mnie dobrego wrażenia ale na pewno dam mu jeszcze kiedyś szanse ze względu na dużą pojemność opakowania), które pod koniec miesiąca zastąpiłam szamponem dla włosów tłustych z mydlnicą Herbapolu.
-po myciu: maska drożdżowa Agafii nie do wykończenia plus zabezpieczanie końcówek bez zmian.
-wcierki: Kulpol płyn pokrzywowy (recenzja niżej),
-olejowanie: przez pierwsze dwa tygodnie miks olejków na porost włosów stosowany na skalp, olej arachidowy (moje włosy bardzo go lubią), którego stosowanie starałam się ograniczyć.

Zakupoholizm:
-nowe: olej macadamia, arganowy i marula, szampon Herbapol, krem na noc Vatiki, (zdecydowanie za dużo olejów);
-zużyte: drożdżowa maseczka Agafii, algi morskie, maska jogody&miód RBA, szampon aloesowy Labell, olej Vatika migdałowy, miks olejków, szampon jajeczny Barwa Naturalna;
czyli coś tam jest lepiej bo bilansując dwa kosmetyki mniej.

Październik:
-to będzie miesiąc zużywania! Biorę w obroty wszystkie kosmetyki które są blisko wykończenia lub ich daty ważności nie są dłuższe niż 4 miesiące, a później te co kurzą się najdłużej i to dotyczy wszystkich, zarówno kosmetyków do włosów jak i cała.
-płukanek ciąg dalszy (z mydlnicy).
-olejowania również, zabieram się za olejek łopianowy Green Pharmacy na skalp.
-wcierki: a tutaj mam pole do wyboru (nic nie zalega ani nie jest bliskie przeterminowania się) więc może to będzie tonik Babuszki Agafii.
-a przede wszystkim przedłużanie świeżości włosów.
-ah no i fryzjer.

Kosmetyki, które idą w pierwszej kolejności: *Znalazł się tu krem Vatiki, który sam w sobie jest dosyć fajny ale niestety z krótką datą ważności. Tzn. biorąc pod uwagę datę produkcji to jest w normie ale najwyraźniej długo był magazynowany w sklepie. Minus dla sklepu.

A wy macie jakieś plany w pielęgnacji październikowej?
  • awatar perasperaadastra81: tak ja ścinam włosy:D
  • awatar hairlovelo: @Purple Dream: Jak siano to bym stawiala na oleje ;) może spróbuj chociaż na końcówki min. pół godz przed myciem
  • awatar Purple Dream: Ja stawiam na odżywki! Muszę coś zrobić z sianem na głowie :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Trudno mi samej określi ile czasu zużywałam ten szampon. Chyba z cały rok, na szczęście ma długą datę ważności. Ponadto ok. 1/3 szamponu poszła na mycie szczotki z włosia dzika. OPAKOWANIE
Plastikowe, przezroczyste więc ładnie widać ile zostało. Powiedziałabym, że adekwatne do ceny, jednak to tylko opakowanie. Dozownik odpowiedni, wszystko ok. Szata graficzna to kwestia gustu ale myślę, że fajnie nawiązuje do właściwości szamponu.

ZAPACH
Hmmm....no taki trudny do bliższego określenia ale całkiem ok. Na szczęście jajek tam nie wyczuwam.

KONSYSTENCJA
Nie za gęsta nie za rzadka. Kolor żółty. Szampon jest średnio wydajny ale za to szalenie się pieni.

DOSTĘPNOŚĆ
Drogerie no name, markety, zielarnie. Ten kupiłam właśnie w jakimś dużym markecie ogólno branżowym za niecałe 6 zł/200ml (ale można już go dorwać za 3,90). DZIAŁANIE
Szampon mocno oczyszczający, bez silikonów, może wysuszyć włosy po dłuższym stosowaniu jeśli nie użyje się po nim odzywki lub maski (najlepiej silnie wygładzającej, emolientowej z silikonem). Mogłabym mu wybaczyć ten mało delikatny efekt oraz utrudnione rozczesywanie gdyby przedłużał świeżość włosów (nie dodaje również objętości, chociaż też jej nie odejmuje). Niestety tego nie robił. Niemniej nie powodował większego wypadania włosów, włosy mimo wszystko pozostają błyszczące no i nawet ładnie się układają. Szampon stosowałam często z przerwami jako, że nie chciałam męczyć końcówek regularnym stosowaniem. Stosowany przez tydzień krzywdy nie robi. Będzie to też dobry szampon do dokładnego mycia raz na jakiś czas jeśli na co dzień używa się delikatne szampony pozbawione silnych detergentów.

SKŁAD PODSUMOWANIE
Tak jak wspomniałam wyżej: gdyby przedłużał świeżość włosów pewnie by został ze mną na dłużej. Nie jest to zły szampon ale raczej nie kupie go ponownie. Słowem: dobrze oczyszcza (upss to dwa słowa).

*Postanowiłam resztkę szamponu trochę zmodyfikować. W butelce zostało mi szamponu na nie więcej niż 2 mycia. Dodałam do niego łyżeczkę błota z morza martwego. Byłam zaskoczona, że konsystencja stała się trochę bardziej lejąca, a oprócz tego przybrała fajny odcień błotka. Szampon gorzej się pieni ale równie dobrze oczyszcza. Odnotowuje to do bliższego zbadania. Oczywiście dostępne są gotowe szampony z glinkami. Natknęłam się na takie co barwą przypominają to co uzyskałam sama z szamponem Barwy (znaczy więc, że glinki nie jest tam mało) ale cena trochę mnie odstrasza (dwa przypadki ok. 30 zł za tradycyjną butelkę szamponu plus ewentualne koszty dostawy sprawiają, że jeśli kiedykolwiek się na taki szampon zdecyduje to na pewno nie tak prędko). W pozostałych szamponach można tylko domyślać się ile tej glinki faktycznie jest.
Błotkowy szampon: Lubicie szampony Barwy? Czy może wolicie te z glinką?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Chyba już dawno nie było recenzji wycierki. A no to fakt, że miałam dłuższą przerwę w ich stosowaniu, jednak wracam do nich (moje zapasy jednocześnie mnie do tego zachęcają ;D). Może na wstępie dodam jak stosowałam: sierpień codziennie przed snem (w dni które myłam włosy po myciu), we wrześniu już tylko po myciu (czyli co dwa dni). Zaczęłam wraz z początkiem sierpnia, po trzech tygodniach zrobiłam tydzień przerwy i znowu do niej wróciłam na trzy tygodnie. OPAKOWANIE
To plastikowa buteleczka o pojemności 125 ml. U wylotu buteleczki znajduje się dozownik w postaci małej dziurki dzięki czemu łatwo kontroluje się ilość płynu. Ja wylewam go na dłoń i nanoszę na skórę głowy.

ZAPACH
Czuć, że wcieka bazuje na alkoholu, zapach jest raczej uniwersalny, ani ładny ani brzydki. Nie wiem co mi może przypominać, może pokrzywę?

KONSYSTENCJA
Wcierka rzadka jak woda. Ciekawy ma kolor. To taki zielony odpowiednik denaturatu.

WYDAJNOŚĆ
Jest całkiem dobra. Po tych dwóch miesiącach zostało mi jeszcze z 40 ml (ok. 1/4), jednak wydaje mi się że używałam ją w skromnych ale wystarczających ilościach.

DOSTĘPNOŚĆ
Chyba całkiem dobra skoro znalazłam ją w swoim mieście, mimo iż nie znajdzie się jej w marketach (lub marketach-drogeriach). Jest miejscowej zielarni a nawet w drogerii no name (która zbiegiem okoliczności znajduje się blisko zielarni). No i na pewno internety. DZIAŁANIE
-przetłuszczanie się skóry głowy- czyli główne zadanie wcierki: nie zauważyłam efektów. Kiedy używałam wcierki codziennie miałam wrażanie, że gdy używałam jej na suchych włosach to wręcz skracała świeżość skalpu. Ostatnio nawet moja skóra głowy szybciej się przetłuszcza więc wcierka pod tym względem się nie spisała. -wypadanie- również brak efektów, i chociaż gdzieś od lutego/marca moje włosy o dziwo nie wypadały to teraz chyba dopadło je jesienne wypadanie, ale raczej w normie, mimo wszystko wcierka tego nie potrzymała.
-wzrost włosów- w sierpniu włosy urosły mi 2,5 cm co oznacza, że wcieka w duecie z maską drożdżową Agafii mogla zadziałać. We wrześniu brak efektów.

Wcierka trochę mnie rozczarowała. Bilansując jej działanie doszłam do wniosku, że może trochę przyczyniła się do pogorszenia kondycji mojej skóry głowy? Być może w duecie z jakimś innym kosmetykiem i ciągłymi zmianami pogody. Pamiętam,że miałam kiedyś wodę brzozową Kulpol i również nie zanotowałam jakiś efektów po niej. Słyszałam za to kilka pozytywnych opinii o wersji L-102 więc może jeszcze się na nią kiedyś pokuszę.

PODSUMOWANIE
Jedyne co przemawia za tym aby ją wypróbować to cena (ok 5 zł). Niestety tym razem krótko i na temat: wcierka nie spisała się u mnie. Ale każdy ma inną skórę głowy i może zaskoczy kogoś pozytywnymi efektami?
*Wycierka ze względu na skład (alkohol na pierwszym miejscu) idealnie nada się do konserwowania własnoróbnych wycierek i tak właśnie zużyje ją do końca. SKŁAD
Alkohol denaturowy, woda, sok pokrzywowy, zapach, glutaminian sodu - konserwant, przetworzony olej rycynowy.

