• Wpisów:274
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 19:33
  • Licznik odwiedzin:18 118 / 1576 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Z serii "uwielbiam gdy"...

Zmieniam sobie prace. Rozsyłam CV, nie w jakichś dużych ilościach bo czasu nie mam dużo (zwłaszcza gdy dojazd do obecnej pracy zajmuje w sumie średnio 4 h), ale rozsyłam. Czasem niektóre ogłoszenia (które świadczą o pracodawcy) są śmieszne np. w skrócie: szukam zgrabnej i zadbanej sekretarki, która oprócz zwyczajnych obowiązków (wymienianych w innych tego typu ogłoszeniach), będzie miała możliwość podróżowania z szefem po całym kraju...

Ale denerwuje mnie kiedy ktoś do mnie dzwoni i mówi: jutro? Nie? W takim razie nara (obecnie muszę brać wolne z dwudniowym uprzedzeniem, a że jestem zatrudniona przez agencje to tak na prawdę z trzydniowym).

I z jednej strony szkoda, że właśnie przeleciała mi przed nosem rozmowa, a z drugiej co to za firma co nie potrafi uszanować czasu pracownika.

Chyba najmniejsze zakupy ostatnich czasów. Moje usta potrzebują ostatnio nawilżenia, to go dostały. Alterra rumiankowa już wylądowała na rzęsach (w Alterrach olej rycynowy na pierwszym miejscu w składzie, w Isanie na drugim).
  • awatar Kashmirkaa: Powodzenia, też szukam na razie bez powodzenia
  • awatar FRUSTRACJA: Wytrwala jesteś tyle jechać do pracy. Powodzenia :-)
  • awatar justynkova: ja też myślę nad zmianą pracy, bo obecna praca niszczy moje zdrowie :/ ale to nie łatwy orzech do zgryzienia znaleźć pracę
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Kosmetyk o którym będzie mowa polecałabym wszystkim fanom naturalnej pielęgnacji zarówno od podstaw lub jako urozmaicenie dla drogeryjnych produktów. Indyjski typ włosów stanowi dla mnie wręcz ideał. Grube, ciemne, zazwyczaj proste i gęste. Czy ktoś kiedykolwiek widział kobietę z Indii z brzydkimi włosami? OPAKOWANIE
puder zapakowany jest w foliowy woreczek i kartonik, więc może nie najbardziej wygodnie ale mi to nie przeszkadza.

ZAPACH
no cóż... trzeba się przyzwyczaić, a to nie takie łatwe. Trudno mi określić czy zapach jest przyjemny czy nie, po prostu jest intensywny. Jeśli indyjskie zapachy kojarzyły wam się z ciężkimi i "dusznymi" nutami to ten puder mniej więcej oddaje te klimaty.

KONSYSTENCJA
łatwo wzbijającego się w powietrzu pudru. Kalpitone można rozrobić z czym tylko dusza zapragnie. Standardowo z wodą ale również z olejem, zwykłymi maskami/odzywkami czy wszelkiego rodzaju pielęgnacyjnymi kosmetykami płynnymi. Wszystko zależy jaki efekt chce się osiągnąć.

DOSTĘPNOŚĆ
tu raczej nie najlepiej ale pomocna rękę wyciągają sklepy internetowe i Allegro, oczywiście warto porównywać ceny. 100g/12zł

SKŁAD Każde z ziół posiada szerokie i warte zainteresowania właściwości szczególnie cenne w pielęgnacji włosów, jakbym chciała je opisać to musiałabym każdemu z osobna poświecić cały wpis. Odsyłam więc do internetu.

DZIAŁANIE
puder stosowała głownie na dwa sposoby:
*MASKA DO SKÓRY GŁOWY:
stosowałam po myciu włosów, proszek rozrabiałam z woda, czasem dodając olejków eterycznych. Raz w tygodniu po zmyciu szamponu nakładałam KalpiTone na skórę głowy i włosy u nasady, a na długość włosów zwykła odzywkę czy maskę. Po 0.5-1 h wszystko spłukiwałam.
Maska świetnie odświeża skór głowy i dzięki niej włosy dłużej były świeże (efekt był jednak doraźny, być może po kilku miesiącach stosowania byłyby bardziej długotrwały). Szczególnie przydatna dla posiadaczek cienkich włosów, ponieważ unosi u nasady i zwiększa objętość. Minusem może być, że trochę plącze włosy dlatego najlepiej używać w duecie z odżywczą maską (Kalpi tone na skalp, maska na włosy).
Nie zauważyłam wpływu na wypadanie, wzrost włosów, ale być może powinno stosować się ją dłużej w tym celu. Podczas spłukiwania nie zauważyłam by wypadało więcej włosów niż zazwyczaj. *MASKA DO WŁOSÓW
stosowałam przed myciem, czasem miksowałam z samym olejem (łatwo przesadzić z olejem w efekcie czego trudniej zmyć), jednak najczęściej i w ostatnim czasie regularnie (co rzadko mi się zdarza w odniesieniu do domowych zabiegów) miksowałam ją z: olejem, maską bez silikonów (Biovax do ciemnych), mgiełka proteinową Lactimilk (do czasu), dodawałam również olejków eterycznych, keratyny i gliceryny (jednak później pomijałam ostatnie). Maskę nakładałam 1-2 razy w tygodniu na 0,5-1 h.
Z efektów byłam bardzo zadowolona, włosy były niezwykle wygładzone i odżywione. Łatwiej się rozczesywały, niestety w tej postaci maska nie przedłużała świeżości włosów (nawet nie nakładałam jej na skalp). Nie ma chyba sensu się rozpisywać, po prostu dawno tak nie lubiłam się z domowymi maseczkami.

Efektów ubocznych takich jak przyciemnienie włosów, łupieżu, wzmożenia wypadania itd nie zauważyłam (zauważyłam lekkie rozjaśnienie włosów, ale to nie wina tej maski ponieważ teoretycznie może ona lekko przyciemniać włosy, radze uważać stosując na jasnych włosach).

PRODUCENT
Hesh Kalpitone jest naturalna mieszanką ziół takich jak: aloes, amla, brahmi, shikakai oraz innych ziół, które są znane od starożytności w pielęgnacji włosów. Puder rozrabiany jest jako pasta z woda lub olejem i przetrzymywany jest godzinę lub dłużej przed użyciem. Hesh Kalpotone nadaje naturalnego koloru włosom. regularne stosowanie może pomóc wzmocnić cebulki włosów lub zwalczyć problemy tj. łupież, wypadanie i przedwczesne siwienie włosów.
(Moja uwaga: nie trzeba maski odstawiać na godzinę przed użycie, jednak jeśli chce się uzyskać efekt lekkiego przyciemnienia włosów to lepiej tak postąpić.)

Zgodne z ajurwedą.

Zalecana próba uczuleniowa (nałożenie pasty za uchem, a po zmyciu obserwacja skory przez najbliższe 24h).

PODSUMOWANIE
uważam, że mieszanka ta jest idealna dla ciemnych i cienkich włosów, które pragną objętości i ograniczenia przetłuszczania się skory głowy. Oprócz tego idealna do pielęgnacji moich włosów.

Lubicie zioła lub indyjskie kosmetyki?
  • awatar blog.carolicious: kurde myślałam na pierwszy rzut oka, że to jakiś puder dla ciemnowłosych :D w sensie, że stosuje się go na coś w pudrowej konsystencji, a to do rozrabiania z wodą, maskami etc :) ale i tak bardzo ciekawy i wart wypróbowania produkt :)
  • awatar AmericanVintage: O tak, Hinduski mają przepiękne włosy ♥
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
U mnie zając był trochę spóźniony bo w sumie paczkę odebrałam wczoraj (cocolita). Oto co m.in. znalazło się w środku: *Sleek MakeUp i-Divine GARDEN OF EDEN palette: czyli paleta cieni. Oczywiście przy pierwszej okazji, czyli dzisiaj rano sięgnęłam po nią i już ją uwielbiam (bardziej mi przypadła do gustu niż Revolution). Maja bardzo dobry pigment, ładnie się blendują i jak dla mnie najważniejsze: nie osypują się. Paletkę kupiłam w promocji za 34 zł i nie żałuje mimo iż wybór był trochę spontaniczny .
*Sleek MakeUp Lip4 Lipstick palette: kolejna paletka Sleek, tym razem do ust. Przyznam, że jeszcze nie używałam pomadek w takiej formie i teraz tylko muszę upolować pędzelek, bo ten w zestawie jest malutki. $ odcienie: jeden matowy, drugi satynowy, a dwa pozostałe "standardowe". Również 34 zł (na promocji).
*MakeUp Revolution Mono U Know U Want To: kolejny odblaskowy cień, kosztował całe 3,50zl a ja mam ostatnio ochotę na soczyste kolory więc nie mogłam się potrzymać.
*W Rossmannie dorwałam grzebień do czyszczenia szczotek poduszkowych (z włosia naturalnego). Od razu wypróbowałam i po pierwszym razie jestem rozczarowana. Gałązki się wygięły a szczotka jak zakurzona tak zakurzona. Zdecydowanie w tej roli lepiej spisuje się zwykły plastikowy grzebień z szeroko rozstawionymi ząbkami. Koszt to 8 zł, mam nadzieje że nauczę się lepiej w tym obchodzić ale chyba żadnej filozofii nie odkryje. A tutaj moje pierwsze podejście do paletki na szybko. Dodam, że malowałam się przed 6 rano czyli lekko ponad 12 godzin przed zrobieniem zdjęcia (zdj. zrobione w świetle dziennym, pod oknem xd). Oprócz tego małe zakupy w Biedronce: Z 40 zł na 25 zł. Bardzo lubię takie promocje. 3 i ostatnia (chyba) część serii kryminałów autorki Harrego Pottera. Aktualnie zrobiłam sobie ban na czytanie książek (tylko dokończę Rodzinę Corleone), bo inaczej nigdy nie zabiorę się za sprawy uczelniane.

Po tych zakupach uświadomiłam sobie, że bardziej potrzebuje kupić nowy tusz, bo stary dochodzi do fazy końcowego użytkowania, niż kolejne cienie. Eh, ale może jeszcze jeden miesiąc pociągnie.

A wy skusiliście się na coś ostatnio?
  • awatar hairlovelo: @Wieczna Studentka: wlasciwie ta z Rossmanna. To jest nowosc, nie wiem czy wczesniejcos takiego istnialo ale pewnie tak. Kazdym razie ja tez nie dawno sie dowiedzialam ;d
  • awatar Wieczna Studentka: Szczoteczka do szczotki do włosów :O? Jestem tak bardzo w tyle z życiem...
  • awatar perasperaadastra81: paletka wygląda kusząco-skoro piszesz,że świetna pigmentacja to i może się skuszę:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Ta odżywka popełniła chyba jakiś rekord w kategorii najbardziej zalegający kosmetyk roku (a nawet zeszłego roku i jeszcze wcześniejszego). Z moich szacunków wynika, że już półtorej roku gości u mnie. teraz jej ilość sięga połowy fioletowej belki dolnej wiec mam nadzieje, że do końca roku ją zużyje. PAKOWNIE
czytelne, ale jakoś ta szata graficzna do mnie nie przemawia. Chyba typowa dla Nivea. Ale uwaga, seria do włosów przeszła ostatnio gruntowna zmianę opakowań, również ta odzywka (teraz: Odżywka do włosów Long Care & Repair). Jednocześnie zmianie uległ również skład ale w niewielkim stopniu.

ZAPACH
znowu typowy dla Nivea. On kojarzy mi się trochę z zapachem kosmetyków tej firmy stosowanych dobre kilka, kilkanaście lat temu. Czy ta firma zarezerwowała sobie pewne gamy zapachowe na wyłączność?

