• Wpisów:274
  • Średnio co: 5 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 19:33
  • Licznik odwiedzin:18 117 / 1576 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Taki post był już kiedyś na pewno i być może ten nie będzie ostatnim ale tym razem postanowiłam przenieść się na blogspota. Głównie z dwóch powodów. Pierwszy to fakt, ze blogspot skupia obecnie większość blogów, również tych, które mnie interesuje. Drugi, że Pinger trochę zmienił swój charakter. Pamiętam jak kilka lat temu można było znaleźć tutaj 'perełki'. Już dawno ich nie ma i ja chyba jestem jeszcze z sentymentu.

Gdyby ktoś chciał nadal czytać moje recenzje to zapraszam.
http://kosmetykianett.blogspot.com/
Pierwsza już za mną.

Przy okazji ostatniego posta mała zapowiedz co ukaże się na nowym czyli ostatnie zakupy.
W tym miesiącu już raczej nie zamierzam szaleć. * Fito Henna naturalna: czyli chyba czerwona, na pewno nie czarna, bo ta była w osobnej saszetce a to najważniejsze. Jestem gotowa na eksperymenty, kosztowała niecałe 3 zł za 25 g, w tej ilości posłuży raczej jako maska niż do koloryzacji.
* Fito Henna tym razem 125 gram, czyli ilość raczej optymalna, koszt to 7 zł, więc spośród wszystkich, które ostatnio kupiłam ta chyba najbardziej się opłaca.
* La Cafe de Beaute: marka rosyjska jeszcze mi nie znana i chyba pierwszy produkt do ciała. Krem wyszczuplający. Czaiłam się na sławny koncentrat kawowo-cynamonowy BingoSpa ale nie chce mi się zamawiać ostatnio przez internet a na ten był -25% więc skorzystałam. Folię już kupiłam więc będę próbować body-wrappingu, mam nadzieję, że się nie rozczaruję. 400ml/25zł. * Henna Khadi naturalna czyli czerwona oraz jasny brąz. Moim włosom ostatnio czegoś brakuje, obstawiam, że ziół. 100g/35zł.
* W Biedronce nastało szaleństwo na kosmetyki to i trudno czegoś nie wybrać. Padło na loton firmy Loton - kuracje ziołowa przeciw wypadaniu, na którą kiedyś miałam wielka chętkę ale jakoś ją powstrzymałam do czasu. Czaje się jeszcze na kuracje przeciw przetłuszczaniu ale na razie się powstrzymuje. 100ml/9zł * No i wreszcie odżałowałam na nowe nożyczki do włosów. Tym razem kupiłam trochę tańsze za 98 zł, ale śmigają, także ostrością nie ustępują. Jestem po pierwszym, minimalnym cięciu, brakuje mi wprawy ale samemu to chyba najtrudniej.

No i to na tyle.

Jeśli ktoś kiedyś próbował koncentratu kawowo-cynamonowego od BingoSpa niech koniecznie da opinię.

Żegnam (ps. jeśli ktoś posiada blog na blogspocie to niech podzieli się linkiem)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Dawno nie chwaliłam się czymś nowym do włosów. Przyszła najwyższa pora.
Zorientowałam się, że jakimś cudem w posiadaniu mam tylko dwa oleje do włosów (olejku Cien nie liczę bo używam do ciała) oraz krem Vatika (taka bardziej odżywcza i zbita wersja oleju). Z czego jeden olej - arachidowy, a także Vatika znajduje się w domu, a tutaj na miejscu mam ostatni.

Jednocześnie mam dobrą wiadomość dla fanów rosyjskich kosmetyków. W Plazie i na Malcie znajdziecie salony Syberica, w którym ja dzisiaj, będąc pierwszy raz dostawałam palpitacji z zachwytu. Z zimną krwią odpuściłam sobie szampony i maski by z czystym sumieniem kupić sobie olej. Skończyło się na dwóch, ale nie wielkiej ilości. W sumie teraz żałuje, że nie wzięłam łopianowego, ale w sumie to lepiej. Receptury babuszki Agafii - olejek wzmacniający i odżywczy, sztuka ok 12 zł/150ml. A teraz trzeba zacisnąć pas.
  • awatar Monnik94: Dawnoo na pinger mnie nie było :/ ale mam kanał na YT wiecej na blogu moim pozdrawiam ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wtf, czy na Pingerze zmieniła się czcionka?