Mieliście kiedyś tą wcierke lub inną firmy Kulpol? Jeśli tak to podzielcie się efektami.
  • awatar hairlovelo: @Purple Dream: może spróbuj jakąś wcierke z Farmony ;)
  • awatar Purple Dream: A miałam nadzieję, że to będzie coś co mi pomoże, ale po recenzji nie kupię, poszukam czegoś lepszego :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Po proteinową, domową maseczkę do włosów sięgam zawsze wtedy gdy widzę, że z włosami coś jest nie tak (szybko stają się oklapnięte, brak im życia). Moje cienkie włosy kochają proteiny więc postanowiłam po nie sięgnąć. Tym razem postanowiłam do podstawowej wersji dodać stary, zapomniany składnik.

MASKA PROTEINOWA
*kostka drożdży babuni (proteiny),
*łyżeczka jogurtu naturalnego (proteiny),
*jajko (proteiny).

1.Białko jajka ubiłam spieniaczem do kawy (kiedyś dodałam całe jajko ot tak i pamiętam, że następnego dnia wybierałam resztki białka we włosach). Do miski wrzuciłam drożdże oraz łyżkę jogurtu naturalnego i wymiksowałam to widelcem, dodałam żółtko, zamieszałam i wrzuciłam jeszcze białko (a raczej piankę z białka). Jajko znacznie rozrzedziło maseczkę ale dzięki temu mogłam swobodnie nałożyć ją na suche włosy. Tak sobie posiedziałam z 15-20 minut.
2. Umyłam włosy szamponem z Herbapolu.
3. Na kilka minut użyłam maseczki drożdżowej RBA, a raczej niekończące się jej resztki.
4. Na koniec zabezpieczyłam jeszcze końcówki.

Włosy zyskały puszystość a co za tym idzie i trochę więcej objętości. Brak efektu przyklapu i to mnie najbardziej cieszy. Niestety przez proteiny jajka, które stanowią chyba jakiś wyjątek w tej miłości do protein, włosy trudniej się rozczesują i są trochę takie szorstkie w dotyku. Ale mimo wszystko ładnie się układają i są odżywione. Dlaczego warto stosować proteiny (i nie tylko)? W skrócie:
Humekanty nawilżają (wiążą wodę), emolienty nawilżają pośrednio (zatrzymują tą wodę), a proteiny odbudowują włosy.

Jeśli wasze włosy nie kochają protein ale jednocześnie chcielibyście je im dostarczyć to wystarczy do maseczki dodać olej, naftę kosmetyczną, miód itd., itd. Lub gotową odżywkę (najlepiej wtedy wybrać albo jajko albo jogurt z drożdżami). Oczywiście dostępna jest masa proteinowych produktów do włosów już gotowych w postaci maseczek, odzywek najczęściej z jedwabiem, keratyną ale także proteinami mlecznymi.

A teraz muszę wrócić do olei bo jak już staram się ich tak często nie stosować to zostają całkowicie pominięte.

Stawiacie na domowe maseczki czy jednak te „kupne”?
  • awatar nadzieja7, Ania: zależy od tego ile mam na to czasu ;) jeśli mało to chociaż mieszam kupną maskę biovax + dodatki np.olej lniany ;)
  • awatar Ruda1990: Kiedyś więcej domowych, teraz raczej te kupne. Przynajmniej jeśli chodzi o włosy :)
  • awatar dodzik-blog: świetna mieszanka - piękny efekt :) u mnie niestety królują kupne maski, mimo że obiecywałam sobie wypróbować naturalne, ale jakoś zawsze brakuje czasu albo chęci :/ jedynie peeling skóry głowy nie jest ze sklepu, tylko mieszam cukier z miodem lub szamponem ;) no i ostatnio wróciłam do olejowania, więc coś tam naturalnego włosy dostają ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Przyszedł i na nią czas. Nie ukrywam, że odkąd do mnie dotarła to od razu wzięłam ją w obroty, chociaż większość kosmetyków czeka u mnie na swoja kolej. Byłam bardzo jej ciekawa. Opinie o niej są naprawdę skrajne. Że działa, że nic nie robi, że przeciętniak, że pobudza ten wzrost, że pachnie totalnie ciasteczkowo, a nawet że ze względu na konsystencje starcza na 3 użycia... OPAKOWANIE
wygodny słoiczek, solidny, niczym nie wyróżniający się pośród innych. No może oprócz dosyć fajnego zdobienia.

ZAPACH
nie mam ochoty jej zjeść, według mnie zapach przereklamowany, ale ogólnie rzecz biorąc przyjemny. Może czuć tam jakieś ciastko ale zaprawiane chemią.

KONSYSTENCJA
według mnie nie jest za rzadka, chociaż gęsta też nie jest. Konsystencja o beżowym kolorze jest w sam raz do nakładania na skalp.

WYDAJNOŚĆ
przez pierwsze dwa tygodnie stosowałam ją na skalp przed myciem (na ok pół godz.), oraz po myciu na skalp oraz resztę włosów na ok 5 min.
Przez kolejne dwa tygodnie stosowałam ją już tylko przed myciem na skalp i sporadycznie po myciu na włosy. W kolejnym miesiącu używałam ją już tylko po myciu na włosy ale nie za każdym myciem (chociaż w większości po nią sięgałam).
Jak widać maska jest wydajna. Trzeba zaznaczyć, że aby pokryć nią całą skórę głowy potrzeba jej więcej niż na długość włosów, a tu potrzeba jej niewiele. Chyba od dwóch tygodni mam wrażenie, że już ja wykończyłam ale ona nadal jakimś cudem gromadzi się na dnie.

DOSTĘPNOŚĆ
maska jest całkiem popularna (szczególnie jak na kosmetyk rosyjski) więc wszelkie drogerie z zagranicznymi kosmetykami, zielarnie w większych miastach itd (w Poznaniu jest w ofercie zielarni na Garbarach). Tylko cena dosyć zróżnicowana. Ja kupiłam ja za niecałe 9 złotych za 300ml (chyba taniej nie da się jej dostać w PL, ceny wzrastają do ok 16zł, a jeszcze jakiś czas temu do 20zł). DZIAŁANIE
na wstępie dodam, że to pierwsza maska która nakładałam na skalp przed jak i po myciu.
*Na skalp: po myciu nie widziałam efektów więc przestałam jej tak używać, chociaż z drugiej strony nie przyspieszała przetłuszczania skalpu, nie dawała efektu przyklapu.
Przed myciem używałam jej na pół godziny aby mogła sobie spokojnie zadziałać. Nie podrażniała skóry, wręcz przeciwnie była odżywiona chociaż podczas mycia zauważałam lekko większy wysyp włosów (z reszta jak zawsze gdy nakładam coś na skalp przed myciem). W pewnym stopniu przyspieszyła wzrost włosów ale super efekt wow zdumiewający i szokujący to to nie był. Ok. 2,5cm mi przybyło (zazwyczaj ok 2cm z przyśpieszaczami), ale jednocześnie stosowałam płyn pokrzywowy Kulpol.

*Na włosy: powiem od razu: jestem zadowolona. Maska nie obciąża (przynajmniej nie obciążała w zeszłym miesiącu, bo ostatnio moja skóra głowy szaleje). Ułatwia rozczesywanie (chociaż w duecie z szamponem-rypaczem pierwsze rozczesanie po myciu jest trochę trudniejsze) i odżywia włosy. Ładnie się błyszczą i dobrze układają. Jestem z niej zadowolona. Koniówki mimo długiego niepodcinania nie są suche. Cóż więc więcej oczekiwać.
Jeśli jeszcze gdzieś ja spotkam w okazyjnej cenie to może ja kupie (może bo pewnie będę wolała sprawdzić coś nowego).

PODSUMOWANIE
bardzo wydajna, bezsilikonowa maska o dobrym działaniu. Bez obaw mogłabym ja polecić koleżance, myślę że jest warta wypróbowania i dosyć wszechstronna ze względu na to że można ja używać na skórę głowy.

SKŁAD w wolnym tłumaczeniu:
-woda z ekstraktem z drożdży: drożdże regulują prace gruczołów, wspomagają wzrost włosów, bogate w białka; oraz
z sokiem z brzozy brodawkowatej: wzmacnia, wspomaga porost włosów,
wzbogacona ekstraktami z:
-omanu wielkiego: łagodzi stany zapalne,
-mącznicy lekarskiej: działa przeciwzapalnie, bakteriobójczo,
-ostropestu plamistego: regeneruje,
-kondycjoner/konserwant,
-alkohol tłuszczowy, emolient,
-emulgator (łączy wodę z olejem),
-guma guar, zagęstnik (kosmetyk jest lepki),
oleje zimnotłoczone:
-olej z zarodków pszenicy,
-olej z pestek nasion porzeczki złotej,
-olej z sosny syberyjskiej,
-olej z owoców dzikiej róży,
-witamina C,
-pantenol: humekant, nawilża,
-glukozamina: zw. filmotwórczy,
-kwas cytrynowy: regulator ph,
-zapach,
-konserwanty (2).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Ostatni taki wpis był 9 dni temu a ja mam wrażenie jakby wieczność. Może dlatego, że ostatnio w domu nic nie robiłam tylko się uczyłam. W każdym razie egzamin zdany yeaah i spokój przynajmniej na jakiś czas.

Zauważyłam, że wprowadzająca się jesień nie służy moim włosom. Łatwo tracą objętość, szybciej się przetłuszczają i chyba zwiększyło się wypadanie chociaż na razie nie dużo (głownie przy myciu ale to też może sprawka białego mydła).
Wdrażam w życie nowe "nawyki". Nie olejuje włosów przed każdym (albo prawie każdym) myciem. Naprzemiennie z olejowaniem używam płukanek, a ostatnio skupiam się na denkowaniu.