KONSYSTENCJA
gęsta, dosyć zbita, łatwo się rozprowadza. Nie jest najłatwiejsza do spłukania ale też nie jest najgorzej. WYDAJNOŚĆ
strasznie, strasznie i jeszcze raz strasznie wydajna. Używam jej od grudnia czyli jakieś 4 miesiące i boje się, że jeszcze kolejny miesiąc mi potowarzyszy. Rzadko kiedy używałam innego kosmetyku dla urozmaicenia po myciu.

DOSTĘPNOŚĆ
w sumie wszędzie, chociaż stare wersje pewnie już znikają w niepamięci. DZIAŁANIE
z założenia odzywka jest idealnie dopasowana do moich włosów: długich z końcówkami łatwo rozdwajającymi się. W konfrontacji rzeczywistość vs. obietnice producenta wychodzi następująca:
- nie wzmacnia włosów, nie nakładałam jej na skórę głowy bo źle mogło by się to skończyć; jeśli chodzi o wzmocnienie na długości to raczej działa jak każda odżywka,
- faktycznie ułatwia rozczesywanie ale ta odbudowa struktury to lekka przesada...
- jeśli chodzi o końcówki to spisała się tez średnio, na pewno ich nie zregenerowała, dzięki silikonom faktycznie lekko mogła zabezpieczać ale i tak problem rozdwajających się końcówek mnie nie opuścił, chociaż i tak nie jest to w jakiejś dużej skali (właściwie dotyczy określonych partii włosów).

Ogólnie ujmując: ułatwia rozczesywanie, odżywia i wygładza. Dla cienkich włosów może być za ciężka, czasem faktycznie miałam wrażenie że po regularnym stosowaniu przydałaby się przerwa. Bywało, że włosy były jakby za bardzo odżywione czyli smętne. Niemniej jest idealna na pogodę jessienno-zimową. Włosy są odporne na puszenie przez wiatr, zimno czy wilgoć (chociaż cudów nie oczekujmy). SKŁAD W nowej wersji przed keratyna dodano pantenol, a po lanoline (emolient). Przed olejkiem babassu dodano olej makadamia. Odzywka stała się zatem trochę bardziej emolientowa czyli nowa wersja tym bardziej była by dla mnie za ciężka. Warta wypróbowania przez włosy grube, zniszczone, spuszone, które lubią keratynę.

PODSUMOWUJĄC
odzywka działaniem dorównuje nie jednej maseczce, przy dłuższym stosowaniu może być za ciężka dla cienkich włosów. Odżywka wygładza i zabezpiecza przed zliczeniami dzięki silikonom, jednak nie odbudowuje magiczną mocą.

Próbowaliście tej odżywki lub któraś ze zmienionej wersji?
  • awatar MusicItsMyLife: nie wiem którą mam wersję :D ale fajna jest choć nie powiem ,ze nie obciąża trzeba uważać ale łatwe rozczesywanie wynagradza wszystko.Moje włosy lubią silikony
  • awatar dor0tka: miałam ją kiedyś, szału nie robiła :D
  • awatar AmericanVintage: Faktycznie z Nivea też miałam wrażenie za mocnego działania na moje włosy.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Co prawda do końca miesiąca pozostało już kilka dni ale przez nie raczej wiele się nie zmieni, a w tygodniu czasu trochę brakuje.

Wczorajsze włosowe spa. 1. Żółtko, łyżka maski Biovax do wł. ciemnych, łyżka o. łopianowego, gliceryna wymieszane razem i postawione na włosach ok pol godziny.
2. Dwukrotne mycie szamponem Eva NS tataro-chmielowym.
3. Po myciu ożywka Nivea LR na kilka minut.
4. Zabezpieczenie końcówek serum Marion.

Tym razem padło na żółtko, które już dawno nie gościło na moich włosach. Zauważyłam, że puszy moje włosy, ostatnio jednak mim włosom czegoś brakowało. Były jakby zbyt bardzo wygładzone, w takich przypadkach sięgam po proteiny.
Maseczka miała być w gruncie rzeczy prosta i faktycznie 4 składniki to chyba nie aż tak dużo (maska jako baza, żółtko proteiny, olej emiloenty i gliceryna humekantem). Efekt: Tym razem żółtko nie spuszyło włosów (a więc proteiny to był dobry wybór). Objętość jest co mnie cieszy, włosy ładnie błyszcza i łatwo się rozczesują. Jestem na taaak. Układają się oczywiście po swojemu. Na zdjęciu są po koczku.

Podsumowanie pielęgnacji.

Na wstępie chce się pochwalić. Podczas mycia włosy wypadały w nadzwyczajnie małych ilościach. Czasami frustrowałam się ponieważ podczas mycia włosy potrafiły zapełnić sitko w odpływie, a teraz taka miła zmiana. Dosłownie kilka włosów. Nie jest to kwestia raczej szamponu, bo w tym miesiącu używałam dwóch rożnych (w miesiącach kiedy wł. wypadały również). Żadnych wcierek i płukanek w tym miesiącu nie stosowałam. Jedyne co ewentualnie to mydło Sesa, które stosuje raz w tygodniu ale używam go od grudnia, a wł. nie wypadają od marca. Mam nadzieje że ten stan rzeczy będzie trwał jak najdłużej.

Nie może być jednak kolorowo. Włosy dość szybko się przetłuszczają, właściwie powinnam myć je codziennie mimo iż cały dzień są związane. Świetnie jednak ratuje mnie czerwona glinka stosowana "na sucho". Po jej użyciu mogę nawet cieszyć się rozpuszczonymi włosami bez skrępowania.

Kosmetyki z marca:
- mycie: NaturVital żeń-szeń (często z dodatkiem czerwonej glinki), Eva Nature Style tataro-chmielowa, mydło Sesa (raz w tyg.),
- odżywka: Niveal Long Repair,
- maska: Biovax do wł. ciemnych (użyta po myciu raz w tym miesiącu),
- końcówki: serum Marion,
przed myciem:
* olej łopianowy Green Pharmacy,
* maseczki z ziołami indyjskimi, Biovaxem, o. łopianowym, mgiełką Lactimilk i dodatkami (ostatnia z jajkiem chyba w ramach wyjątku),
- inne: czerwona glinka lub puder Babydream jako suchy szampon.

A na luty: Raczej bez dużych zmian. Mam nadziej, że w końcu wykończę odzywkę Nivea.

Zakupoholizm:
- nabyte: szampon Eva NS,
- zużyte: olej łopianowy GP (wczoraj), szamp. Natur Vital, Marion zabieg laminowania.

No bilans w końcu ruszył do przodu, jednak kwiecień nie będzie chyba równie udany (chociaż nie zamierzam kupować).

A jak mają się wasze włosy na wiosnę? Może moje włosy przestały wypadać bo poczuły odejście zimy.
  • awatar kajszandoo: Na luty ? a nie czasami na kwiecień ? A włosy masz prześliczne. Zazdroszczę ! Ja teraz skupiam się na wyleczeniu łupieżu, nowa woda i stres nie sprzyja temu. Oczyiście jak to przy infekcji skóry, wypadają ale nie jest tragicznie :)
  • awatar hairlovelo: @AmericanVintage: o kazde warto dbac, zeby byly zdrowe i ladne. Moim tez jeszcze wiele brakuje ;)
  • awatar AmericanVintage: Wow, widać, że masz piękne, zdrowe włosy. Warto o nie dbać!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
OHY I AHY PRODUCENTA
“Laminowanie to zabieg, dzięki któremu w szybki i łatwy sposób można uzyskać efekt doskonale prostych i wyjątkowo gładkich włosów. Składniki aktywne dodatkowo je kondycjonują i odżywiają: płynna keratyna, wnikając w głąb włosów, przyczynia się do ich odbudowy , zapewnia im zdrowy wygląd, gładkość i naturalny połysk; proteiny pszenicy pielęgnują strukturę włosów, wygładzając ją i wzmacniając; kompleks składników nawilżających gwarantuje natychmiastowe, optymalne i długotrwałe nawilżenie włosów. Zabieg powoduje, że włosy są gładkie i proste, ujarzmione i nawilżone, miękkie i błyszczące, łatwe do rozczesania. Do każdej saszetki dołączany jest czepek utrzymujący ciepło. Powoduje on wzrost temperatury, co wspomaga wnikanie składników aktywnych w strukturę włosów.”
OPAKOWANIE
saszetka 2x10ml, gdzieś tam kiedyś coś tam czytałam o większych opakowaniach ale nie sprawdzałam. "2 aplikacje" czyli pojedyncza saszetka na raz.

ZAPACH I KONSYSTENCJA
zapach był przyjemny ale nie zapamiętałam go (typowo kosmetyczny). Konsystencja gęsta i zbita, łatwo się nakładała i bardzo, bardzo łatwo się wypłukała z włosów za co plus.

DOSTĘPNOŚĆ
drobniejsze drogerie osiedlowe, sklepy internetowe, jak to bywa z produktami Marion. Cena to 2-3zł. Skład jest całkiem okey. Olej ze słodkich migdałów i proteiny pszenicy znajdują się przed silikonami> produkt raczej proteinowo-emolientowy, jeśli czyjeś włosy nie lubią protein to mogą być niezadowolone.

Działanie zabiegu chciałam porównać do działania odżywki po myciu, dlatego wylądował na włosach po myciu jak każda odżywka bez czepka.
1. Umyłam włosy szamponem NaturVital wymieszanym z rożnową glinką dwukrotnie.
2. Nałożyłam zabieg laminowania na ok. 10 min bez czepka (swoją droga w moim zestawie nie było czepka dlatego minus dla sklepu).
3. Po zmyciu nałożyłam serum na końcówki Marion orientalne olejki (z o. kokosowym). Efekt: Za drugim razem efekt był lepszy niż za pierwszym. Z pierwszego razu nie byłam zadowolona, włosy były puszyste, wręcz lekko spuszone, końcówki trochę sztywniejsze niż zazwyczaj, trochę trudniej się rozczesywały jednak błyszczały się jak zawsze i nie były przyklapnięte.
Drugie użycie dało trochę lepsze rezultaty. Włosy rozczesują się dobrze, są puszyste (może na zdjęciu wyglądają na lekko puszone po rozczesaniu ale ten efekt minął) i ładnie się błyszczą. Jednoczenie objętość nie ucierpiała a trochę się tego obawiałam bo w końcu zabieg wygładzania no i to 10 ml na raz to trochę dużo jak na moje włosy. Jestem zadowolona ale w sumie nie wiem czy skusze się kolejny raz, bo nie był to efekt przewyższający dobrze dobrana odżywkę/maskę. Większego wygładzenia nie zauważyłam, włosy też nie są idealnie proste.
  • awatar Gabrielaa: używałam ostatnio i po raz kolejny się przekonałam że moje włosy nie lubią protein tylko i wyłącznie emulienty :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Już chyba tradycyjnie, sobota to dobry dzień na zakupy, nawet te niewielkie. Rossmann:
-promocja "Babydream: kup 3, 4 gratis" no to wzięłam. W końcu mydła to produkt niezbędny więc raz dwa i będę musiala kupić znowu.
-Isana Mademoiselle Raspberry balsam do ciała: jestem ciekawa zapachu maliny , pojemność 350 ml za 9,99zł (jak na Isane mogło być lepiej xd). Chciałam kupić zwykły krem Isany, bo niedawno mi się skończył a tu patrze coś takiego nowego.
-Tołpa mleczko-nektar amarantus: co prawda produkt jest raczej przeznaczony do ciała ale ja kopiłam go z myślą o twarzy. Wersja mini, więc jak się nie spisze nie będzie problemu, 7 zł.
-Gumki ForYourBeauty: mialam już jedna taką gumkę z supełkiem i nosze ją praktycznie cały czas, dlatego bardzo miło się zaskoczyłam gdy szukałam zwykłych gumek a widzę, że i te są dostępne.