Wczorajsze włosowe spa to kombinacja kosmetyków Azjatyckich, a konkretnie rosyjskich i indyjskich, z czego te pierwsze inspirowane Indiami i Francją. Ale po kolei. 1. Na godzinę-dwie naolejowałam, a właściwie nakremowałam włosy kremem Vatika na noc.
2. Umyłam włosy dwukrotnie szamponem prowansalskim Planeta Organica.
3. Nałożyłam na godzinę proszek Amla rozrobiony z wodą na skórę głowy, a na długość dodałam maskę ajurwedyjskiej Planety Organica.
4. Po spłukaniu na końcówki nałożyłam serum ArganOil.

Z kremu Vatika jestem raczej zadowolona, ale gdy stosuje go raz na jakiś czas czyli nie częściej niż raz w tygodniu. Moje cienkie włosy nie lubią częściej parafiny, którą zawiera.
Jeśli chodzi o szampon to wstępnie jest po prostu za delikatny, myje ale włosy szybko tracą świeżość.
Maskę Ajurwedyjską bardzo lubię, bo świetnie odżywia moje włosy, natomiast Amla śmierdzi, i o ile do zapachu ziół Kalpi Tone się przyzwyczaiłam, to do tego zapachu raczej się nie da. No i działanie też jest trochę gorsze od Kalpi Tone, chociaż to zależy czego się oczekuje. Jakości tego zdjęcia nie skomentuje, ale mniej więcej oddaje wygląd i kształt włosów.

Miałam nadzieje na większą objętość, ale ta się nie pojawiła. Włosy są odżywione, błyszczą, a rozczesywanie było znacznie ułatwione. Włosy są mięsiste jednak dzięki Amli miałam nadzieje zwiększyć objętość i przedłożyć świeżość włosów, jednak chyba nie mogę na to liczyć.
jestem pozytywnie zaskoczona, że Amla działała łagodniej niż większość ziół. Zazwyczaj zioła utrudniają rozczesywanie i sprawiają, że włosy są bardziej sztywne i trochę szorstkie za to zyskują na objętości. Amla natomiast odżywia włosy bez tych efektów ubocznych, a włosy są gładkie i nie splątane. A tak sobie rozmnażałam kwiatki. Kupowałam im osłonki w Biedronce. A sobie książki. Później dokupiłam sobie, również w Biedronce, 'Krainę Wódki" Mo Yan. no i znowu Biedronka. W szafie Bell pojawiło się coś takiego, zbiera świetne komentarza na Wizażu, mnie jednak nie zachwyciła. No ale co można oczekiwać za 10 zł.

A wy kupiliście coś fajnego?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ten ostatni miesiąc minął nadzwyczaj szybko.

Kosmetyki z czerwca:
-mycie: MillCreek szampon z henną, Floresan szampon łopianowy,
-maski: Biovax pearl, Kallos Hair Botox, Bioetika z proteinami mleka,
-końcówki: serum Marion,
-olej: marula, arganowy, Receptruy Babuszki Agafii na porost włosów,
-awaryjnie puder Babydream, czerwona glinka na skórę głowy.

Kosmetyki na lipiec: Serum Marion na końcówki (najmniejszy i najwydajniejszy), maska Biovax pearl, olejek Agafii, Kallos Botox, szampon Floresan łopianowy.

Wygląda ubogo, ale całkiem prawdopodobne, że dojdzie jakaś odżywka lub maska, bo do Kallosa mam mieszane uczucia.

Zakupoholizm:
-szampon O'herbal objętość, szamp. Faith in Nature,
-zużyte: olej arganowy, o. marula, maska Bioetika, o. Vatika kokosowy, maska Biovax do wł. ciemnych.
Czyli 2:5. To według mnie dobry wynik, a przynajmniej idzie ku pomniejszeniu zbiorów. Co prawda kupiłam jeszcze olej Cien ale jak dotąd używam go do ciała (ale na włosach też pewnie kiedyś wyląduje), oraz olejek Evree ale nie jestem pewna czy nie zmieni właściciela, a gdyby nie to raczej też do ciała. Więc chyba się nie liczą.

Zauważyłam, że moje włosy, prawdopodobnie dzięki masce Bioetika, mają ostatnio tendencje do falowania. Mi ten efekt osobiście się podoba, a reszta właściwie jest stabilna.

A jaki był wasz ulubiony kosmetyk w ubiegłym miesiącu?
  • awatar Wiedźma1: Moim ulubionym kosmetykiem był olejek arganowy i olej z kiełków pszenicy :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Przejrzałam bloga i odnalazłam post w którym pisałam, że ją zakupiłam. Post był z dnia 19 stycznia, czyli równie 1.5 roku zajęło mi jej zużycie, przy czym nie jest to zasługa maski i jej wydajności, a raczej odstawiania jej na rzecz innych kosmetyków. W końcu przyszedł i na nią czas. OPAKOWANIE
wąska tuba 250 ml z której raz dwa można wycisną ile tylko się zechce.