Wczoraj poirytowana stanem mojej skóry głowy postanowiłam sięgnąć po zapomniany peeling kawowy. Arsenal: [brak algo gdyż zużyłam je do końca]
Zrobiłam tak:
1. Dwie łyżki kawy wsypałam do dużego kubka i zalałam go do połowy wysokości. Następnie wylądowało tam pół łyżeczki kakao (którym wcześniej się ratowałam jako suchym szamponem), kopiasta łyżeczka alg morskich oraz niezliczone ilości błota z Morza Martwego. Mimo wszystko konsystencja była rzadka ale nie chciałam tam jeszcze wciskać maski czy szamponu. Naniosłam na skórę głowy i masowałam. Zostawiłam na jakieś 5 min.
2. Umyłam włosy szamponem jajecznym Barwa Naturalna.
3. Nałożyłam na kilka minut maskę drożdżową RBA.
4. Wtarłam płyn pokrzywowy Kulpol w skalp, a w końcówki olej kokosowy i serum Marion.

Efekt (zdjęcie po powrocie z egzaminu): Efekt: skóra odświeżona, cały martwy naskórek usunięty ale niestety brak cudownego odbicia u nasady chociaż tragicznego przyklapu nie ma. Chyba będę musiała się przyzwyczaić. Włosy na długości są bardzo miękkie (efekt po kawie), ale jednocześnie trudniej trochę je rozczesać i falują się a tego dawano nie było, to pewnie sprawka szamponu). Włosy się błyszczą i jest okey.
Już od jakiegoś czasu czułam, że skóra domaga się peelingu więc nie chciałam jeszcze dalej tego odwlekać.

A wczoraj była sobota więc czas i na zakupy. Takie skromnisie. Żadnego oleju i kosmetyku do włosów więc jest dobrze. *Wibo serum z miodem i keratyną na bazie wody termalnej - nowość w Rossmannie całkiem fajnie się zapowiadająca. Serum to chyba prawdziwe serum bo nie śmierdzi lakierem i nie wysycha. Szkoda, że brak więcej informacji od producenta.
*Wellness&Beauty peeling solny mango i kokos - polubiłam wersje oliwkową i chociaż mało wydajny ale skuteczny. Był na promocji a moje nogi od czasu do czasu domagają się pożądanego peelinigu.
*Korzeń mydlnicy lekarskiej (zioła to nie kosmetyk prawda?) bo nie poddaje się tak łatwo. Pewnie wyląduje w płukance (a może kiedyś uda mi się nią umyć włosy)
 

 
Płukanek naturalnych ciąg dalszy. Tym razem padło na tatarak po pierwsze dlatego, że miałam to ziele w domu, a po drugie: idealnie się do tego nadaje. TATARAK (kłącze tataraku)
-działanie antyseptyczne, grzybobójcze, przeciwbakteryjne, zwalcza stany zapalne,
-posiada również dobroczynne działanie na włosy i skórę głowy: pomocny w walce z łupieżem, wypadaniem -> poprawia krążenie, a co za tym idzie przyspiesza wzrost włosów, łojotokiem, uelastycznia i wydobywa blask: ogólnie rzecz biorąc wzmacnia,
-bogaty w olejki eteryczne, garbniki, witaminę C, sole mineralne, kwasy organiczne,
*działa uspokajająco (zawsze może się przydać jeśli melisy nie ma w domu).

Jeśli chodzi o różnego rodzaju "przetwory" kłącze tataraku można wykorzystać w następujący sposób:
1. jako macerat olejowy: wsypujemy zioło do słoika do 1/3-1/2 wysokości i zalewamy olejem (metody macerowania są dwie, w skrócie na ciepło i na zimno: I - zioła zalewany ciepłym olejem [60 st. C.] i ostawiamy w chłodne, zacienione miejsce na dwa tygodnie; II - surowce zalewamy olejem i odstawiamy w słoneczne, cieple miejsce na 2 tyg. [chyba najlepiej zrobić to latem]; po tym czasie przecedzamy macerat i możemy wlać sobie w ozdobna butelkę najlepiej z ciemnego szkła).
2. jako wcierkę bazująca na alkoholu: wywar z tataraku konserwujemy alkoholem (na 100 wywaru / łyżka alkoholu, można również użyć innej wcierki bazującej na alkoholu), oczywiście taką wcierkę można sobie przygotowywać również na świeżo bez alkoholu.
3. właśnie jako płukankę: PRZYGOTOWANIE
2 łyżki ziela zalać pół litrem wrzątku, parzyć pod przykryciem 15 min, po przestygnięciu odcedzić i polewać włosy w ostatnim płukaniu podczas mycia włosów. Tak to wygląda w praktyce: [używam sitko aby nie przecedzać płynu i nie brudzić dodatkowo kolejnej miski, muszę zainwestować w specjalne sitko do herbat, które można zanurzać]
EFEKTY
płukankę stosuje od początku tygodnia więc pobudzenia wzrostu czy zahamowania wypadania w jakoś szczególny sposób nie zarejestrowałam bo i za krótki na to czas. Musze przyznać że płukanka fajnie nabłyszcza włosy, nie powoduje szybszego przetłuszczania się włosów, włosy dobrze się układają i ogólnie rzecz biorąc efekt jest całkiem przyjemny (nie ma co jednak liczyć na wielkie wow).
Niestety płukanka nie ułatwia rozczesywania, przedłużenia świeżości skóry głowy tez nie zauważyłam.

Jeśli chodzi o techniczne czynniki to: płukanka nie barwi i nie nie brudzi. Mi nie udawało się dostatecznie dokładnie jej odcedzić, więc drobniejsze kawałki kłącza pozostawały na włosach, jednak rano nie było po nich ani śladu.


A na sam koniec jeszcze nic nowego, bo małe nowości. Czyli jak działają na mnie promocje. Chyba zrobię sobie zakaz wchodzenia do drogerii chyba, że koniecznie czegoś będę potrzebowała (na Rossmanna w mojej okolicy już się uodporniłam). Tak ze znajomą wędrowałyśmy po centrum poznania, że weszłyśmy do Hebe. Musze przyznać, że mają dość atrakcyjna ofertę (i dość duży wybór olei jak na taką "zwykłą" drogerie). *No właśnie oleje... Na promocji wypatrzyłam olej makadamia 100ml/ok 12zł. Wzięłam w nagrodę za zdany egzamin... (a byłam przekonana, że oblałam, na szczęście wykładowca szybko wystawił oceny).
* Ava Laboratorium aktywator młodości: epidermalny kwas hialuronowy 30ml/ok 14zł. 1 dzień stosowania=14 dni stosowania kwasu hialuronowego. Nie zależy mi na jakimś super efekcie powstrzymywania starzenia się skory czy odmładzaniu, ale jeśli nawilża i dożywia to mi to wystarcza. (Musze jednak przyznać, że opis producenta jest bardzo zachęcający.)

Tak więc bez szaleństw.
Stosujecie ziołowe płukanki?
  • awatar hairlovelo: @perasperaadastra81: Wbrew pozorom to bardzo nieczasochlonne i nie trzeba czekać jak w przypadku odżywki na splukanie :)
  • awatar perasperaadastra81: nie mam czasu na płukanki niestety-jak nałożę odzywke to jest świeto lasu -eh...muszę lepiej dbać o włosy:D
  • awatar Ruda1990: Kiedyś miałam ją zastosować ale brakło mi weny :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Włosowe spa tym razem było baaardzo obfite. O tak, można powiedzieć, że zaszalałam. Wróciłam wczoraj do domu wcześniej. Miałam na ten dzień zaplanowaną naukę, więc nie przewidywałam, że wyjdę jeszcze z domu. Pomyślałam sobie, że dawno nie olejowałam włosów na dłuuugi czas. Ostatnimi czasy owszem często, ale nie dłużej niż na godzinę. Zatem wczorajszy arsenał: 1. Włosy spryskałam mgiełka Lactimilk, która jest bogata w proteiny (i śmierdzi). Po jakimś czasie nałożyłam olej lniany, który niestety obficie wylał mi się na dłoń (ale po nałożeniu nic nie ściekało więc wszystko w normie xd).
2. Po jakichś 6-7 godzinach (czyli już wieczorem) przygotowałam sobie maskę drożdżową - ulubieniec. Czyli kostka drożdży, dwie łyżki jogurtu naturalnego z dodatkiem dwóch łyżek alg morskich (w słoiku po Pudliszkach) i kilku kropel olejku z drzewa herbacianego.
3. Po pół godzinie zmyłam wszystko bardzo dokładnie białym mydłem Agafii (dwa razy jak to mam w zwyczaju).
4. Na kilka minut nałożyłam maseczkę drożdżową Receptury Babuszki Agafii (bez silikonów).
* Prawie bym zapomniała, po spłukaniu odżywki użyłam jeszcze płukanki tatarakowej.
5. Po odsączeniu wody ręcznikiem wtarłam w skórę głowy płyn pokrzywowy, który stosuje po każdym myciu.
6. I tu mi się urywa film, bo nie wiem czy zabezpieczałam końcówki zanim poszłam spać. Wydaj mi się, że nie. Rano końcówki były trochę szorstkie więc nałożyłam orientalny olejek Mariona wersja z kokosem. Było więc bardzo drożdżowo, co lubię, tzn. moje włosy lubią od czasu do czasu. Chociaż ostatnio sięgam po olej arachidowy to tym razem sięgnęłam po lniany, który po zakończeniu kuracji od wewnątrz nie ma co ze sobą zrobić. A że ważność ma do 15.09 to trzeba go jakoś zużyć chociaż jak na moje cienkie włosy jest " za ciężki" (lepiej spisze się na włosach wysokoporowatych, zniszczonych).
Widać już, że końcówki domagają się fryzjera ale doczekają się może w przyszłym miesiącu.
Ogólnie efekt jest zadowalający ale bez szału. Oleje wole jednak trzymać krócej (ale dłużnej niż godzina) i nie takie "ciężkie" jak lniany czy oleje na parafinie. Z reguły nie łącze olejowania z domową maseczką i tak też zostanie. Widzę, że włosy są odżywione, błyszczące i miękkie ale niestety ucierpiała objętość.