Oprócz tego: Z Lidla przygarnęłam osłonkę, jako że uwielbiam kwiaty to doniczki zawsze się przydają a ta wpadła mi wyjątków w oko. Kolorowe tasiemki ozdobne może tez się kiedyś przydadzą.

I mały zakup z wczoraj: Haruki Murakami Norwegian Wood, wydanie kieszonkowe 13 zł. Już kiedyś przeczytałam "Na południe od granicy, na zachód od słońca" (taka niebieska). Była momentami zaskakująca, chociaż z drugiej strony te zachwyty na forum są chyba trochę wygórowane. Nie wiem czemu ale mniejsze wydania czyta mi się lepiej. A obecnie czytam: Pierwsza jest trochę... niezbyt intrygująca, a druga wręcz przeciwnie, wkręciła mnie, ale w końcu to Puzo (oh, ah...<333). Może ktoś czytał którąś z powyższych?

Wczoraj jeszcze udało mi się upolować fajny kardigan w H&M za 40 zł. Była ostatnia sztuka i to akurat S (też tak macie, że ciuchy z H&M mają inną rozmiarówkę i teoretycznie kupujecie o rozmiar mniejsze?). W stylu "indiańskim". Zazwyczaj nie mam szczęścia na wyprzedażach więc nawet nie chodzę (lepiej mi idzie w lumpeksach) a tu taka miła okazja.

Upolowaliście coś fajnego ostatnio? (Nie orientuje się za bardzo, jest teraz okres na wyprzedaże?)
  • awatar Gabrielaa: balsam z isnay ma śliczne opakowanie no i pompka praktyczne też :)
  • awatar dor0tka: zaciekawił mnie ten balsam z isany, daj znać jak się sprawuje ;) też polubiłam te gumki do włosów, jak dla mnie idealne :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Uf, w końcu udało mi się coś zużyć. Z wpisów wynika, że ostatni szampon zużyłam 3 miesiące temu. No dobra, tego jeszcze do końca nie zużyłam, bo zostało mi jeszcze trochę w buteleczce wymieszane z glinką. OPAKOWANIE
solidne, funkcjonalne: widać ile zostało i ewentualnie można postawić do góry nogami. Sama stylistyka trochę ma sugerować, że to produkt naturalny, reszta to chyba kwestia gustu.

ZAPACH
nie jest typowo ziołowy, nie utrzymuje sie na włosach. Przyjemny i delikatny ale trudno mi go określić.

KONSYSTENCJA
dość gęsta, przy końcówce szampon powoli "toczył" się ku otworowi dlatego lepiej postawić go wtedy na zakrętce. Kolor to perłowy biały, a ja jakoś nie przepadam za perłowymi szamponami...

DOSTĘPNOŚĆ
wiem tylko o Drogeriach Natura, w promocji kupiłam za 12 zł/300ml.

SKŁAD Opakowanie głosi, że szampon jest "wolny" od barwników, parabenów, olejów mineralnych i silikonów, a zawiera organiczne, certyfikowane ekstrakty. Skład jest raczej przeciętne, ekstrakty zostały pogrubione więc widać jak wysoko się znajdują, niestety zawiera polyquaternium 11, który jest substancją filmotwórcza, czego wole unikać w szamponach.

DZIAŁANIE
Może zacznę kolejno od tego co obiecuje producent. Nie zauważyłam wzmocnienia włosów, owszem zdarzało się, że włosy nie wypadały przy myciu ale też i czasem wypadały. Nie sadze aby ten szampon miał na to wpływ ale tez nie używałam go regularnie dłuższy czas.
Nie mam wrażliwej skory głowy, ale tez nic mnie w tym szamponie nie podrażniło.
Czy pielęgnuje włosy? Szampon? (Czy muszę w ogóle odpowiadać?)
Puszystości i zwiększenia objętości tym bardziej nie zauważyłam. Wręcz przeciwnie, może nie powodował przyklapu ale minimalnie objętość zmniejszył.
Oprócz tego: dosyć dobrze zmywa maski, oleje. Łatwo się spłukuje i dobrze pieni. jest wydajny i niewiele go potrzeba. Nie przedłuża świeżości włosów. Nie plącze ale tez bez odzywki go nie stosowałam. PODSUMOWUJĄC
szampon trochę denerwował mnie po dłuższym używaniu dlatego często go odstawiłam, głownie dlatego że w nie dużym, ale zauważalnym stopniu pozbawiał objętości i świeżości włosów u nasady. Włosy się przyzwyczajały do niego. Jako że mam cienkie włosy jest to dla mnie sprawa pierwszorzędna dlatego nie zdecyduje się ponownie na ten szampon. Myślę, że jest po prostu przeciętny.

Ciekawe jak słynna maska aloesowa się u mnie spisze, na razie czeka na swoją kolej.
  • awatar MusicItsMyLife: też mnie nie zauroczył-wolę ten niebieski od wypadania,jest super
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dzisiaj trochę o produkcie, który zna każdy chociażby tylko z widzenia. Pol litrowe kremy od Isany maja pewnie tyle samo sprzymierzeńców co przeciwników. OPAKOWANIE
prosty, plastikowy słoiczek o pojemności pol litra. Łatwo się odkręca nawet kiedy mam śliskie ręce do kremu.

ZAPACH
o tak! Jest świeży, owocowy (chyba przeważa nuta granatu) i słodki ale nie mdły czy zbyt intensywny. Niestety nie utrzymuje się na skórze, ale dzięki temu nie kłoci się np. z perfumami.

KONSYSTENCJA
jest dosyć rzadka przez co jednocześnie szybko się wchłania i dość łatwo się smuży jeśli nałożymy go w zbyt dużej ilości. Można by wtedy go tak wsmarowywać w kółko, ale pozostawiony na skórze sam sobie szybciej wchłonie. Wydajny. Barwę ma... kremową.

DOSTĘPNOŚĆ
Rossmann, bywa w promocji od czasu do czasu.

SKŁAD OD PRODUCENTA
Isana krem do ciała Owoc Granatu i Figa został specjalnie opracowany do pielęgnacji skóry suchej. Bardzo skutecznie działający pantenol pomaga utrzymać równowagę wilgotności skóry i w ten sposób chroni ją przed wysuszeniem. Ekstrakt z owocu granatu wzmacnia to działanie i zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry. Specjalna formuła pielęgnacyjna zawierający pełny witamin ekstrakt z figi i bogate w składniki masło shea rozpieszcza skórę, a łagodny zapach kremu uwodzi zmysły. Krem do ciała dobrze się rozprowadza i szybko się wchłania, nie pozostawiając klejącej warstwy na skórze. Bez olejów mineralnych, silikonów i parabenów. Tolerancja przez skórę potwierdzona dermatologicznie- pH przyjazne dla skóry. DZIAŁANIE
najkrócej mówiąc krem jest lekki. Dla skóry suchej mógłby być niewystarczający.
I to by było na tyle jeśli chodzi o jego docelowe stosowanie. Oprócz tego krem jest bardzo wszechstronny, bo oprócz kremu do ciała możemy używać go jako kremu do włosów. To dobra alternatywa dla tych którzy nie przepadają za olejami (lepiej nakładać go na wilgotne włosy).
Jednak podstawowym zadaniem mojego kremu był demakijaż. Świetnie spisuje się w roli mleczka do demakijażu. To jeden z tych kosmetyków na które nie warto wydawać więcej pieniędzy ponieważ na skórze jest dosłownie chwile. Ma oczyszczać i nie podrażniać. I ten krem spełniać te warunki.
Nigdy nie byłam przekonana do płynów micelarnych itd. Ot po prostu konsystencja mleczka bardziej mi odpowiada. Tak oto moim stałym gościem na półce było mleczko BbBeaytu (różowe, z Biedronki), po którym niestety skóra w okolicy oczy lekko szczypała. Następny był Garnier, również różowa wersja. Tu okey, ale alkohol denaturowy na wysokim miejscu w składzie w produkcie który ma kontakt z oczami. No way. Były jeszcze mleczka Celii: strasznie rzadki, a później Ziaji i Farmony (borowinowy czy jakoś tak), obydwa na parafinie, również rzadkie. Oto krotka historia dlaczego padło na Isane.
Co prawda nie najlepiej radzi sobie z eyelinerami w żelu, ale mogę mu to wybaczyć, bo równie dobrze radzi sobie nawet z tuszami do rzęs jak każde inne mleczko.
Wcześnie wypróbowałam mleczko do rąk Isany z bawełną (biało-błękitne opakowanie z pompką) i nadaje się równie dobrze, a opakowanie jest trochę wygodniejsze.

Ah no i ostatni plus. Używając tego kremu jakoś podświadomie ciesze się, że nakładam kosmetyk do pielęgnacji, a nie do oczyszczania (chociaż w tym drugim celu).

Zawsze stosujecie kosmetyki zgodnie z ich przeznaczeniem?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dzisiejszy post trochę misz maszowy. Być może większość z was zna listy koncernów/kosmetyków do których podam linki, jednak uważam, że jest to całkiem przydatne i mimo wszystko publikuje.

UFC Que Choisir - organizacja konsumencka z Francji opublikowała listę toksycznych produktów, których duża cześć z nas stosuje na co dzień. Wśród nich są pasty do zębów, żele pod prysznic czy tusze do rzęs, a także - uwaga - kilka produktów dla niemowląt.

Czasem sprawdza się zasada, że tańsze kosmetyki mogą być równie dobre i czasem nie warto przepłacać za markę. ja tylko jeszcze bardziej zniechęciłam się do niektórych firm.

http://test-comparatif.quechoisir.org/ingredients-indesirables-167993/

Następne dwa linki to listy produktów (nie) testowanych na zwierzętach. Tutaj znowu nie zabraknie wielkich koncernów kosmetycznych, drogeryjnych jak i katalogowych. Warto chociaż pobieżnie przejrzeć by wiedzieć. Przykładowo Head&Shoulder testuje na beagle'ach. A Ty narażałbyś swojego psa by sprawdzić drażliwość szamponu, skoro można się obejść bez tego?

http://notest.pl/listy

Wizaż: http://wizaz.pl/forum/showthread.php?t=600483

Z dobrych wiadomości Make up Revolution nie testuje na zwierzętach, więc mogę z czystym sumieniem stosować moje cienie, które już zdarzyłam bardzo polubić. Pierwsze podejście do neonowej pomarańczy. Obydwa zdjęcia są zrobione w świetle dziennym, jednak pierwsze wydaje mi się zbyt jaskrawe. Kolor jest o ton łagodniejszy, po całym dniu noszenia na powiece trochę stracił na intensywności ale i tak jestem zadowolona ponieważ cień nakładałam bez jakiejkolwiek bazy. Będę bawić się dalej. Pierwsze wrażenie zaliczone pozytywnie.

A tak się kończy babranie w farbach.

Wtf? Skąd to się tu wzięło?

Mam nadzieje, że też patrzycie surowym okiem na firmy testujące na zwierzętach i ich unikacie szkoda, że tak mało się o tym mówi.

Pees. jak już publikuje linki to dodam jeszcze stronę na której można zbadać dany składnik kosmetyku: co się kryje dokładnie pod jego nazwa, dozwolona ilość stężenia i bezpieczeństwo:
http://www.kosmopedia.org/encyklopedia - polecam również artykuły.

Tutaj o poszczególnych toksycznych substancjach: http://luskiewnik.strefa.pl/acne/toksyny.htm - tutaj jednak z przymrożeniem oka, trzeba by chyba nakładać codziennie litrami pewne substancje albo być wyjątkowym pechowcem uczulonym na dany skalnik aby brać niektóre zagrożenia na tak dużą skale.

Edit1: Zapomniałam dodać - z firm nie testujących na zwierzętach będą POLSKIE KOSMETYKI.

