• Wpisów: 274
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis: 2 lata temu, 19:33
  • Licznik odwiedzin: 18 116 / 1576 dni
 
hairlovelo
 
hairlovelo: Chyba nigdy nie przestane szukać pracy. Nie wiem czy to moja wina czy nie mam szczęścia. Chyba trochę tego i tego.

Po dwumiesięcznej umowie z agencją, która kazała sobie zwracać 500 zł od nieusprawiedliwionej nieobecności w firmie o bardzo złej reputacji oraz źle traktująca pracowników fizycznych (pracowałam w biurze, ale jednak tak jak traktowali pracowników "niższego szczebla" to dla mnie nie do przyjęcia), udało mi się znaleźć dosyć szybko, bo w przeciągu 3 dni podpisałam umowę (piątek ostatni dzień w tamtej firmie, w czwartek już zaczynałam nową pracę), prace w dużym call center. Praca znowu przez agencje ale tym razem umowa jest normalna. Uff to dużo.

Niestety początkowo miałam iść do placówki znajdującej się z 20 minut drogi od mojego miejsca zamieszkania. Okazało się, że nie mam  miejsc i wysłali wszystkich nowych pracowników na totalne zapiździe. Dotarcie tam zajmuje mi ponad godzinę. Wychodzę równo o 7 i jestem spóźniona na 8. Są to typowe przemysłowe przedmieścia, nie ma porządnego chodnika, więc wczoraj wracając w ulewie ślizgałam się po bocie w espadrylach, które teraz są do wyjebania. No i jak tylko mój partner mnie zobaczył, to stwierdził, że mam wkurwienie wypisane na twarzy. Bo miałam po dwugodzinnym wracaniu do domu.

Oczywiście pytałam czy jest szansa przeniesienie do też bliższej lokalizacji, no i to jest sytuacja w której ktoś by się zwolnił.
Szczer ze jednak powiedziawszy potrwało by to pewnie z minimum dwa tygodnie do miesiąca lub dłużej. Grafika mam takie, że przez najbliższe dwa tyg mam kilka dni na 14 do 22, większość dni wolnych i dopiero później w miarę normalnie bo tylko jeden piątek wolny a reszta 8-16.

Przerażają mnie trochę te dwa tyg bo ze stawką 10 zł brutto to może zarobie na waciki.

Przyznam szczerze, że nie zależy mi zbytnio na umowie o prace chociaż powinno ale minimalna stawka powinna być 10 zł netto.

Wczoraj skończył mi się okres szkoleniowy i dzisiaj będę już rozmawiała z ludźmi. To kolejna rzecz, która mnie... degustuje, bo wiem że nie jestem ani trochę przygotowana.  Chyba wolałabym mieć dłuższe szkolenie takie jak były wcześniej, a co sami starsi pracownicy określali jako efektywniejsze, niż takie wszystko i nic.

Przez ten cały stres miałam nic nie kupować a czekam na dwie paczki.

I w ogóle jak o tym wszystkim myślę to się wkurwiłam i wiem, że już cały dzień taki będzie.

A szkoda, bo zapowiadało się fajnie i stwierdziłam, że przeboleje tą niską stawkę.

Co jest najśmieszniejsze te dwie lokalizacje mają zupełnie inne opinie. Na zapiździu jest podobno nieciekawie, po dwóch dniach ciężko stwierdzić ale fajnie tez nie jest. Głównie przez kierownictwo, dziewczyna dostałą reprymendę za odpisywanie na sms'a chociaz nikt nie dzwonił.

Lokalizacja w centrum cieszy się raczej lepszymi opiniami, fejsbuki, drukowane notatki na uczelnie, jedzenie. Wszystko jest okey.

Jak to jest możliwe, że trafiłam na to za piździe. Jeden chłopak zdołał się przenieść, miał jakaś bliższą znajomą w centrum. Ja też mam tam znajomą ale z drugiej strony nie chce truć jej dupy. Reszta w sumie ma bliżej na zapiździe, tylko ja zostałam jak ten debil.

A chuj, wysyłam cv. Nawet lepiej, że ten grafik taki zjebany, będzie czas na rozmowy... A i tak pewnie nic z tego nie wyjdzie.

Nie możesz dodać komentarza.