A tak wyglądały włosy po kilku godzinach gdy wróciłam do domu. Nie rozczesane, zdjęcie bez lampy w świetle dziennym (zrobione pod oknem).
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (14) ›
 

 
Tak jak postanowiłam tak też zrobiłam, a przynajmniej w tym tygodniu. Wrzesień został miesiącem płukanek. W pierwszym tygodniu padło na płukankę z kakao.
O innych zastosowaniach kakaa już było, tutaj: http://hairlovelo.pinger.pl/m/24591817 PRZYGOTOWANIE
2 łyżki kakao zalewałam pół litrem wrzątku, po przestygnięciu i po normalnym myciu włosów najpierw kilka razy zanurzałam włosy w misce z płukanką (z głową pochylona do przodu) a następnie polewałam nią sobie włosy od nasady.

EFEKTY
to co najbardziej mi się podobało to puszystość, ale nie puch. Włosy odbite u nasady, namacalnie grubsze (oczywiście to efekt chwilowy, wizualny, do kolejnego mycia). Trochę trudniej się rozczesują (w tym tyg stosowałam maski bez silikonowe po myciu), ale za to ładnie błyszczą.

Gdy płukanki użyłam pierwszy raz, gdy polałam nią sobie włosy pomyślałam: tragedia. Mokre włosy polanę płukanką wyglądały jak polane olejem. Dawały wrażenie tłustych i posklejanych. Stwierdziłam jednak że już trudno, rano się to ogarnie. A rano byłam pozytywnie zaskoczona.

Płukanka kakaowa to trochę brudną robota. Ślady na wannie łatwo zmyć sama woda ale jeśli chodzi o ręcznik do włosów to lepiej wybrać ciemny lub taki na którym nam nie zależy ponieważ może zostać miejscowo poplamiony (plamy z kakao chyba jednak łatwo się spierają). Chodzę spać z mokrymi włosami i na szczęście na poduszkach zero śladu po płukance natomiast grzebień natychmiastowo wyłapuje pyłek kakaowy. Podczas kolejnego mycia woda również była lekko zabarwiona. Z tego względu nie wiem czy nadawałaby się do jasnych włosów, gdyż mogłaby zostawiać kakaowy osad.

Mimo wszystko jestem zadowolona z płukanki. Zauroczyła mnie efektem push up. Płukankę użyłam podczas 3 myć pod rząd. Myślę, że spisze się na włosach cienkich, bez objętości.

Na pewno jeszcze kiedyś po nią sięgnę, teraz mam ochotę wypróbować płukanki ziołowe lub kawową. Następna będzie z tatarakowa.
  • awatar roger-the-alien: @hairlovelo: najwyżej pożyczę Ci swoją :P
  • awatar hairlovelo: @roger-the-alien: Wstępuje, a do klubu można wejść z czystą poduszka? ;c
  • awatar roger-the-alien: No miałam to samo + brudną poduszkę. Skoro jesteś zadowolona, to możesz wstąpić do mojego fanklubu płukanki z kakałka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Uległam. Znowu. Podczas sobotnich zakupów starałam się nie zwracać uwagi na kosmetyki do włosów. Nie pękłam nawet promocji w Lidlu, który oferował odzywki Schauma'y za 5 zł, ani Biedronce gdzie już któryś kusiły mnie komplety szampon+odżywka, również marki Schauma. Prawie... *Czysty olej arganowy. Dam mu jeszcze jedną szanse. Za pierwszym razem jakoś mnie nie porwał. Jak na razie stosuje na brwi i rzęsy.
*Olej marula: to dla mnie nowość i nie mogłam się oprzeć. Szkoda, że nie jest to czysty olej ale i tak jestem ciekawa.
Ona olejki firmy Mincer dostępne są w Biedronce za 12,99 zł/15 ml. Oprócz tego błyszczyki La Luxe z Lidla, trwałe 16 godzin... No na pewno, ale i tak ładne maja odcienie i jak za tą cenę są dosyć trwałe (przynajmniej jak na razie, zdążyłam już wypróbować).

Oprócz tego doszło do mnie zamówienie. Miałam kupić tylko grzebień no a wyszło jak zawsze. Tym razem wybrałam grzebień bambusowy. Na Allegro znalazłam tylko grzebień marki Sibel i już na pierwszy rzut oka wiedzę, że nie jest to tak precyzyjna robota jak w przypadku czesadł Gorgol. *Herbapol płukanka wzmacniająca 6,90/18saszetek (na jedno użycie sugerują zalać 3, a przy długich nawet 6), kupiłam tylko z ciekawości raczej nie kupie ponownie ale jeśli się spiszę to zawsze można samemu zmiksować takie ziółka od zielarza co wyjdzie podejrzewam o wiele taniej.
*Herbapol szampon do włosów tłustych z mydlnicą: ciekawość połączona z brakiem dostępności do kosmetyków Herbapolu. Prosty ziołowy szampon.
*W/w bambusowy grzebień Sibel ok 18 zł.
*Krem regenerujący na noc Vatika z jajkiem, miodem i migdałami. 140ml/12zł również ciekawość. Raczej nie przepadam za produktami na parafinie ale żeby coś oceniać trzeba to wypróbować. Może okazać się fajną alternatywą do olejowania, nie mam zamiaru używać go na noc gdyż dopiero wieczorem myje włosy i to by się mijało z celem.

No dobrze, a teraz już oficjalnie koniec z zakupami.
  • awatar hairlovelo: @blog.carolicious: Kiedys w Bieronce widzialam te kosmetyki ale czy blyszczyki sa to nie wiem ;d
  • awatar blog.carolicious: hihi ;) skąd ja to znam :D zawsze jakiś kosmetyczny potwór krzyczy kup mnie! kup mnie! :D błyszczyki są z Lidla?? bo chyba w biedrze tez sa te la luxe ? czy coś mylę :D ?
  • awatar Yoasiczka: Ten szampon do włosów tłustych z mydlnicą firmy Herbapol mnie interesuje :-)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

 
Dzisiejszy post będzie trochę inny. Ale zanim zacznę: ludzie żyjecie? Czy tylko w mojej zakładce "obserwowani" posty pokazują się rzadziej?

Oto kilka faktów o mnie, a właściwie uzależnień:

1. Lubie sobie zapalić. Nie robię tego jakoś bardzo często ale dzień bez papierosa jest dniem wkurzającym. W weekendy zdarza się więcej. Zazwyczaj nie pale przy osobach nie palących, chyba że na świeżym powietrzu. Ponadto bardzo denerwuje mnie nagonka niepalących na palących gdyż uważam że dyskusje odnośnie palenia są bezsensowne i jedyne do czego mogą prowadzić to kłótnie.

2. Kosmetyki: tak mi się wydaje, że mam małą skłonność do częstszego ich kupowania niżby to było konieczne. Co z resztą można zauważyć. Ostatnio, czyli wczoraj, kupując grzebień (stary sklejony jednak długo nie trzymał) przy okazji do koszyka wpadło kilka innych rzeczy. Ale z umiarem. Są to kosmetyki trudno dostępne więc to tak przy okazji.
Najczęściej więc kupuje kosmetyki do włosów, rzadziej do ciała (w tym mydła) i makijażu natomiast odporna jestem na produkty do pielęgnacji twarzy (moja odporność wzmacnia się względem kosmetyków do makijażu). Lakierów do paznokci nie biorę pod uwagę, bo wiadomo że te kilka złotych to żadna strata a jeszcze takiego odcienia się nie ma no i... chyba każda kobieta to zna.

3. Kawity. Gdybym tylko mogła zapełniałabym nimi każdą przestrzeń gdzie tylko by miały wystarczająca światła. Niestety, muszą cisnąc się na parapecie. Szczególną miłością napawam do sukulentów. 4. jak kwiaty to i doniczki. W moim mieście jest sklepik a'la pchli targ. Zawsze jak tam zaglądam to w poszukiwaniu nowej doniczki, osłonki. Dzisiaj dowiedziałam się, że sklep ten zostanie zamknięty. Szkoda ponieważ to jedyny tego typu w moim mieście, a można tam dostać fajną rzecz za grosze, która wystarczy umyć by wyglądała jak nowa. Ostatnie nabytki, z tym że to ostatnie to na doniczkę chyba jest za małe, chociaż na szczypki się nada. 5. Zakupy w ciucholandach i buty. Co tu dużo mówić, to chyba zrozumiałe. Niestety szafy stały się coraz mniej pojemne, a co niektórzy wypominają mi ilość butów ale wiadomo, że nie każde buty pasują na każda okazje wiec trzeba mieć ich kilka, albo kilkanaście, albo kilkadziesiąt...