Edit2: Cień Revolution jest idealnie matowy i pozostaje taki do samego demakijażu.
 

 
Niedawno odebrałam paczkę, a tam same dobroci. Mianowicie zaległy prezent na imieniny. Oprócz tego wczoraj będąc w jednej z "osiedlowych" drogerii ne mogłam się powstrzymać i zrobiłam sobie mały prezent na dzień kobiet. Same potrzebne rzeczy. "Kolorówki się nie zużywa, kolorówkę się używa" jak mówi staropolskie przysłowie, ja się tylko dostosowuje. *Eva Nature Style szampon tatro-chmielowy: od jakiegoś czasu miałam chętkę na porządny szampon ziołowo-oczyszczający. Wcześniej bardzo lubiłam Barwe Naturalną też tatro-chmielowy ale jakoś nie spieszyło mi się z zakupem. Wydaje mi się, że Eva ma ładniejszy skład chociaż wniosek ten opieram tylko na mojej pamięci / niecałe 4 zł.
*Make up Revolution Iconic 3 cienie do makijażu: już dawno chciałam ta paletę zamówić a tu uśmiecha się do mnie z półki sklepowej / 23 zł. *Golden Rose Velvet Matte Matowa Pomadka Do Ust 13: o intensywnym kolorze fuksji. Dużo dobrego słyszałam na temat tych pomadek więc za ta cenę uznałam, że warto wypróbować / 10zł.
*Make up Revolution: pojedyncze cienie o intensywnych kolorach, mam nadzieje że pigment będzie równie wyrazisty. Zbliża się lato i tak mnie jakoś pokusiły / 5 zł za sztukę.
*NYC pojedynczy cień: miał być o równie intensywnym odcieniu co poprzednie, a jest... po prostu różowy, więc oddałam mamie / ok. 4 zł.
*Ecocera puder ryżowy: wykończyłam już puder ryżowy Pierre Rene i przypadł mi do gustu więc czas wypróbować inne / 15 zł.
*Catrice pędzel do smokyeyes: właściwie zależy mi tylko na tej końcówce do eyelinera, ponieważ mam eyelinery w żelu i zamierzam się za nie wziąć.
*Pedzel Hakura H24: pędzel do bracera, różu i rozświetlacza: nie do końca jestem przekonana do produktów 3w1 ale jak na moje potrzeby w tej kategorii powinien być wystarczający.

Znacie? Macie? Co sądzicie?
  • awatar perasperaadastra81: paletka revolution <3
  • awatar chora duszyczka: daj znac jak pojedyncze ciennie sa napigmentowane. ja mam z mur paletke 100 cieni jestem z niej zadowolona, choc takich oczojebnych tam nie ma
  • awatar hairlovelo: @Gabrielaa: ja wlasnie czesto maluje oczy wiec mam slabosc do cieni ;) @AmericanVintage: I jaki trafiony ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
W ostatnim miesiącu miałam bardzo mało czasu na pielęgnacje przed myciem. Włosy olejowalam rzadziej niż raz na tydzień, wczoraj postanowiłam trochę to nadrobić. 1. Naolejowałam włosy o. kokosowym Vatika na ponad godzinę, może dwie.
2. Trzy czubate łyżeczki ziół Kalpi Tone rozmieszałam w przegotowana woda, dodałam łyżkę mgiełki Lactimilk (proteiny), łyżkę maski Biovax do wł. ciemnych, kilka kropel gliceryny (humekant), olejku cedrowego i z drzewa herbacianego. Wymieszałam i nałożyłam na włosy.
3. Po ponad pól godziny umyłam włosy szamponem Natur Vital (wcześniej, cały miesiąc stosowałam Białe Mydło Agafii).
4. Nałożyłam odżywkę Nieva Long Repair na kilka minut.
5. Zabezpieczyłam końcówki serum silikonowym Marion.

Dzisiaj rano wyszczotkowałam włosy nową szczotką Kult z włosia dzika i wyszło tak: Włosy nie są przyklapnięte, błyszcza się na całej długości chociaż może tego nie widać na zdjęciu (ale to tez nie jest jakiś super błysk jak w reklamach). Rozczesywały się dobrze i są przyjemnie mięsiste w dotyku.

Podsumowanie stycznia:
-po miesięcznym stosowaniu płukanek z mydlnicy lekarskiej skóra głowy raz była w lepszej w kondycji a raz w sumie bez zmian. Być może pod sam koniec miesiąca skóra już się przyzwyczaiła. Niemniej czasem faktycznie włosy były dłużej świeże, i zdarzało się, że mniej wypadały.

Inne produkty które stosowałam:
-do mysia: Białe Mydło Trawy i Zioła Agafii, mydło Sesa (ok. raz w tyg.),
-po myciu: odzywkę Nivea Long Repair, raz czy dwa Cece of Sweden Cherry&Keratin,
-przed myciem: olej łopianowy, maseczka wszystko-i-nic (mniej więcej taka jak wyżej),
-końcówki: serum Marion orientalne z o. kokosowym,
-inne: różowa glinka Fito spisywała się świetnie w roli suchego szamponu co wykorzystała 2 czy 3 razy (idealnie wtapiała się w mój kolor włosów).

Plan na luty:
-płukanki zastąpię wcierką,
-Białe Mydło zastąpię szamponem Natur Vital,
-olej łopianowy zastąpię o. kokosowym,
-reszta chyba bez zmian.

Zakupoholizm:
-nabyte: szampon aktywator wzrostu Babuszki Agafii (saszetka 100 ml),
-zużyte: brak.

Bilans znowu nie najlepszy, mam nadzieje, że w tym miesiącu uda mi się coś zużyć (liczę co najmniej na szampon i odzywkę Niveai, które chyba się mnoży w tym opakowaniu).

Czy u was zużywanie tez jest takie czasochłonne?
 

 
Jednym z powodów dla których lubię sobotę to m.in. to, że jest dniem zakupów. Nie pamiętam kiedy miałam wolną sobotę więc jak już się zdarzy to lubię ją wykorzystywać. Ale tym razem same potrzebne rzeczy, bo ban na produkty do włosów trwa. Żele pod prysznic, bo to w sumie zawsze się zuzyje. Cien bo ładnie pachnie, Babydream bo był w promocji za 9 zł/500ml i jest łagodny dla skóry, Dove bo ładnie pachnie, też nie jest typowym "rypacze" i również był w promocji za 9 zł/500ml. ostatnio poluje na pasty bez fluoru. Dlaczego? Głownie przekonał mnie argument, że fluor potrzebny organizmowi w minimalnych ilościach dostarczany jest w zbyt dużych ilościach z otoczenia m.in w zanieczyszczonym powietrzu, w wodzie do której jest dodawany. Więcej nie zawsze znaczy lepiej i nadmiar może szkodzić bardziej niż niedomiar. Upolowałam jakiś czas temu w aptece pastę Ziaji 75ml/8 zł, a dzisiaj w Rossmannie Himalaye również 75ml ale za 11 zł. Wydaje mi się również, że to jedne z bardzo nielicznych past bez fluoru dostępnych "od reki". Jednak to co najbardziej ucieszyło mnie to nowa szczotka z włosiem dzika i naturalnego drewna za 10 zł! Szczotka posiada certyfikat FSC czyli: drewno z prawidłowo zarządzanych lasów. Bardzo podobna szczotka, wręcz teoretycznie identyczna wpadła mi później w oko w Rossmannie, za cenę ponad trzykrotnie większą. Szczotkę kupiłam w Aldim, były jeszcze inne wersje tj. okrągła (kształt walca), wąska i owalna. oprócz tego nazbierało mi się kilka książkowych nowości. Reportaż Barbary Włodarczyk dostałam na imieniny. Książkę Swietłany Aleksjewicz, zeszłorocznej Noblistki dorwałam w Biedronce za 25 zł (nie mogłam się oprzeć takiej obniżce), natomiast kolejna cześć "Ojca Chrzestnego", Maria Puzo również była podarunkiem, tym razem bez okazji.

Oprócz tego zasiałam zioła i już nie mogę się doczekać co z tego wyrośnie. Boje się tylko zostawiać na noc na balkonie żeby nie zmarzły.

A u was co nowego?
  • awatar hairlovelo: @dor0tka: za ta cene co rossmann proponuje to predzej bym kupila cala z drewna niz z ta gumowa wkladka ;) @Orzeszkowa<3: mnie TT jakos nie przekonal ;) @chora duszyczka: zazwyczaj unikam past wybielajacych, himalaye wybralam tylko ze wzgledu braku fluoru ;)
  • awatar chora duszyczka: używałam kilka miesięcy himalayi i może widać było, gdy wróciłam później do blanxa że zęby mi zżółkły, mimo że teoretycznie jest wybielająca. jest ok, ale zamiennie z czymś lepszym np blanx
  • awatar Orzeszkowa<3: Ja do włosów używam Tangle Teezera, ostatnio gdzieś wygrzebałam szczotkę z włosia dzika, ale jakoś mi już nie pasuje (używałam jej przed kupnem Tangle Teezera). Z książek najnowszą mam "Sekrety urody Koreanek", którą dzisiaj zaczęłam i przeczytałam już połowę :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Serum do twarzy to jeden z tych kosmetyków, które późno wprowadziłam do codziennej pielęgnacji. Można by powiedzieć, że w sumie po co, skoro wcześniej się nie używało to pewnie zbędny. Trochę podzielałam takie podejście, a teraz stosuje go dwa razy dziennie. OPAKOWANIE
Szklany flakonik z pipetką. Złota etykieta i pociemniałe szkło bardzo dobrze się ze sobą komponują. Z pipetką jest już trochę gorze. Działa tak jak powinna, ale niestety zakrętka popękała. ZAPACH
właściwie nie wyczuwalny.

KONSYSTENCJA
jak na serum przystało trochę taka zagęszczona woda. Bardzo łatwo się rozprowadza, szybko się wchłania. Opakowanie stosuje ponad 5 miesięcy i dobiega powoli dna.

DOSTĘPNOŚĆ
zakupu dokonałam w Hebe w promocyjnej cenie: 14 zł (chyba z 20). Zauważyłam, że marka powoli zdobywa popularność, więc myślę, że i w drogeriach internetowych dostanie się bez problemu. DZIAŁANIE
serum stosuje rano jak i wieczorem pod krem. Rano jest to lekki krem, a wieczorem Nivea Care.
Serum nie powoduje, że krem wchłania się dłużej, nie powoduje też, że cera szybciej się błyszczy. Spisał się na mojej odwodnionej skórze, dzięki czemu krem po nałożeniu nie szczypał.
Jeśli chodzi o jego działanie nawilżające to solo jakoś nie skradł mojego serca, ale w duecie z kremem podbija jego odżywcze właściwości.
Oprócz tego nie zauważyłam jakichś nie przyjemnych niespodzianek w postaci wyprysków po stosowaniu serum. Ponieważ jest lekkie również nie zapycha.

SKŁAD PODSUMOWUJĄC
jestem na tak i z chęcią sięgnę po inne produkty tej marki w przyszłości.
  • awatar MakeCoffeeNotWar: @Mi ki <3: ...leżąc na cegłach...hehe?
  • awatar Mi ki <3: Wszelkie kwasy i olejki zdobywają teraz popularnosc to szukanie antidotum na wieczną młodość hehe każdy pragnie być piękny ^^
  • awatar JaramSieRapem: Muszę kiedyś spróbować :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 


She wore blue velvet
Bluer than velvet was the night
Softer than satin was the light
From the stars

She wore blue velvet
Bluer than velvet were her eyes
Warmer than May her tender sighs
Love was ours

Ours, the love I held tightly
Feeling the rapture grow
Like a flame burning brightly
But when she left
Gone was the glow of blue velvet

But in my heart there'll always be
Precious and warm the memory
Through the years
And I still can see blue velvet
Through my tears

Blue velvet
...
She wore blue velvet
...

Podoba mi się w wykonaniu Lany Del Ray, ale Bobby Vinton brzmi jak anioł.

**Nowości** (niech mi zostanie wybaczona jakość zdj.)
*Wibo paleta do konturowania twarzy: prasowany puder matujący w kamieniu (czy może w tym odcieniu zwykły bronzer?), rozświetlacz na kości policzkowe, róż do policzków. 10g
*Wibo błyszczyk powiększający z papryczką.
Oba produkty dostałam z okazji imienin, o ile błyszczyków nie cierpię (zatem przekaże go dalej znajomej), o tyle twarzy wcale nie konturuje. Jednak paletka mnie cieszy, chodziłam z zamiarem zakupienia podobnej, teraz tylko pędzel muszę kupić. I ogarnąć to.
Zakupy z początku miesiąca, ale dopiero teraz się załapią:
*czerwona glinka afrykańska: glinek nigdy mało (oprócz maseczki na twarz, spróbowałam użyć jako suchy szampon i jestem pod bardzo pozytywnym wrażeniem, już ją uwielbiam),
*Fito glinka kambryjska - (3,50/100g),
*szampon - aktywator wzrostu Babuszki Agafii (2,99/100ml).

Walentynkowe: (bransoletki bardzo mi się podobają, chociaż nie do końca ich urok został uchwycony, na razie nie miałam okazji ich założyć). I wyjątkowo smaczne czekoladki: To moja ostatnia książka przed Zaliczeniem Systemów Politycznych i I rozdziałem pracy licencjackiej.

"Sycylijczyk" Mario Puzo: kontynuacja "Ojca chrzestnego". Sycylijczyk wykracza poza wyrafinowany świat nowojorskiej mafii. Akcja dzieje się na zacofanej Sycylii, gdzie biedota jest skazana na łaskę mafii i elit rządzących, które pozostają ze sobą w ścisłym związku. Głównym bohaterem staje się zupełnie nowa postać. Książka opiewa o wzruszających losach Guiliana: sycylijskiego Robin Hooda, buntownika, a jednocześnie bandyty.
Myślę, że w przypadku tej książki nie warto się rozpisywać, a po prostu przeczytać. Historia rodem ze średniowiecznej pieśni ku chwale bohatera, ale czas akcji jest znacznie zbliżony (1943-1950). Krzywdzące byłoby porównywanie jej do "Ojca chrzestnego", chociażby ze względy na miejsce akcji czy części bohaterów, natomiast tematyka mafii pozostaje nietknięta.
***
Ostatnio mam mało czasu na pielęgnacje włosów. Zwykle przed myciem nie mam tyle czasu na olejowanie ile bym chciała (czyli minimum godzinę), więc szybko sporządzam sobie maskę ze wszystkiego co mam pod ręka. taka maseczka działa intensywniej dzięki czemu nie muszę z nią przesiadywać godziny czy dłużej: Zainspirowana serum olejowym popularnym w blogosferze użyłam: łyżkę mgiełki proteinowej Lactimilk, łyżkę maski Biovax do wł. ciemnych, niecała łyżkę oleju łopianowego, dodałam po kilka kropel gliceryny, keratyny, olejku z drzewa herbacianego i cedrowego, na koniec wsypałam jeszcze dwie łyżeczki Kalpi Tone.

Z braku czasu rano nie zrobiłam zdjęcia, później nie było sensu po całym dniu noszenia warkocza. Mimo to włosy były błyszczce, miękki i łatwo się rozczesywały. Z maseczka wszystko-i-nic zostanę chyba na dłużej, pozwala zużyć zalegające kosmetyki, dostarczyć kilka rodzajów składników naraz (w moim przypadku: humekanty, emolienty, proteiny, zioła) i dać przyjemne efekty. Cytat na zakończenie, "Białe zęby".
  • awatar MyOwnWorld: Chciałam kupić paletkę jednak nie podoba mi się to że rozśwetlacz jest taki perłowy, wolałabym mat.
  • awatar dor0tka: oo, "Białe zęby" mam na liście do przeczytania :) wystarczył fragment, już wiem, że warto ;) powodzenia z pisaniem licencjatu :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Tak jak w tytule dzisiaj ciąg dalszy, jednak część z poniższych produktów stosuje również do Twarzy czy ciała. Zacznę od najliczniejszej grupy czyli od olejów (gdy podliczyłam trochę się przeraziłam, że aż tyle się uzbierało, na szczęście większość są objętości max. 15 ml/opakowanie).

OLEJE 1. Alterra olejek do twarzy Bio Granat: ten olejek stosowany na twarz nie przekonał mnie, dlatego czeka na swoją kolej do zużycia na włosy. Nie mogę się doczekać kiedy się do niego zabiorę (aktualnie kieruje się datą ważności xd) bo olejki Alterra zawsze służyły moim włosom i zawsze ładnie pachną.
2. Olej awokado: nie używany.
3. Olej makadamia: ten n/u, wczesnej zużyłam mniejsza saszetkę ale nie do włosów i byłam zadowolona.
4. Olej łopianowy Green Pharmacy: dla moich cieniasków wydaje się czasem zbyt ciężki i zdarzał się, że go nie domyłam, mimo wszystko to już któreś opakowanie. Być może ostatnie na jakiś czas ponieważ zauważyłam, że ostatnio włosy po jego użyciu są lekko spuszone (przy myciu bez olejowania i samej odzywce zauważyłam wygładzenie, więc to spuszenie to jego sprawka).
5. Olej arachidowy: kiedyś bardzo go lubiłam ale po prostu mi się znudził, włosy były mięsiste i nieobciążone, nie strączkowały się. Obecnie jego data ważności dawno minęła ale konsystencja nie uległa zmianie więc czeka aż go zużyje.
6. Olej kokosowy Vatika nierafinowany: ulubieniec, również na brwi/rzęsy, same końcówki czy nawet twarz.
7. Olej marchewkowy: ma poprawiać koloryt skóry, na razie stosuje go niezbyt regularnie ale jest przyjemny.
8. Olej tamanu: zapachowy odpowiednik kozieradki, jednak w połączeniu z o. marchewkowym zapach zanika.
9. Olej rycynowy: niezastąpiony na rzęsy i brwi. Na same włosy zbyt tępy i ciężki jednak może kiedyś znowu podejmę probe nanoszenia go na skalp.
10. Vatika krem na noc: odżywczy krem do włosów, który stosuje od czasu do czasu ponieważ przy częstym stosowaniu mógłby nadbudowywać się. Po prostu lubię.
11. Receptury Babuszki Agafii o. na porost włosów: n/u.
12. Olej cedrowy: o. eteryczny: przyjemny dodatek do domowych maseczek, wcierek czy szamponów, jednak nie stosuje go regularnie.
13. Jak wyżej + wszelkiego rodzaju blizny, ukąszenia, wypryski czy otarcia na stopach latem.
13. Olej marula: nie skradł mojego serca, więc leży i czeka na swoja kolej.
14. Olej arganowy: czeka na swoją kolej ponieważ od czasu do czasu lubię jego działanie na włosach, wcześniej stosowałam również na twarz i był całkiem całkiem. Lubie jego działanie na skórze nóg po depilacji: koi i przyspiesza regeneracje (podobnie jak makadamia). MGIEŁKI / WCIERKI
1. Lactimilk mgiełka proteinowa przyspieszająca wzrost włosów: przez jakiś czas stosowałam ja na skalp ale ponieważ nie zauważyłam mniejszego wypadania to darowałam sobie, natomiast lubię ja stosować pod olej. Nie mam wobec niej dużych wymagań, wystarczy że jest bogata w proteiny. jedyny minus to zapach trochę taki "chemiczny".
2. Jantar: hit czy kit? Przy trzecim opakowaniu nadal tego nie wiem, może wezmę się za niego w przyszłym miesiącu.
3. W opakowaniu po płynie pokrzywowym jest DIY wcierka z sokiem z czarnej rzepy, czosnku i cebuli. Śmierdziuch totalny, nie zauważyłam jakiegoś efektu przy stosowaniu przed myciem więc zaniechałam stosowania. Czeka na swoją kolej.

PÓŁPRODUKTY
1. Gliceryna.
2. Keratyna hydrolizowana.
Używam je pod oleje, dodaje do domowych maseczek, ale tak naprawdę ciężko mi zauważyć po nich efekt, w każdym razie na pewno nie szkodzą więc fajnie urozmaicają pielęgnacje (jeśli wykończę to chyba się nie zdecyduje na kolejne opakowanie, ponieważ wydają się trochę zbędne). 1. Glinka różowa himalajska: czyli połączenie białej glinki z czerwoną.
2. Biała fito-glinka.
3. Żel z aloesu: miałam zamiar stosować go na skórę głowy ale z braku czasu ląduje tylko na twarzy, chyba jeszcze za krotko i zbyt regularnie go stosuje by zauważyć efekty.
4. Glinka czerwona.
5. Glinka ghassaul.
6. Hesh amla w proszku.
7. Hesh kalpi tone: mieszanka ziół, która bardzo lubiłam stosować na skore głowy ponieważ przedłużałam świeżość włosów i odbijała u nasady, na razie jednak zrobiłam małą przerwę w jej stosowaniu.

Oprócz tego cierpię na czasowy przykurcz. powinnam pisać pierwszy rozdział pracy licencjackiej, uczyć się na tyrański egzamin, a zamiast tego dostaje beznadziejne zmiany w pracy do 21 (są to dla mnie najgorsze zmiany ponieważ zapełniają mi cały dzień praktycznie). Eh, eh tak bym mogła się użalać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Było podsumowanie roku, było podsumowanie pielęgnacji to i przyszedł czas na podsumowanie kosmetyków. Tak sobie kupuje i pomału zużywam z czego pewnie 4/5 leży i się kurzy. Doszłam nawet do wniosku, że nie rzecz w tym że lubię używać kilka kosmetyków na raz (czasami faktycznie, ale na dłuższa metę mnie to męczy, zazwyczaj lubię mieć jakiś wybór ale i tak stawiam na najczęściej stosowane kosmetyki w ostatnim czasie) ale w tym, że ja podrostu lubię mieć wszystkiego dużo. Ot taki zbieraczy charakter chyba mam. Niemniej takie podsumowanie czasem pomaga w powstrzymywaniu się przed kolejnym zakupem.

SZAMPONY 1. Mydło Sesa: zauważyłam, że najlepiej sprawdza się stosowane co kilka myc np. raz w tygodniu. Pod rząd jego działanie jest tylko trochę ponadprzeciętne. Uwielbiam.
2.Yves Rocher: przykład na to, że to co zachwalane przez większość nie zawsze się sprawdza. Szampon po prostu nie domywa moich włosów, więc o żadnej objętości nie może być mowy. Czeka na kolejne szanse.
3. Natur Vital żeń szeń: przeciętniak, myślę że gdyby nie polimer w składzie działał by o wiele lepiej, bo dobrze domywa, objętość jest okey ale jakoś ze świeżością coś jest nie tak.
4. Henna Shampoo: jeszcze nie używany.
5. Ziołowa nalewka Bania Agafii: n/u.
6. Aktywator wzrostu BA: n/u.
7. Planeta Organica szamp. prowansalski: obawiam się, że delikatne szampony nie są dla mnie, czeka na kolejne szanse.
8. Planeta Organica czarna, marokańska glinka myjąca: użyłam zaledwie kilka razy, czeka na swoja kolej. Jestem ciekawe jak działa przy ciągłym stosowaniu.
9. Białe mydło Zioła i Trawy Agafii: aktualnie stosowany, dobrze myje, super się pieni i dobrze się zmywa, dla samych włosów jakby jest delikatniejszy, jednak jak na tak ziołowy skład to spodziewałabym się chociaż minimalnego przedłożenia świeżości włosów.