6. Staram się ograniczać picie coca-coli ale to bardzo trudne. W tym roku bardzo się do niej przyzwyczaiłam (w liceum też miałam taki okres). Bez wypicia puszki coli czuje coś takiego... czuje po prostu że bardzo chcę się napić coli. Szkoda tylko, że tak bardzo nie sprzyja to wadze i ogólnie zdrowiu. 7. Kiedy nie mam nic innego na głowie, czyli egzaminów, każda wolną chwile przekazuje na czytanie książek. Jeśli szukacie jakieś fajnej pozycji to mogę polecić wam: Lektora, Kryptonim kawki, Pachnidło, Ojciec Chrzestny - Sycylijczyk -Ostatni Don, Chłopcy z ferajny i Na południe od granicy, na zachód od słońca. Lubię tez serie o Harrym Poterze (bezgranicznie od kilku lat), Grę o tron, Bridget Jones. Dzisiaj byłam w bibliotece i stwierdziłam, że czas poszerzyć horyzonty i zrobić mały zapas jak już skończę z egzaminami (z biblioteką mi nie podłodze wiec jak była okazja to skorzystałam). Białe noce, Gracz i Biesy - Dostojewskiego, Czechow - Nie udało się oraz Sześć grobów do Monachium, Ciemna Arena, Czwarty K - Maria Puza.

A jakie są wasze "uzależnienia"?
  • awatar perasperaadastra81: kwiaty, kosmetyki i słodycze:D dzień bez cukierka to dzień stracony :D
  • awatar hairlovelo: @PastelUnicorn: dzikeuje, "moje dzieci" ;d
  • awatar PastelUnicorn: Wszyscy mamy jakieś ''ciche'' uzależnienia , ale nie jest jeszcze aż tak źle jeśli potrafimy się do nich przyznać :P Piękne kwiatki <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Przyszedł czas na podsumowanie działania maseczki. Na dnie została porcja na ostatni raz. Zdjęcia są stare (zrobione tuż po zakupie), puste opakowanie prezentuje się o wiele... mniej efektywnie. OPAKOWANIE
plastikowe, raczej mało estetyczne (chociaż w czepku prezentuje się całkiem oryginalnie). Plus dla zakrętki która ma pionowe rowki dzięki czemu łatwo ja odkręcić/zakręcić nawet śliskimi rękoma. Minus dla kształtu, który jest mało praktyczny (wole niższe, szersze słoiczki, bo z nich łatwiej można wygrzebać resztki). Najłatwiej było po prostu przechylić opakowanie i wylać na dłoń odpowiednią ilość.

ZAPACH
przyjemny, słodkawy ale też trochę chemiczny. Edit: utrzymuje się w subtelnej postaci na włosach.

KOLOR
bladoróżowy.

KONSYSTENCJA
rzadka, taki trochę rozwodniony budyń (przez to wszystko maska kojarzy mi się z jedzeniem). Mimo wszystko maska jest wydajna, łatwo się rozprowadza i łatwo spłukuje z włosów przy czym od razu czuć pomaskową gładkość.

DOSTĘPNOŚĆ
no tu trochę gorzej. Jak to rosyjskie okazy. Allegro, sklepy internetowe, zielarnie/drogerie z tego typu kosmetykami w większych miastach. Oczywiście najlepiej mieć rodzinę lub znajomych w tamtych stronach i nie przepłacać. Zapłaciłam za nią 9/10 zł, uznałabym to za dobra cenę za 400ml, ale widziałam ją też po 20zł, co według mnie jest bardzo dużo (szczególnie jeśli można dostać ja dwa razy taniej). [klik]
DZIAŁANIE
hm.. no i jak to teraz ugryźć? Powiem tak: wszystko zależny od włosów i w jaki sposób ją się używa. Czyli jak z każdym kosmetykiem.
Moje włosy są cienkie, łatwo obciążyć ale też nie potrzebują silnego odżywienia za każdym razem kiedy je myje. Na moich włosach się spisała. Maska na pewno NIE obciążała mi włosów, dzięki czemu nie powstawały strączki. Maska jest lekka. Dla włosów suchych, zniszczonych może być za słaba, ponadto nie poosiada silikonów więc nie zabezpieczy włosów przed zimną zimą lub ciepłym latem. Maska lekko nawilża, lekko wygładza i lekko ułatwia rozczesywanie. Jest dobra na co dzień (gdy raz na tydzień porządnie odżywi się włosy np domową maską). O wiele lepsze efekty były gdy przed myciem nałożyłam olej. Zauważyłam, że podczas opałów, gdy przez długi czas używałam tylko jej i rzadziej olejowalam włosy to brak było nawilżenia.
Maska idealna do urozmaicania domowych mikstur. O tak ten ostatni raz zaserwuję ją sobie z kakaem i olejem.
Może dawać lekki efekt rozjaśnienia przez miód w składzie, ja jednak takiego efektu nie zauważyłam.

PODSUMOWANIE
lekka, bezsilikonowa, nieobciążająca maska dla włosów niewymagających, włosy od czasu do czasu będą potrzebowały mocniejszego odżywienia ale ja ją polubiłam. Nie każdemu będą pasować kosmetyki bez silikonów a ta maska w swojej kategorii jest dobra
Może nawet kupie ją kiedyś ponownie (na pewno jeśli trafie na bardzo okazyjną cenę) ale prędzej pewnie wypróbuje inne wersje z tej serii.
 

 
Ponieważ sierpień był dosyć obfity w pielęgnacji postanowiłam zrobić małe podsumowanie.

Włosy podrosły o ok 2,5cm (zazwyczaj jest 2 cm nawet jeśli używam kosmetyków przyspieszający wzrost), więc myślę że wynik jest ok. Chyba nie ma co marzyć, że wciągu miesiąca przybędzie mi 7 cm. Kosmetyki które stosowałam:
*Szampon Labell, który będę miło wspominać i może jeszcze kiedyś się spotkamy (http://hairlovelo.pinger.pl/m/24600355). Nie wysuszał włosów dzięki czemu nie są w takiej złej kondycji mimo długiej przerwy w podcinaniu końcówek u fryzjera.

*do przyspieszenia wzrostu:
-maskę drożdzową Agafi nakładana na skalp na ok pół godziny przed myciem, przez pierwsze dwa tygodnie miesiąca stosowałam ja również na kilka minut po myciu na skórę głowy jednak efektów nie zauważyłam i stwierdziłam, że etap ten jest zbędny.
-płyn pokrzywowy Kulpol: wydaje mi się, że nieznacznie skraca świeżość włosów ale za to je ujarzmia u nasady (a jest co, bo lubią tam żyć swoim własnym życiem i układają się jak chcą często pod dziwnymi kontami i łukami).

*Do odzywienia po myciu najczęściej używałam maskę bez silikonów Agafi miód&jagody (jednak nadal nie udało mi się jej wykończyć, rzadka ale wydajna), i kilka razy odzywka Garnier Goddbye Damage + zabezpieczenie końcówek.

*Olejowanie: starałam się ograniczyć, najczęściej był to olej migdałowy Vatiki, ale może zapowiada się mały powrót do arachidowego. Czasami też zdążały mi się różne kombinacje maskowe przed myciem o czym wspominałam na bieżąco. Pierwszy raz sięgnęłam po awokado i mąkę ziemniaczana w pielęgnacji jednak to kakao zrobiło na mnie najbardziej pozytywne wrażenie.

W październiku zamierzam iść do fryzjera podciąć dosłownie kilka cm, a przynajmniej mam taką nadzieje, że tak wyjdzie.

Chociaż miesiąc temu zaplanowałam sobie kuracje olejkiem łopianowym GP to jednak odpuściłam sobie ten punkt. Olejowanie skalpu zacznie się teraz, we wrześniu. Oprócz tego mam zamiar przez miesiąc zapoznać się z rożnymi płukankami (mam nadzieje wykorzystać kakao, kawę oraz zioła). Jeśli chodzi o kosmetyki które zamierzam używać to z pewnością białe mydło Trawy i Zioła Babuszki Agafii, a oprócz tego dekowanie reszty.

A wy może planujecie terapie olejami lub płukankami? Byłoby fajniej polewać się i wcierać razem.
  • awatar hairlovelo: @KimiB: mam cienkie włosy wiec jak miałabym ich mniej to pewnie by mi został mysi ogonek xd
  • awatar KimiB: Ale ty się bawisz z włosami, osobiście chciałabym mieć mniej włosów i żeby nie rosły tak szybko.
  • awatar hairlovelo: @nadzieja7, Ania: A probowalas olejowac? ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Kolejny szampon dosięga dnia i to dosyć interesującym składzie. Raczej mało popularnej marki: Labell, dostępnej wyłącznie w marketach InterMarche ale niewątpliwie zasługujący na wyróżnienie. OPAKOWANIE
tutaj chyba pozostawię do własnej oceny, raczej rzecz gusty, najważniejsze, że czytelny i funkcjonalny. Dozownik bez zarzutów, dość wytrzymały. Nie zajmuje dużo miejsca w łazience, ale 200ml raczej nigdy nie zabiera przestrzeni.

ZAPACH
jakieś bio kiwi może jest tam wyczuwalne, zapach przyjemny i delikatny, nie utrzymuje się na włosach.

KONSYSTENCJA
tu będzie minus (chociaż świadczy o braku zbędnych substancji zagęszczających, niekoniecznie o korzystnym oddziaływaniu na skórę głowy, za co plus). Konsystencja dosyć rzadka przez co może wylać się za dużo szamponu niż potrzebujemy, ale to kwestia wprawy. Szampon jest barwy bezbarwnej, brak perłowego połysku i to też mogę dać plusik. Starczył na nieco ponad miesiąc stosowania co drugi dzień (włosy myje dwa razy podczas mycia, wiem masło maślane ale wiadomo o co chodzi).

DOSTĘPNOŚĆ
tak jak wspominałam, tylko w marketach InterMarche, chyba, że we Francji marka jest szerzej dostępna. Cena to ok 8 zł/200ml.

SKŁAD I tu się na chwile zatrzymamy. Po pierwsze bez silikonów, bez parabenów, bez PEG i nietestowany na zwierzętach. Duży plus.

Po drugie skład porównywalny jest do dośc popularnego szamponu aloesowego Equilibra z tym, że... Labell wypada o wiele lepiej.
Zaczyna się tak samo: woda, sok z aloesu detergent - nieustępujący SLES ale jednak osłabiony sokiem z aloesu. Dalej w Labell: gliceryna (nawilżacz), bardzo łagodna substancja myjąca, inulina (naturalny kondycjoner), alkohol benzylowy (rozpuszczalni, konserwant i/lub zapach), bardzo łagodna sub. myjąca, konserwant, zapach, kwas fitowy (przeciwutleniacz).

W szamponie Equilibra znajdziemy troche więcej "chami" w tym barwniki czy polimery (sub. formotwórcze, raczej zbędna w szamponach). Nie czyni to z niego złego szamponu, ale to nie zmienia faktu, że przy Labell wypada gorzej. Biorąc pod uwagę cenę i również dość słabą dostępność to gdybym miała wybierać to zdecydowałabym się oczywiście na pierwszy szampon. [Cały skład Equilibr'y dostępny na wizażu.]

DZIAŁANIE
Odrazu powiem: o tak! Szampon spełnia wszystkie swoje funkcje bardzo dobrze czyli: bardzo dobrze oczyszcza, nie wysusza, nie podrażnia, nie obciąża. Może nie przedłuża świeżości włosów ale za to też jej nie skraca. W duecie z szamponem wystarczy lekka odzywka gdyż nie plącze włosów. Właściwie chyba nie mam już o czym mówić. A no może jeszcze to, że dobrze się pieni, szybko się spłukuje i naprawdę nawet gdybym musiała to nie jestem wstanie znaleźć w tej kwestii minusów.

PODSUMOWANIE
bardzo dobry i niepozorny szampon, oby więcej takich kosmetyków było dostępnych w zwykłych sklepach. Unikajcie kosmetyków testowanych na zwierzętach. Wiem, że czasem kupujemy je nieświadomie, ale jeśli już się dowiem, że jakiś koncern je produkuje to wtedy świadomie ich unikam. Tym sposobem nie kupie już nic od Garniera. Znacie inne marki testujące na zwierzętach?
Jeśli ktoś nadal nie jest przekonany wystarczy wejść w grafikę google.

A teraz z innej beczki, czyli małe zakupy. Bo gdy coś się kończy to czas na nowe. Czyli zakupy impulsywne. *Saszetki matujące Wibo w cenie 6/7 zł. Zawsze się przydarzą, cena nie odstraszała to przygarnęłam.
*Mydło w kostce Babydream: "prawdziwe" mydło delikatnie myjące w zawrotnie niskiej cenie (1,29 jeśli dokładnie pamiętam, w każdym razie coś koło tego). Idealny do codziennej pielęgnacji tak bardzo, że obecnie stal się moim ulubieńcem do oczyszczania twarzy (a szukałam takiego już jakiś czas).
*Balea szampon dodający objętości: kosmetyki Balei bardzo słabo dostępne w moim mieście więc gdy zobaczyłam go w małym sklepiku z chemią niemiecką (swoją drogą, który pewnie długo prosperować nie będzie), to nie mogłam mu odmówić. Czaiłam się też na odzywki niestety składy tak zachwalanych jak dotąd balsam niedawno zmieniły skład (chodzi mi o odzywki w prostokątnych opakowaniach), a tam były dostępne tylko te nowe. Balea dodała Isopropyl Alkohol na dość wysokie w składzie miejsce. Chociaż może to i nawet lepiej. [skład volumen szamponu Balea patchouli&jasmin]

No i małe szaleństwo w Biedronce, dobrze, że powstrzymałam się przed przygarnięciem czegoś z TuttiFrutti. Cena za sztukę to 8 zł podczas gdy normalne ok 11 lub więcej. Dam więc Jantarowi jeszcze jedną szanse, w końcu do trzech razy sztuka.
  • awatar By Ewela: Jantar zakupiłam, w szoku byłam że w biedronce jest i to za taką cenę, gdzie na necie zamawiałam za około 12 zł! :)
  • awatar Yoasiczka: zaciekawił mnie ten bio szampon :-) muszę go wypróbować
  • awatar roger-the-alien: No to muszę mieć ten szampon, dobrze że poprzedni mi się kończy :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Dzisiaj doszła do mnie paczka ze sklepu LawendowaSzafa24.pl. Musze przyznać, że to były skromne zakupy i dodatkowo załapałam się na 15% rabatu. Moje nowe nowości: *Tonik Receptury Babuszki Agafi przeciw wypadaniu włosów: drugie opakowanie, pierwsze spisało się bardzo dobrze, jestem ciekawa czy po kilku miesiącach moja skóra nadal go lubi. Za pierwszym razem robił wszystko: włosy nie wypadły, były dłużej świeże i uniesione u nasady (czy przyśpieszył wzrost włosów nie pamiętam). 10,20 zł
*Olejek RBA na porost włosów: chciałam i kupiłam! A jak. Zapuszczanie ciąg dalszy więc na pewno się przyda. Dawno nie kupowałam oleju: to moje wytłumaczenie. 250ml/19,55zł
*Krem tonizujący Natura Siberica dla mężczyzn siła wilka: lubię NS (chociaż jak dotąd miałam tylko szampon) więc zdecydowałam, że ten krem będzie odpowiedni na upominek bez okazji dla kogoś. 50ml/27,12 zł

I tak oto moje "zbiory" wyglądają teraz tak: Od lewej (i od góry):
*wspomniany wyżej olejek - nowość,
*maska miód&jagody leśne Receptury Babuszki Agafii: powoli dosięga dna więc wkrótce recenzja,
*olej arachidowy: trwałość jest bardzo dobra, termin był do marca a olej nie zajęczał, moje włosy go lubią, nie jest dla nich zbyt obciążający, łatwo się zmywa, tylko ten zapach gdyby był mniej intensywny,
*maska drożdżowa RBA: stosuje przed myciem na skórę głowy od początku sierpnia, myślę, że niedługo przyjdzie i na nią czas i pojawi się recenzja,
*Natur Vital sławna maska aloesowa - jeszcze nie tknięta,
*szampon żeń-szeń Natur Vital: również,
*szampon jajeczny Barwa Naturalna - coś nie mogę go zużyć do końca, typowo szampon oczyszczający (a teraz tego nie potrzebuje) ale słabo radzi sobie ze zmywanie olejów,
*szampon aloesowy Labell: recenzja również na dniach, polubiliśmy się,
*białe mydło Agafii: jeszcze się nie doczekał swojego czasu chociaż pierwszy kontakt mamy już za sobą, mam zamiar dopiero się za niego porządnie wziąć,
*olejek na gorąco Oriflame,
*Garnier Goodbye Damage odzywka: dla mnie zbyt treściwa na co dzień ale na lato akurat,
*Lactimilka sprey z proteinami: na razie użyłam dwa razy ale mam zamiar używać go na skórę głowy gdyż to tzw "aktywator wzrostu",
*Nivea Log Repair: kilka razy użyta nie przekonała mnie do siebie, a zużyć trzeba,
*Bioetika maska proteinowa: bardzo gęsta i przyzwoita maska, działa lepiej niż nie jeden silikonowy produkt,
*maska ziołowa Stotrav: raz tknięta przed myciem, z efektu byłam zadowolona ale czeka na swoją kolej,
*tonik RBA,
*płyn pokrzywowy Kulpol: chyba nie do końca mnie zadowala, ale daje mu szanse dopóki nie zmierzę czy przyspieszył wzrost włosów,
*saszetki: olej avocado, makadamia oraz L'Biotica Vax maska przeciw wypadaniu włosów (kiedyś miałam pełnowymiarowe opakowanie i byłam zadowolona),
*oleje łopianowe Green Pharmacy: to już któreś opakowania, ale sama nie wiem, potrzeba do nich cierpliwości z resztą jak do każdego oleju na skórę głowy,
*Kallos Hair Botox: nietknięta na szczęście kupiona na spółę,
*Vatika olej kokosowy: uwielbiam! I tyle.
*Gliceryna: fajny dodatek do domowych maseczek, moim włosom pasuje chociaż może puszyć, ostatnio o niej zapominam,
*algi morskie Algo: lubię w duecie z drożdżami i jogurtem naturalnym w domowej maseczce na włosy, o tak moje włosy też to lubią i to bardzo,
*miks olejków: kilka miesięcy temu bardzo dobrze się spisywał ale chyba mi się znudził,
*Farmona Bambo&Oils maska - nietknięta,
*Seri maska miodowa: raz użyta przed myciem więc cóż powiedzieć,
*Bioetika jedwab: fajne silikonowo-proteinowe serum na końcówki ale nie mogę go zużyć, w ogóle go nie ubywa,
*ArganOil Bioelixire serum silikonowe: jest dobre, nie wyróżnia się wśród tego typu produktach,
*Marion olejki orientalne, serum na końcówki, jak wyżej,
*Sessio, Chantal serum: bardzo lubię ale to gigantyczne opakowanie...
*Cece of Sweden odzywka keratin&cherry: kiepski skład no i dlatego stoi i się kurzy, kilka razy użyta do emulgowania oleju bo jakoś nie mogę się do niej przekonać.