MASKI 1. Zabieg laminowania Marion: w sumie to nie jest typowa maseczka, czeka na swoja kolej a moją wenę (ostatnio wole nie ryzykować).
2. Natur Vital maska aloesowa nawilżająca: n/u.
3. Seri miód&migdały: n/u (w sumie raz jej użyłam przed myciem więc ciężko się wypowiedzieć).
4. Biovax do włosów ciemnych: mam naprawdę mieszane uczucia. Z jednej strony nie obciąża, czasami działa dobrze, a czasie jakby była za lekka i powoduje puch, raz nawet obciążyła włosy w nieestetyczny sposób.
5. Kallos Hair Botox: n/u.
6. Maska wenedyjska Planeta Organica: n/u.
7. Maska ziołowa Sto Traw: na razie się nie wypowiem.
8. Farmona bamboo&oils: n/u.
9. Bioetika maska z proteinami: bardzo dobra maska dla włosów, które lubią proteiny. Mimo braku silikonów i skromnego składu nie jest za lekka. ODŻYWKI 1. Cece of Salon Keratin&Cherry: nie przepadam za ta odzywką ponieważ wysoko w składzie ma alkohol denaturowy i jakoś nie mogę się przełamać by jej użyć po myciu. Za to zużyłam większość opakowania na emulgowanie oleju ale to też nie skradło mojego serca.
2. Yes To Cucumber: n/u.
3. Nivea Long Repair: używam jej prawie po każdym myciu i w przeciągu dwóch/trzech miesięcy zużyłam pól opakowania, działanie jest naprawdę zadowalające, myślę tez że jest odpowiednia na zimową/jesienną pogodę: puch, plątanie, wiatr, zimno/ciepło, deszcze - jakoś się przed tym broni. 1. Bioetika jedwab na końcówki.
2. Sessio Chantall serum arganowe.
3. Marion orientalne oleje z olejem kokosowym.
3. Argan oil serum z olejem arganowym.
Opinia będzie zbiorcza ponieważ według mnie są to bardzo podobne produkty. Wszystkie mają dobry skład i dosyć niską cenę. Dobrze zabezpieczają końcówki jednak najlepiej spisuje się tutaj Chantall. Bioetika zawierająca proteiny nie będzie wszystkim pasować. Wszystkie okropnie wydajne dlatego nie pamiętam kiedy kupiłam które z nich, chyba dosłownie kilka lat temu. Na domiar złego Marion i ArganOil dostałam więc tak sobie zużywam wiekami...


W drugiej części będą pozostałe produkty, które używam częściej lub bardziej. Jeśli znacie któryś z powyższych kosmetyków to czekam na wasze opinie. Oczywiście kiedyś, z czasem pojawią się pełnowymiarowe recenzje.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
W ostatnim czasie, no dobra, nie w ostatnim, mój czas wolny w domu spędzam przy książkach (ewentualnie w internecie). Mogę nawet z czystym sumieniem posunąć się do stwierdzenia, że poświęcam książkom więcej czasu niż włosom.

Robert Galbraith "Wolanie kukułki" "Wolanie kukułki" to pierwszy tom kryminalnej trylogii (przynajmniej jak dotąd) o detektywie Cormoranie Stike'u. Następne z serii ukazały się: "Jedwabik" (który przeczytałam przed Kukułka) oraz "Żniwa Zła" (który jest obecnie nowością na rynku).

Jednym z powodów dla których książka przypadła mi do gustu, było przełamanie dystansu między mną a 35-letniem detektywem, który zakończył karierę w wojsku i stracił nogę. Teoretycznie ani cechy psychiczne, ani fizyczne mnie z nim nie łącza a jednak bardzo szybko "wczułam" się w głównego bohatera.

Książka jest zaskakująca, tak samo jak cześć druga pt. "Jedwabnik". Niby to kryminał, a na dodatek detektywistyczny więc raczej nie powinno to dziwić. Mnie jednak nigdy nie pociągały powieści kryminalne, a ta mnie dosłownie wciągnęła. Podobieństwa jakie można zauważyć między pierwszym i drugim tomem to na pewno przekrój społeczny. Mamy dczynienia zarówno z przedstawicielami elity, przepychu oraz sławy jak i tymi, którzy nieudolnie do tego dążą bądź dla których jest to nie osiągalne. Różne stany umysłu, nawet w bardziej dosłownym znaczeniu.
Całość dopełnia intrygująca historia pochodzenia detektywa czy jego życie osobiste.

Postacie są barwne, a akcja jest dynamiczna. Autor dopieszcza czytelnika pozwalając mu samemu domyślać się niektórych rzeczy unikając oczywistych oczywistości (które czasem "przytępiają" niektóre książki). Jednocześnie sprawa zostaje rozwiązana na samym końcu, a ja czułam się jakbym oberwała bokserką pięścią.

Myśląc o tej książce całkowicie mogę zgodzić się z tymi słowami: pees. Bardzo mnie cieszy kiedy słyszę o polakach robiących karierę za granicą, dlatego polubiłam Lucynkę (chociaż nie wiele jej w książce).
pees2. Książki z akcją w Londynie przypadły mi do gustu. Zna ktoś inne takie książki? Wydawnictwo Dolnośląskie, 451 stron, cena detaliczna: 39,90zł (ale ja swoja dorwałam na promocji za 27,93, natomiast "Jedwabnika" natrafiłam w wersji umniejszonej, które kosztują 15 zł).
  • awatar dor0tka: bardzo lubię tą serię, w sumie od niej zaczęła się moja fascynacja kryminałami, wcześniej mnie jakoś do nich nie ciągnęło. a jeśli Londyn, to na pewno seria o Sherlocku ;)
  • awatar Wiedźma1: ciekawa książka :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Powrotów ciąg dalszy. Dzisiaj o moich planach pielęgnacyjnych na luty. W skrócie wyglądają one następująco: Jak można zauważyć po przyjrzeniu się kosmetyki podzieliłam na dwie grupy:
1 - po lewej stronie komplet standardowy, czyli kosmetyki na co dzień (a raczej co drugi dzień). Postanowiłam wziąć się za kosmetyki które zalegają najdłużej i trzymać się ich dopóki nie zużyje, chyba że ewidentnie nie będą mi slużyć.
2 - prawa strona to wszelkie rodzaju urozmaiczacze, czyli kiedy będę widziała że moje włosy domagają się czegoś nowego albo innego to sięgnę po ten zestaw, ale raczej rzadko.

Oto plan pielęgnacji na luty:
-przed myciem: olejowanie olejem łopianowym (jeśli czas pozwoli o ostatnio nie pozwala), dla urozmaicenia sięgnę może po mgiełkę Lactimilk (proteiny), żel z aloesu (humekant), glicerynę (humekant) lub keratynę hydrolizowaną (w pudełeczku po Biosilku, mały upominek od znajomej na próbę, proteiny) jako baza pod olej albo wybór padnie na krem Vatika.

-mycie: białe mydło Zioła i Trawy Babuszki Agafii: podchodziłam do niego kilka razy i jakoś tak no... a tym razem naprawdę mi pasuje i ciesze się że mogę go (z)używać.

-odżywianie: odzywka Nivea Long Repair (chyba meczę ją już 3 miesiąc, na szczęście mi służy); dla urozmaicenia maska Biovax dla włosów ciemnych (mieszane uczucia) lub maska Bioetika z proteinami.

-płukanki: korzeń mydlnicy (zdążyłam nacieszyć się nim dwa razy w lutym i się skończył), a w zamian kłącze tataraku; dla urozmaicenia płukanka wzmacniająca Herbapolu (a raczej kiedy skończy mi się tatarak).

-końcówki: serum Marion orientalne olejki z o. kokosowym.
I to wszystko. Nie ma chyba sensu stosować wcierek jednocześnie z płukankami więc ten punkt odpada. Wracam do płukanek ponieważ mam nadzieje, że dzięki nim moje włosy dłużej będą zachowywać świeżość (wydaje mi się, że mydlnica dobrze się spisała zanim się skończyła ale zbyt krótko jej używałam więc ocenie przy kolejnej paczuszce). Podsumowywać ze stycznie nie ma za bardzo czego więc ten punkt pominę.

Zakupoholizm:
-nabyte: szampon aktywator Babuszki Agafii, szamp. Ziołowa Nalewka BA, Maska ajurwedyjska PO, zabieg laminowania Marion, Henna Szampoo, odżywka Yes To Cucumber,
-zużyte: mydło miodowe BA, tonik przeciw wypadaniu BA.
Bilans trochę słaby. No trudno, znowu mi nie wyszło. xd

A wy na jaki/e kosmetyk/i stawiacie w lutym?
  • awatar JaramSieRapem: Ale wszystko rozplanowane, chciałabym też mieć do tego głowe i czas heh :)
  • awatar Princessa21: ja teraz szukam czegoś na przesuszone końcówki, może masz coś sprawdzonego?
  • awatar hairlovelo: @blog.carolicious: Keratyna hydrolizowana (albo jakos tak, moglam przeliterowac) to polprodukt ktory mozna dodawac w sumie do wszystkiego ale tylko kilka kropel (niektore wlosy wcale nie lubia protein) tak jak np. gliceryne do maseczek itd. Tyle w teorii, jeszcze jej nie probowalam ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Miałam kilka dni na zastanowienie i chyba podjęłam ostateczną decyzje. Wydaje mi się, że chodziło to za mną jakiś czas. Chciałabym, żeby charakter bloga trochę się zmienił mianowicie aby nabrał trochę "prywatnego" toru. Mówiąc ogólnie o pierdach. Może trochę o książkach, trochę żalów, trochę dotychczasowej tematyki. Tytułem wstępu kilka zdjęć na dzisiaj i trochę o mnie. Ostatnią przeczytaną książką byli
"Chłopcy z ferajny" Pileggi'ego. Jeśli podobał wam się film, jeśli lubicie "Ojca Chrzestnego", jeśli interesuje was Masa jako boss mafii to bardzo polecam ta książkę. Stanowi ona mój numer jeden spośród opowieści o mafii. Główny bohater to "amerykański" Masa jakieś pół wieku wcześniej. uwielbiam ubrania we wzorki. Buty też, ale wtedy sprawiają one więcej problemów dlatego lepiej ograniczyć ilość wzrokowych par do minimum. Tu akurat wzór z lumpeksowej koszuli, która tak mi wpadła w oko, a której nie mogłam zostawić i musiałam zrobić zdjęcie (była męska i duża, więc bez sensu było ja kupować, chociaż drugi raz bym jej pewnie nie zostawiła). Bardziej niż kropki czy paski wole konkretne wzory i tak w moje ręce wpadła m.in koszula w papugi, motylki, a nawet jesienne liście, kwieciste buty, spódnica w mini słoniki ale stałe miejsce w moim sercu posiadają koszule w kratę (nie akceptuje tutaj żadnego poliestru). Dodam przy okazji, że raczej jestem lumpeksiarą. Lubie robić zdjęcia fragmentom książek, które mi się spodobają. Takowe więc mogą się przewijać od czasu do czasu. Tutaj kolejno: Sycylijczyk Maria Puzo, Chłopcy z Ferajny x 2, Sycylijczyk. Do kolorowane podchodziłam sceptycznie. Większość z nich podobała mi się częściowo, a bezsensu byłoby kupowanie całej książki dla kilku fajnych wzorków. Aż trafiłam na tą. I zakochałam się. I wzięłam się za kolorowanie. Zdarzało mi się dobierać do farb akrylowych. Efekt czasem był lepszy lub gorszy jednak faza wstępna - zachwycenia - minęła i nadal czekam aż trafi się coś bliższego memu sercu. Czasem jednak sobie coś pobazgram ołówkiem. Suchar na zakończenie musi być. KISSSKIII
  • awatar blog.carolicious: cieszę się, że zostajesz i że forma bloga się zmienia też się cieszę :) chętnie poczytam więcej prywaty, ciekawych fragmentów, a kolorujesz bajecznie <33
  • awatar dor0tka: super, że jednak zostajesz :) też robię zdjęcia fragmentów książek :D z tym, że ja je później przepisuję do zeszytu i zdjęcia usuwam ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Wiem, że już pożegnałam się z blogiem ale postanowiłam zrobić jeszcze jeden malutki post.