O kurcze, dopiero jak zrobiłam podgląd posta to ta lista zrobiła się taka długa. W sumie to jedyne czego jest za dużo to maski. Ich najwięcej przybyło. Od ostatniego zakupoholicznego posta zdążyłam zużyć:

*odżywke Timotei odbudowującą z avokado: kiedyś bardzo ja lubiłam ale pod koniec zużywania tego opakowania trochę mnie denerwowała, mimo wszystko zapamiętam ją jako przyzwoitą,
*własną wcierkę ziołową: no taka bez szału mi wyszła, ale krzywdy nie robiła no i ziółka odżywiają skalp,
*mgiełkę Green Pharmacy wzmacniającą: fajny ziołowy produkt, uniwersalny ponieważ bez silikonów i i bez alkoholu na początku składu, nadaje się i na skórę głowy i na włosy, używałam pod olej,
*Dermaglin maska do skóry głowy z zieloną glinką: raczej nie za dobre wrażenie ale mimo wszystko przekonała mnie do glinek, jak sięgać po glinki to te naturalne w proszku, a nie w gotowych produktach,
*Biovax trzy oleje: dla mnie zbyt treściwa ale od czasu do czasu fajnie odżywiała włosy i nawet regenerowała,
*Elfa pharm szampon łopianowy: bardzo fajny ziołowy szampon, który dobrze oczyszczał i nie wysuszała włosów, chociaż odżywka niezbędna (w sumie jak zawsze),
*szampon Natura Siberica przeciwłupieżowy: raczej bym go zaliczyła do delikatnych szamponow, a ja jednak wole te bardziej oczyszczające, po tym skalp potrzebuje solidnego oczyszczenia po jakimś czasie.

A nabyłam:
-saszetki: o. awokado i makadamia, Biovax,
-olejek RBA,
-maska drożdżowa RBA,
-maska Natur Vital,
-szampon Natur Vital,
-olejek Oriflame,
-mgiełka Lactimilk,
-maska Stotrav,
-tonik RBA,
-maska Seri,
-maska Farmony,
-serum Marion.

Bilans niekorzystny ale doszłam do wniosku, że w sumie dlaczego mam się ograniczać. Jeśli chcę coś sobie kupić już naprawdę to po prostu to robię i nie ma co się szczypać. W ostateczności nie wyrzucę tego tylko zużyje kiedyś.

Ale masek na razie nie będę kupować. I na razie z zakupami koniec. Mam ostatecznie wszystko co potrzebuje.

Poza tym dzisiejszy dzień okazał się pechowy jeśli chodzi o rzeczy materialne. Na ekranie mojego telefonu zawitała pajęczynka, ale bardziej mi jest żal z tego powodu: Tak bardzo go polubiłam i w zestawie ze szczotką z włosia dzika tworzy idealny duet. Widzę to po kilku miesiącach stosowania, bo kiedy użyje plastikowego grzebienia to jest o wiele gorzej.

Nie wiem czy jest sens sklejać czy lepiej oddać to do jakiegoś szlifierza żeby zaokrąglił złamany róg i przynajmniej miałabym wersje mini. Ktoś tu się zna na drewnie?

Smuteczek, ten grzebień to istna perełka wśród czesadeł.
  • awatar hairlovelo: @Ruda1990: to tylko na tym zdjęciu wydaje się tego aż tak dużo :D @Paznokciowo: myślę, że co najwyżej na rok, chociaż kosmetyki zużywam wolno :)
  • awatar Ruda1990: O wow. Ale Ty masz potężny zbiór ;) Mnie chyba z domu wygonili :D
  • awatar Paznokciowo: o matko jedyna, mi by to wystarczyło na 10 lat :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (15) ›
 

 
Kakao zawiera minerały tj. żelazno, chrom, cynk, mangan, ale co najważniejsze jest bogate w magnez, który jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania skóry głowy, a szczególniej cebulek. Jest niezbędny do m.in. prawidłowego wzrostu włosów (jego brak powoduje wypadanie). Pozwala również oczyścić organizm z toksyn
Oprócz tego kakao zawiera:
-witaminę C,
-kwasy tłuszczowe Omega 6,
-antyoksydanty, które przecież tak bardzo pomagają zachować młodość, jak również chronią skórę przez różnego rodzaju wirusami (można powiedzieć, ze to taki osobisty lekarz skory). Kakao idealnie nadaje się do skóry suchej. Nawilża i regeneruje, a przy tym ma bardzo przyjemny zapach (a przynajmniej według mnie). Kakao ma również działanie tonizujące.

4 sposoby pielęgnacji włosów z użyciem kakaa:

1) Standardowo czyli jako dodatek do maski/odzywki do włosów, szczególnie tej rzadkiej, bez silikonowej i która niekoniecznie się spisuje. Kakao zagęści konsystencje odżywki (jeśli mamy do czynienia ze zbyt lejącym się kosmetykiem kakao będzie idealnym zagęszczaczem, podobnie jak mąka ziemniaczana, ja użyłam maseczkę Agafii).
Szkoda, że kakao nie szczególnie poprawia rozczesywanie włosów po takim miksie, natomiast wydobywa z moich włosów złote refleksy. Nie zmienia koloru, ale oprócz odżywiania dodatkowo nabłyszcza.

2)Płukanka z kakao: 2 łyżki zalać 0,5 l wrzątku, po przestygnięciu użyć do ostatniego płukania podczas mycia włosów (nie spłukiwać).

Ten sposób mam zamiar przetestować w przyszłym miesiącu. Przyda się jakiś ciemny ręcznik.

3) Domowa maska z kakao: czyli standardowo, intensywne odżywianie przed myciem. Ja zrobiłam to tak:
-ok. 2 łyżeczki kakao,
-3 łyżeczki maski Bani Agafii miód&leśne owoce (nada się każda inna odżywka, najlepiej bez silikonowa i rzadka),
-łyżeczka oleju kokosowego Vatika (lub inny, dowolny olej).

Tą dość gęstą papkę nałożyłam pół godziny przed myciem na wilgotne włosy (spryskane wodą oraz dodatkowo proteinową mgiełką), po czym normalnie umyłam włosy.

Włosy nie tylko się błyszczą ale są takie mięsiste, bardzo fajnie że nie zbijają się w stronki, po całym dniu nie czesania wyglądają dobrze, dodatkowo dzisiejsze rozczesywanie było łatwiejsze (po myciu zastosowałam ta samą maskę Agafii). Jestem zadowolona.

4) Kakao jako suchy szampon. O tak, niewątpliwie jestem wdzięczna mu za takie działanie. Używam tego nadzwyczajnego proszku w kryzysowych sytuacjach i jeszcze mnie nie zawiódł. Oczywiście to nie to samo co po prawdziwym umyciu włosów, ale skóra głowy przynajmniej nie wygląda na przetłuszczoną, a jeśli dodatkowo zepnę włosy z czubka głowy to mogę być całkowicie spokojna.
Kakao pochłania sebum a jednoczenie nie niszczy włosów. Nie muszę dokładnie go wyczesywać gdyż idealnie stapia się z kolorem moich włosów (niestety będzie dobry tylko dla ciemnych włosów).
Skora głowy pachnie gorzkim kakaem i bardzo łatwo się wypłukuje także nie ma problemów ze zmyciem. [zastosowanie kakao jako suchego szamponu, przed i po]

Nie muszę chyba wspominać, że cały czas mówiłam o naturalnym, gorzkim kakao, wszelkiego rodzaju gotowe Puchatki raczej nie będą się nadawały (ale jeśli ktoś chce to oczywiście może spróbować).

Kakao można spotkać również w gotowych produktach np. znana wszystkim seria kosmetyków z Ziaji (w której znajduje się również maseczka do włosów), krem Isany kakao&masło shea, maska Kallos Chocolate.
  • awatar hairlovelo: @dodzik-blog: u mnie lespze rezultaty byly przy masce przed myciem, a co do zapachu 'szamponu' ja chyba szybko sie przyzwyczajam i go nie wyczuwam, szczegolnie jak gdzies wcyhodze ;)
  • awatar dodzik-blog: chyba muszę spróbować wersji z dodaniem do maski do włosów, zobaczymy co zdziała :) czytałam kiedyś, że można stosować kakao jako suchy szampon, ale ja nie mogę, bo cały czas czuję ten zapach i zaraz mam ochotę na czekoladę :D
  • awatar roger-the-alien: Na pewno wypróbuję
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Jak zawsze przy tego typu postach zacznę od tego, że już dawno takiego nie było. A teraz przechodzę do konkretnych faktów. Oczywiście wspomnę o gorączkach i o tym, ze jednak musiałam się przekonać do silikonowych odzywek. Silikony i oleje w kosmetykach to sprzymierzeńcy włosów latem, szczególnie gdy jest tak ciepło. Po dwóch użyciach takiej odzywki stwierdziłam, że muszę z tęsknoty użyć lżejszej, bez silikonowej odżywki, ale tak by nie traciły na tym włosy.
Wczorajszy arsenał prezentuje się tak: 1) pierwszy raz naolejowalam włosy olejem lnianym, którego wyłączyłam z diety, a zużyć go jakoś trzeba. Chociaż u niektórych olej lniany działa cuda to wydaje mi się, że dla moich włosów jest za ciężki, ale jeszcze to zbadam.
2) Po godzinie (chyba) nałożyłam na skore głowy maseczkę drożdżowa Agafii na pol godziny.
3) Po tym czasie na cale włosy nałożyłam odzywkę Cece od Sweden Cherry & Keratin i starałam się wmasować ją we włosy aby zemulgować olej. Tym sposobem olej 'rozpuściłam' odżywką, dzięki czemu łatwiej zmywał się z włosów. O samym emulgowaniu pisałam już kiedyś i jest oznaczone to w tagach.
4) Po ok 5 minutach umyłam włosy dwukrotnie szamponem Labell o zapachu kiwi, czyli tak jak zawsze.
5) Następnie dwie łyżeczki maseczki Agafii miód & owoce leśne wymieszane z łyżeczka maki ziemniaczanej nałożyłam normalnie jak odżywkę po myciu i po ok 10 min spłukałam włosy woda.
6) Na koniec wtarłam wcierkę i zabezpieczyłam jeszcze końcówki, jak zwykle odrobina oleju kokosowego i serum silikonowym. Mona by pomyśleć, że to trochę skomplikowane mycie włosów ale nie było ono ani czasochłonne ani meczące, gdyż po szybkim nałożeniem produktów zajmowałam się zwykłymi rzeczami i nie zwracałam na włosy uwagi.
Przede wszystkim chciałam przetestować skrobie ziemniaczana i już napisze, ze na pewno jeszcze do niej sięgnę przy najbliższej okazji. Fajnie zagęściła maseczkę tworząc jednolita masę. Nie było żadnych problemów z zapachem czy zmywaniem.
Włosy zemulgowałam odzywka gdyż bałam się, że olej lniany okaże się trudny do zmycia, a chciałam tego uniknąć.
No i oczywiście chciałam odżywić włosy po tej największej fali opałów. U mnie teraz słońce grzeje i jest chłodny wiatr, czyli idealnie. A raczej idealnie by było gdyby w nocy jeszcze padało. Ale nie o tym.