Będąc dzisiaj w TK Maxx'ie trafiłam na druga perełkę w ostatnim czasie (właściwie to pierwsze kupione kosmetyki w tym sklepie). Dlatego postanowiłam się "pochwalić". *Yes to - cucumbers - odzywka do włosów farbowanych. Nie mam włosów farbowanych ale ten dopisek uważam za nie istotny ponieważ skład mówi sam za siebie. Jest cudowny. Ma on "zachować nawilżenie włosów i ochronić kolor".
Yes to to dosyć popularna marka (chociaż może nie koniecznie w PL), a kosmetyki te dostępne są również na Allegro (ale DWA razy droższe). Z serii marchewkowej lub ogórkowej do wyboru mamy szampon i odzywkę. Ja wzięłam to co akurat było dostępne. 500 ml/34,99zł. Skład (tyle naturalnych dobroci):
*Mill Creek - henna shampoo - szampon z henną, keratyną i rumiankiem - tym razem było więcej do wyboru spośród kosmetyków tej firmy bo i więcej szamponów i jakaś odzywka się znalazła (ale, że staram się ograniczać, to... właściwie nie chciałam kupować szamponu, ale po moim lamentowaniu, że ojej jaki ładny skład ale, że nie powinnam kupować mój towarzysz po prostu wziął szampon do ręki i poniósł koszty nabytku. Cóż więc mogłam zrobić.). Skład (wybaczcie jakość, ale chyba najważniejsze widać): patrząc na początek byłam w ogóle zdziwiona, że to szampon. Aż zwątpiłam, ale zarówno na polskiej jak i angielskiej etykiecie jasno jest napisane. Nie dość, że szampon nie zawiera silnych detergentów myjących, to jeszcze te delikatniejsze znajdują się w drugiej połowie składu, za cala maska naturalnych składników (jak długo żyje, pierwszy raz mam coś takiego w ręku, jestem pod wrażeniem). Chociaż zdaje sobie sprawę, że do moich cienkich, łatwych do obciążenia włosów może nie być idealny ale aż żal nie spróbować. Skład wygląda idealnie dla włosów zniszczonych, a których właścicielki nie używają odzywki albo robią to sporadycznie. 473 ml/24,99. Tym wpisem wysyłam wszystkich fanów naturalnych kosmetyków do TK Maxxa, gdzie można upolować perełki w niższych cenach. JEDNAK zawsze należy skontrolować skład, żeby nie kupić mieszanki parafiny z zapachem na początku składu w serii kosmetyków arganowych (widuje je zawsze gdy jestem w TK Maxxie) za naprawdę duże sumę (przynajmniej dla mnie) w stosunku do zapowiadającego się bubla.
  • awatar blog.carolicious: Bardzo przydatny wpis, bo czesto bywam w tk maxxxie :) szkoda swoja droga, ze uciekasz, zostawisz mi na priv adres do bloga kolezanki, gdzie bedziesz podrzucac recenzje? I oczywiscie na Twojego prywatnego rowniez chetnie zajrze :) pozdrawiam Cie cieplo :):)
  • awatar eM-: kiedyś często bywałam w TKMaxx, teraz mi nie po drodze ale chyba czas to zmienić :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Podjęłam następującą decyzje: zawieszam działalność na blogu. Nie usuwam bo może, ktoś będzie chciała poprzeglądać recenzje albo inne posty w które z reszta czasami wkładałam więcej czasu.

Dlaczego?

Widzę, że coraz mniej nas, was. Być może cześć już nie bloguje ale "nadal tu jest", cześć pewnie przeniosła się na inne platformy itd. Reszta, mam wrażenie, że też jest mniej aktywna. Nic w tym dziwnego przecież nic na siłę, czasem tracimy inspiracje a czasem zmusza nas do tego tryb życia.

To nie oznacza, że rezygnuje z blogowania, jak już wcześniej wspominałam założyłam nowego bloga, bloga "nie kosmetycznego". Moja znajoma również założyła bloga, ale w jej przypadku o tematyce kosmetycznej. Dlatego wszelkie recenzje będę publikowała jako współautorka. Nie widzę za bardzo sensu utrzymywania bloga tylko dla recenzji, jako że zużywam bardzo wolno (ostatnia recenzja z pełnego zdarzenia 44 dni temu, a ja nie zużyłam nic nowego).

Na razie nie usuwam bloga, bo może się nawrócę, ale może za jakiś czas się na to zdecyduje.

Ostatnio, tzn. w ciągu kilku dni (xd), zapragnęłam poszerzać swoje horyzonty. Zamówiłam farby do tkanin. Kto wie, może za 100 lat moje koszulki będą kupowali celebryci.
Ponadto zastanawiam się czy nie założyć konta na Instagram. Raczej w charakterze portfolio, żeby czerpać większą radość z fotografii.

Do przeczytania!
 

 
Zaczęło się tak, że chciałam porównać ceny na Allegro jednego, małego rosyjskiego szampony. Później weszłam w pozostałe przedmioty sprzedającego, a na koniec trafiłam do sklepu internetowego. No i tak to się skończyło. *Bania Agafii szampon do włosów - aktywator wzrostu - od niego się zaczęło. Jak zobaczyłam cenę 2,99 to nie mogłam pozostać obojętna (zazwyczaj saszetka kosztuje 5, 6 zł co na taki mały produkt jest znaczną zmianą). Wiem, że nie miałam nic kupować do włosów póki nie wykończę ale tak sobie myślę to tylko 100ml... za 3 zł. A tam, ostatni raz.
"Szampon stworzony na bazie specjalnie dobranych ziół przeznaczonych do pielęgnacji osłabionych włosów. Intensywnie odżywia i nawilża cebulki włosowe, stymulując wzrost włosów. Nie zawiera SLS, SLES, parabenów, pochodnych rafinacji ropy naftowej, syntetycznych barwników."

*Bania Agafii ekspresowa maska do twarzy odświeżająca - biorę się za swoja cerę skrajnie mieszanką: tłustą - suchą. Zazwyczaj produkty w tych saszetkach cieszą się dobra opinią wiec postanowiłam i ja spróbować. 100 ml/4,99.
"Lekka maska na syberyjskich ziołach, głęboko nawilża, tonizuje, szybko regeneruje zmęczoną skórę. Dzięki naturalnym składnikom maska działa natychmiast i efektywnie, usuwa ślady zmęczenia, odświeża i udoskonala kolor twarzy. Organiczne ekstrakty wiązówki błotnej, irysa syberyjskiego i przewrotnika pospolitego - zawierają dużą ilość kwasów organicznych, flawonoidów, posiadających antyoksydacyjne, nawilżające, przeciwzapalne i gojące działanie. Przywracają prawidłową przemianę materii w skórze, zapobiegając pojawieniu się oznak starzenia się. Mięta - tonizuje skórę twarzy"

*Papiloty gąbki: zapragnęłam loków, zobaczymy co z tego wyjdzie. 4 szt./2,64.

*Marion zabieg laminowania - proste i gładkie włosy - 2x10ml/2,29zł.
"Laminowanie to zabieg, dzięki któremu w szybki i łatwy sposób można uzyskać efekt doskonale prostych i wyjątkowo gładkich włosów. Składniki aktywne dodatkowo je kondycjonują i odżywiają: płynna keratyna, wnikając w głąb włosów, przyczynia się do ich odbudowy , zapewnia im zdrowy wygląd, gładkość i naturalny połysk; proteiny pszenicy pielęgnują strukturę włosów, wygładzając ją i wzmacniając; kompleks składników nawilżających gwarantuje natychmiastowe, optymalne i długotrwałe nawilżenie włosów. Zabieg powoduje, że włosy są gładkie i proste, ujarzmione i nawilżone, miękkie i błyszczące, łatwe do rozczesania. Do każdej saszetki dołączany jest czepek utrzymujący ciepło. Powoduje on wzrost temperatury, co wspomaga wnikanie składników aktywnych w strukturę włosów."

*Olej tamanu: o tym oleju słyszałam już dawno. Ma właściwości amntybakteryjne, świetnie radzi sobie z wypryskami i bliznami. Zamierzam nim olejowac policzki, bo coś tam mi pozostało z dawnych, trądzikowych lat, 10ml/8zł.
"Olej Tamanu posiada działanie przeciwzapalne, gojące i ściągające, ma zdolność do pochłaniania promieniowania UV, wykazuje działanie przeciwwirusowe, przeciwbólowe i antybakteryjne. Składniki odżywcze oleju sprawiają, że skóra staje się delikatna i miękka w dotyku. Olej Tamanu można stosować na przykład w kuracji skóry odwodnionej, podrażnionej i wrażliwej, leczeniu blizn, rozstępów, skaleczeń oparzeń i zmian skórnych. Zastosowanie oleju Tamanu: Zmiany skórne, zaskórniki, Trądzik, opryszczka, Grzybica stóp i paznokci, Blizny, świeże rozstępy, Zrogowacenia, Rany, oparzenia, Zmarszczki, pękające naczynka, Poprawa krążenia krwi (żylaki), Jako środek odstraszający komary, Oparzenia słoneczne, przebarwienia skóry."

*Olej marchewkowy: podobno nadaje ładny koloryt skórze, a że jestem blada jak ściana to dlaczego nie spróbować, 10ml/5,20zł.
"Zawartość witaminy A wpływa na zwiększenie jędrności i napięcia skóry. Stosowanie oleju marchwiowego skutkuje zmniejszeniem widoczności i ilości zmarszczek. Dzięki właściwościom fotoochronnym olej marchwiowy jest naturalnym preparatem chroniącym przed szkodliwym działaniem promieni UV. Zawarte w oleju karoteny przyspieszają proces opalania, nadając skórze piękny, jednolity kolor. Olej marchwiowy wpływa na poprawę kondycji suchych i zniszczonych włosów. Ponadto olej marchwiowy wykazuje właściwości przeciwzapalne. Może być stosowany pomocniczo w leczeniu łuszczycy, egzemy, poparzeń słonecznych i pęcherzy."

*Olej rycynowy: zatęskniłam za nim, a szczególnie moje rzęsy i brwi, może wyląduje tez na skórze głowy, 10ml/2,99zł.
"Olej rycynowy wykazuje niezwykle silne działanie w pielęgnacji włosów, brwi, rzęs i paznokci. Pobudza porost włosów, wygładza je i nabłyszcza. Pomaga w odbudowie łamliwych i wypadających brwi i rzęs oraz paznokci i naskórka wokół nich. Jest częstym składnikiem tzw. domowych odżywek."

*Mydło marsylskie - poziomkowe - pachnie ślicznie ale skład jest mocno przeciętny, niestety nie był podany na stronie więc wzięłam na próbę, 30ml/2,60zł.

*Gąbka do mycia twarzy: z myślą o łatwiejszym zmywaniu maseczek. Wcześniej nie stosowałam takich "gadżetów", więc dopiero okaże się czy mi przypasuje, 2,32zł.

*Żel z aloesu 96%: nigdzie nie mogłam go spotkać a tu nagle wyskakuje i się do mnie uśmiecha. Aloes znany ze swoich nawilżających właściwości przyda się zawsze, 100ml/5,99zł.
"Pielegnujący żel, intensywnie nawilżający z wieloma drogocennymi składnikami. Zapewnia skórze idealne nawilżenie oraz wspomaga naturalną regeneracje. Skóra odzyskuje naturalną sprężystość i gładkość. Do każdego rodzaju skóry - również do pielęgnacji skóry po opalaniu."