Efekty: olej domyty, a to najważniejsze. Włosy u nasady trochę mniej odbite niż zazwyczaj ale przyklapu nie ma. Włosy gładkie w porównaniu do poprzednich dni ale trochę trudniej się rozczesują. Są miękkie, a błyszczenie w normie. Ogólnie trochę dziwny efekt, jestem zadowolona ale ten brak objętości trochę mnie zdegustował. Niestety, jeśli nie miałam spiętych włosów z czubka głowy to zbijały się w stronki, czego bardzo nie lubię, ale o dziwo zachowują fason. Do maki ziemniaczanej, tak jak mówiłam, jeszcze wrócę i przyjże się jej bliżej. Ponieważ podczas mycia zastosowałam kilka nowości naraz mogę jedynie się domyślać co jest czego efektem, ale skrobia zrobiła na mnie wrzenie. No i nigdy nie sadziłam ze będę nakładać na włosy mąkę, jakąkolwiek.

Stosujecie skrobie ziemniaczana? Czy wolicie nie mieszać kuchni z łazienką?
  • awatar hairlovelo: @roger-the-alien: mi w ogole arganowy nei skradl duszy, na koncowki nakladam ordobine kokosowego na to serum, bo sam olej jednak slabo zabezpiecza koncowki ;)
  • awatar roger-the-alien: @hairlovelo: ale buziak to za całokształt. PS wszystko zrobiłam, nałożyłam olej, potem balsam, umyłam 2x, odżywka, psikacz na rozczesywanie i włosy mam miękkie i pofalowane. Niestety wszystko wzięło w łeb, bo nie służy mi nakładanie olejku na końcówki. Rozsmarowałam odrobinę arganowego i od dołu mam strąki. Z tego punktu pielęgnacji muszę chyba zrezygnować.
  • awatar hairlovelo: @roger-the-alien: dasz po umyciu jak sie okaze czy sie sprawdzilo ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Jeśli chodzi o owoce to awokado, zaraz za bananem i cytryną jest chyba najpopularniejszym składnikiem masek zarówno tych własnoręcznie robiony czy dostępnych w drogeriach gotowych produktów do twarzy jaki i włosów. Na pewno każdy już miał styczność z odżywką w której składzie widniał olej z awokado, chociaż może nie był tego świadomy. CO TAKIEGO MA W SOBIE
-jest bogaty w tłuszcze (jednocześnie nie jest to dietetyczna przekąska, dużo kalorii ale za to mało cukru),
-potas, miedź, żelazo, białko, błonnik, kwas foliowy oraz karoteny,
-witaminy: z grupy B, C, E, H, K.

DZIAŁANIE
-natłuszcza skórę i włosy chroniąc przed utratą wody,
-odżywia skórę głowy, włosy są błyszczące, nie wypadają,
-pobudza produkcje kolagenu, który ma właściwości odmładzające.

PRZEPISY
Miąższ z połowy awokado wymieszaj z jednym żółtkiem, małą łyżeczką miodu i łyżką stołową oliwy z oliwek (która dodatkowo wzmocni osłabione włosy).

1 awokado, 2 łyżki oliwy z oliwek, łyżka miodu: rozgnieć miąższ awokado widelcem. Dodaj oliwę z oliwek i miód, wymieszaj dokładnie, by nie było grudek.

W niewielkiej misce dokładnie rozgnieć banana. Dodaj pozostałe składniki - jajko, pół dojrzałego awokado, 2 łyżeczki miodu, tyle samo maślanki oraz 3 łyżeczki oliwy, najlepiej extra virgin.

Oczywiście przepisy można dowolnie modyfikować, można również gotową odzywkę urozmaicić owocem awokado, w zależności od potrzeb naszych włosów i od tego co wpadnie nam pod ręce w kuchni.

Jeśli chodzi o gotowe produkty to całkiem dobrze wspominam odzywkę Garnier Ultra Doux z masłem shea i olejem awokado oraz Timotei odzywkę odbudowującą, a szczególnie starą wersję. W Super-Pharm dostępne są maski Avocado Treatment Wax, a w sklepach z rosyjskimi kosmetykami popularna jest maska Organic Shop Acocado&Honey. Nic tylko wydawać pieniądze i testować... albo odwiedzić dział z owocami, co uczyniłam sama i dzisiaj planuje przetestować awokado w bardziej naturalnej wersji.
  • awatar hairlovelo: @nadzieja7, Ania: Warto spróbować ;)
  • awatar nadzieja7, Ania: może następnym razem zamiast stosować wewnętrznie, zastosuje zew.czyli na włosy może trochę zregeneruje moje włosy po lecie ;)
  • awatar Świat MyLady: fajny wpis nawet nie wiedziałam o tym :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Stoi na stacji lokomotywa,
Ciężka, ogromna i pot z niej spływa:
Tłusta oliwa.
Stoi i sapie, dyszy i dmucha,
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha:
Uch jak gorąco!
Puff jak gorąco!
Uff jak gorąco!
...
Tak się mniej więcej czuje.

A do tego jestem chora. O zgrozo, latem? Tej zimy przeziębienia dały mi spokój... ale za to nadrabiają teraz. Ale nie o tym. Dzisiaj post typu "chwale się", a więc zakupy z soboty. *Brwiowy niezbędnik, stary egzemplarz trochę się zużył więc czas na nowy.
*Żel peelingujący Kult z niemieckiego marketu Aldi, pięknie pachnie ale jeszcze nie miałam okazji go ruszyć.
*Akcesoria do włosów czyli wygodne klamry do po domu i gumki, w tym jeden królik.

Postanowiłam zrobić małe zamówienie i już standardowo obczaiłam sobie wszystko w sklepie ktory biore zawsze w pierwszej kolejnosci pod uwage, kiedy spostrzegłam, że kremy Bioluxe są niedostępne. Zdenerwowałam się, bo chciałam zamówić również tonik przeciw wypadaniu Agafii ale jego również nie było. Zamówienie tym razem złożyłam na LawendowaSzafa24.pl, to było w niedzielę. Dzisiaj rano były już na miejscu. Hola, hola, niestety połowa nie jest dla mnie. Dla mnie:
*kremy Bioluxe, które bardzo polubiłam i to tak bardzo, że żadne inne mi nie pasują w ciągu dnia (chociaż na noc też mam już swojego ulubieńca z Isany)/40 ml.
*Lactimilk aktywator wzrostu, proteiny dla włosów w sprayu: mocno proteinowa mgiełka no i ten aktywator. Nie mogłam się oprzeć. Dosyć korzystna cena sprawiła, że postanowiłam kupić "na później" (chociaż biorąc pod uwagę, że z tego typu produktów mam tylko płyn pokrzywowy, to później pewnie stanie się prędzej)/200ml.
Masło do ciała, peeling i żel pod prysznic Planeta Organica zamówiłam w prezencie dla kogoś. Pewnie zamówiłabym i dla siebie, ale powiedziałam sobie DOŚĆ KUPOWANIA, CZAS ZUŻYWANIA. Co nie znaczy, że kiedyś się nie pokuszę, a muszę przyznać, że na kosmetyki PO mam dużą chrapkę. Mysle, że cenowo jest ok. Jak myślicie to dobry prezent, czy może nie chcielibyście czegoś takiego dostać?

I jeszcze tylko na chwile wrócę do poprzedniego posta. Tamtego wieczora (już po publikacji) przypadkiem natknęłam się na coś takiego: TEGO NIE RÓBCIE, chyba, że zamiast blasku ktoś pragnie wysuszyć sobie włosy. Alkohol wysusza i większość komentatorów to wiedziała, chociaż natknęłam się też na takie komentarz: "Alkohol nie wysusza włosów. Moja mama od zawsze płukała i płuka nadal włosy piwem i ma ładne. ".
No cóż... to, że piwo jest alkoholem (jako środek odurzający) nie znaczy, że ma podobne właściwości do wódki. I o ile jej mama będzie miała ładne włosy po płukance z piwa to nie radziłabym jej robić płukanki z wódki.
  • awatar hairlovelo: @Pauć: z ta wodka na wlosach to nawet chwilowych, pozytywnych efektow by nie bylo xd a co do zebow podobno banan i ogrek wybiela ale nigdy nie mialam okazji sprawdzic
  • awatar Pauć: Pomysł z wódką jest tak trafiony jak soda do wybielania zębów: efekty są ale paradontoza aż skacze z radości
  • awatar Ruda1990: Włosy piękne ale to są najpewniej niskopory z bombą silikonową i "fotoszopem". ;P Dobrze, że zamieszczasz takie informacje bo czasami w natłoku szaleństwa i potrzeby idealnych włosów dziewczyny wypróbują a skutki będą opłakane... A poza tym wydaje mi się też, ze nie ma co porównywać płukanki z piwa , które ma ze 4 % do wódki, która ma 40 % ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›