*Tłuszcz mleczny z nagietkiem: jeśli nie spisze się na twarzy to myślę, że ucieszą się dłonie. Produkty nawilżające zawsze mile widziane, 100ml/6,49zł.
"Balsam intensywnie nawilża, chroni i pielęgnuje. Pomaga zachować gładką i piekną skórę. Zapobiega złuszczaniu się naskórka, przyspiesza regenerację bardzo suchej, zniszczonej i popękanej skóry dłoni i stóp. Naturalny ekstrakt z kwiatu nagietka, poprawia ukrwienie i działa przeciwbakteryjnie."

*Fitokosmetik - himalajska glinka różowa z ekstraktem z różeńca górskiego - sprawca bałaganu, sprzedający mógł lepiej zabezpieczyć opakowanie, chociażby zawinąć w osobną folię. Okazało się, że w środku znajdują się dwie saszetki w tym jedna ma otwór przy prasowaniu. Szkoda, że akurat nie mam żadnego opakowania, słoiczka.

*Planeta Organica złota maska ajurwedyjska - miałam ją na oku już tak długo i w końcu jest. Tylko dla niej zrobiłam mały wyjątek w niekupowaniu masek (chociaż mam upatrzony jeszcze jeden produkt, więc to w sumie wyjątek jeden z dwóch). Opakowanie wygląda jak wygada, a to wszystko przez glinkę. 300ml/29,99zł.
"Złota ajurwedyjska maska dla włosów stworzona na bazie indyjskich ziół, stosowanych w dawnej nauce ajurweda do przywracania piękna i zdrowia włosów. Organiczny olej drzewa nim (Organic Melia Azadirachta Seed Oil) - bogate w witaminę E i niezbędne dla włosów aminokwasy, ma działanie intensywnie nawilżające, odżywcze i regenerujące. Organiczny olej z drzewa sandałowego (Organic Santalum Album (Sandalwood) Oil) - wzmacnia i stymuluje wzrost włosów. Wąkrotka azjatycka (Hydrocotyle Asiatica Extract) - zawiera kwas asjatowy, będący silnym antyoksydantem, udoskonala mikrocyrkulację krwi, wzmacnia cebulki włosowe. Jagody acai (Oleracea Fruit Extract) - zawierają wszystkie znane witaminy i minerały. Takiej ilości pożytecznych substancji, jak w acai nie ma w żadnym innym naturalnym produkcie. Jagody acai nasycają skórę głowy witaminami, odnawiają strukturę osłabionych i kruchych włosów."

*Bania Agafii szampon-nalewka ziołowa: również upatrzony jakiś czas temu, dlatego tak łatwo nagiął moja jakże silna wolę. 350ml/8zł.
"Szampon - nalewka ziołowa do włosów (Czarna Bania Agafii) – tradycyjny syberyjski środek do pielęgnacji włosów. Dzięki wyciągom z roślin posiadającym naturalne właściwości myjące, jagodom bogatym w witaminy, odżywczym olejom, szampon delikatnie oczyszcza, nawilża i wygładza włosy. Wzmacnia ich strukturę, regeneruje, przywraca im siłę i blask."

*Organiczne serum do twarzy do 35 lat Receptury Babuszki Agafii: szukam czegoś lekkiego a jednocześnie nawilżającego, być może to serum się spisze, a na pewno mnie zaciekawiło. 30ml/10,50zł.
"Unikalna receptura emulsji do twarzy do 35 lat oparta jest w 98% na komponentach pochodzenia roślinnego, organicznych ekstraktach i olejach z zimnego tłoczenia pozyskanych z ekologicznie czystych rejonów Syberii.
Ogranicza przedwczesne procesy starzenia się skóry, aktywnie odżywia i intensywnie nawilża skórę. Naturalne oleje i ekstrakty nasycają skórę niezbędnymi witaminami i aminokwasami.
Zaleca się stosować na godzinę przed zastosowaniem kremy rano i wieczorem. Wzmacnia działanie kremu.
Emulsja z awiera certyfikowane organiczne składniki.
Nie zawiera parabenów, sztucznych barwników, silikonów, alkoholu, syntetycznych ekstraktów, produktów pochodzących z przerobu ropy naftowej."

Za to wszystko zapłaciłam 98,48zł, co jak na 15 produktów nie wydaje mi się dużo. Przesyłka była ekspresowa. Sklep: http://misumi24.pl . Polecam, ale nie kupujcie tam glinek Fitokosmetik.

Ktoś stosował coś z powyższego? Albo szczególnie coś go zainteresowało?
  • awatar chora duszyczka: serum do twarzy jest super, choć pipetka od połowy opakowania ciężko zbiera produkt. teraz końcówke trzymam cały czas do góry nogami, bo ciężko zebrać produkt
  • awatar KimiB: kusi taman i serum, czekam na opinie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Przetłuszczanie się skóry głowy to raczej dość powszechny problem. Najbardziej uciążliwe jest gdy ze względów estetycznych włosy wymagają oczyszczania codziennie lub co dwa dni, jednak prawdziwym problemem jest jeśli włosy "wytrzymują" pól dnia. [źródło: http://www.coiffureduchateau.ch/Service.html ]

Przyczyną szybkiego przetłuszczania się skóry głowy może być styl życia lub miejsce zamieszkania (np. częste uprawianie sporu / w dużych miastach gdzie stopień zanieczyszczenia powietrza jest wyższy). Oprócz tego również dieta (np. dieta wysoko tłuszczowa, kiedy częściej sięgamy po tłuste "śmieciowe żarcie", pijemy mało wody, a zamiast tego słodkie napoje), a także zaburzenia zdrowotne (np. łojotokowe zapalenie skóry). Szczególnie w tych ostatnich przypadkach zmiana szamponu nie wystarczy. Należy również pamiętać, że zwalczanie przyczyny zawsze jest skuteczniejsze niż niwelowanie skutków.

Tyle w dużym skrócie. Co do powyższych powodów rozwiązanie jest indywidualne natomiast dzisiaj będzie trochę o doraźnych sposobach ograniczania przetłuszczaniu się skory głowy, czyli z mycia na mycie.

1. MYCIE I SZAMPON
jeśli nasze włosy się przetłuszczają i są pozbawione objętości szukamy szamponów bez silikonów, a także bez rożnego rodzaju olejów wysoko w składzie. O ile oleje są dobrodziejstwem dla naszych włosów, to jednak mogą je obciążać w tym przypadku. Niektórym głowom będzie bardziej odpowiadał szampon mocno oczyszczający, a innym taki, który bazuje na łagodnych detergentach. Jest to kwestia bardziej indywidualna. Szukamy więc takich, które są bogate w ekstrakty ziołowe lub roślinne (proteiny również mogą obciążać u nasady) np. z ogórka, pokrzywy. Należy go dobrze spłukać letnią wodą (lodowata jak i gorąca mogą podrażniać/pobudzać skalp szczególnie gorąca). Np. szampon Babydrea, Barwa ziołowa/Naturalna.

2. ODŻYWKA
absolutnie z niej nie rezygnujemy, ale dawkujemy w rozsądnych (wystarczający) porcjach i nie nakładamy jej "od nasady" jak często zalecają producenci. Najlepiej "od ucha w dol". Jeśli problem przetłuszczania jest wzmożony tutaj również można zrezygnować z ciężkich, emolientowych produktów (z silikonami, olejami) na rzecz lżejszych odżywek/masek z ekstraktami roślinnymi. Np. maska aloesowa Natur Vital, Farmona Bamboo&Oils.

3. PŁUKANKI ZIOŁOWE
wiele ziół dostępnych "na naszych ziemiach" ma działanie regulujące wydzielanie sebum dlatego warto je wypróbować jako płukanka do ostatniego płukania po myciu włosów np. pokrzywa, skrzyp, mydlnica. Nie wszystkie jednak zioła będą odpowiednie np. lipa (zalecana dla włosów suchych).

4. OLEJKI ETERYCZNE
jako dodatek do szamponów i masek. Wykazują działanie podobne do ziół, czyli mogą regulować prace gruczołów ograniczając przetłuszczanie. Oczywiście ich zakres działania jest jednocześnie znacznie szerszy. Przykłady: olejek z drzewa herbacianego, o. cedrowy, miętowy, rozmarynowy.

5. GLINKI
jako maski na skórę głowy (najlepiej po myciu) lub dodatek do szamponu (na rynku dostępne są gotowe szampony z glinkami). Glinki mają pH zasadowe, dzięki czemu świetnie oczyszczają skórę, absorbują tłuszcz, a także (wiem, powtarzam się) ograniczają przetłuszczanie się skóry głowy. Glinkami można również myć skórę, wystarczy rozcieńczyć proszek z wodą (zawsze można dodać jeszcze olejki eteryczne) i... mieć odrobinę cierpliwości (a na pewno być pozbawionym obaw).

6. OLEJE
jednak nie po myciu a przed myciem. Niektóre oleje maja właściwości regulujące wydzielanie sebum. Będą to zazwyczaj oleje ziołowe. Do oleju bazowego można dodać kilka kropel olejku eterycznego. Dokładnie wcieramy w skalp w niewielkich ilościach ale regularnie (min. 1-2 w tyg.). Np. olej rycynowy, łopianowy.

7. ZIOŁA INDYJSKIE
bardzo przypominają mi glinki. Są dostępne w sproszkowanej formie i działają na podobnej "zasadzie". Dostępne są specjalnie wyselekcjonowane zioła, które mają służyć jako szampon, czy maska jednak na ogól maja podobne właściwości. Np. Amla.

8. MYDŁA W KOSTCE
wbrew pozorom prawdziwe mydło w kostce różni się praktycznie wszystkm od płynnego pod względem składu (chociaż coraz częściej do kostek dodawane są sub. typowe dla mydeł w płynie np. SLS; substancje typowo "mydlane" myjące powstają przez połączenie zasady z tłuszczem np. Sodium Palmate). Obecnie dostępne są mydła w kostce specjalne dla włosów np. Sesa, Shikakai. Bardzo dobrze oczyszczają włosów i mogą przedłużać świeżość chociaż niestety mogą pozostawiać tępy osad (wystarczy użycie odzywki lub zasadowej płukanki np. z octu jabłkowego). Często są bogate w zioła czy olejki eteryczne niestety mogą się w nich kryć substancje filmotwórcze.

9. "NATURALNE" SUCHE SZAMPONY
o ile drogeryjne suche szampony często posiadają skład, który nie sprzyja codziennemu stosowaniu (m.in. szkodliwe alkohole) o tyle mamy w zasięgu ręku bezpieczniejsze alternatywy. Bezpośrednio nie ograniczają przetłuszczania ale pozwalają przetrwać do kolejnego dzięki czemu można ograniczyć częstotliwość mycia. Substancje takie jak kakao, mąka ziemniaczana czy nawet puder dla dzieci (np. Babydream; dzięki talkowi) dobrze adsorbują tłuszcz dzięki czemu włosy wyglądają na "świeższe". Oczywiście będzie to kwestia pól dnia maksymalnie całego dnia ale czasem okazuje, że to dużo. Suche szampony oprócz tego, że wchłaniają sebum dodają również objętości.

Uff, trochę się rozpisałam. Wybaczcie, nie zamierzałam. Są to, jak już wspominałam wyżej, w większości sposoby doraźne ale dzięki temu może się okazać, że będziemy mogli zmniejszyć częstotliwość mycia włosów przez co efekt będzie bardziej długotrwały.

Są to sposoby, które częściej lub rzadziej wykorzystuje (ale wykorzystuje). Jestem ciekawa czego wy próbujecie i co u was skutkuje.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›