ZAPACH
trochę słodkawy i trochę kosmetyczny, właściwie dość specyficzny ale przyjemny, ciężko mi go do czegokolwiek przyrównać.

KONSYSTENCJA
przy pierwszym użyciu, chociaż było to przeszło rok temu, byłam zaskoczona gęstością maski, maska jest bardzo gęsta ale mimo to łatwo i równomiernie rozprowadza się po włosach, kolor jest na pół biały, na pół przezroczysty.

DOSTĘPNOŚĆ
ja kupiłam ją w hurtowni kosmetyczno-fryzjerskiej i tam też bym jej szukała wraz z innymi kosmetykami firmy Bioetika, no i oczywiście Allegro oraz inne sklepy internetowe.

SKŁAD OD PRODUCENTA
intensywny preparat odbudowujący na bazie protein z mleka. Sprawia, że włosy stają się gładkie i podatne na czesanie, zapobiega ich elektryzowaniu się, przydatny również po kąpielach w morzu, ponieważ usuwa pozostałości soli. Do częstego stosowania.

DZIAŁANIE
czy obietnice zostały spełnione? Fizyczna odbudowa włosów jest nie możliwa (włos rośnie z cebulki, jeśli na długości powstanie ubytek to nie odrośnie bo włos to tkanka martwa, można go jedynie zalepić silikonami lub właśnie proteinami) ale maska dobrze odżywia włosy. Niestety u mnie końcówki nie są już w najlepszej kondycji bo nie były podcinane rok, ale mimo wszystko maska powoduje, że włosy są błyszczące (rozdwojona, błyszcząca końcówka to jednak nie oksymoron). Nie zauważyłam, żeby włosy się elektryzowały, ale takiego problemu raczej nie posiadam. Włosy rozczesują się przyzwoicie, są wygładzone ale jednocześnie mają tendencje do falowania. Maska nie puszy włosów i nie obciąża (jednak nie należy przesadzać i nie nakładać jej zbyt blisko skóry głowy, bo proteiny mogą obciążać), jednocześnie wydają się grubsze i są mięsiste. Maska dobrze spisuje się w upalne dni, natomiast włosy po niej puszą się gdy pada deszcz i jest wilgotno, ale uwaga, u mnie efekt ten najbardziej nasilony jest kilka godzin po wyschnięciu, po południu włosy się wygładzają jednak mimo wszystko są lekko spuszone.

Maska jest wydajna i łatwo wypłukuje się z włosów.

*Maskę stosowałam jeszcze na inny sposób niż tradycyjnie na kilka minut po myciu. Dodawałam porcje maski i porcję żelu aloesowego do oleju i nakładałam na włosy przed myciem. Zapach maski się świetnie eksponował z olejem, mieszanka łatwo się spłukiwała, ale efekty były jeszcze lepsze. Włosy były miłe w dotyku i jeszcze bardziej wygładzone. Stosowałam taką mieszankę gdy nie maiłam czasu, żeby siedzieć z olejem wieczorem ponieważ wróciłam późno do domu, a jednak sam olej nałożony na pół godziny to za mało. Miks ten odżywia moje włosy lepiej niż nie jednak maska domowej roboty, być może dlatego, że zawiera 3 najważniejsze składniki odżywcze dla włosów razem (humekanty, proteiny i emolienty). To zdjęcie z dzisiaj, wczoraj użyłam maski po myciu (przed myciem zastosowałam olej). Włosy nie są wygładzone bo dopiero co rozpuściłam je z warkocza, w którym włosy były upięte cały dzień, ale za to się błyszczą. Zdjęcie zrobione w słońcu, bez lampy.

PODSUMOWUJĄC
bardzo dobra maska bez silikonów, która działa jak niejedna bomba silikonowa, tyle, że nie obciąża. Oczywiście nie każde włosy lubią proteiny, jednak moje cienkie włosy zdecydowanie tak.

Maska kosztowała równe 20 zł, ale jest wydajna, no i najważniejsze: sprawdza się.

Aha i jeszcze jedna rzecz. Maska dostępna jest w dwóch wersjach: I i IV, z czego pierwsza (po lewej) jest znacznie bardziej popularna. Ja jednak chyba podświadomie przekornie będąc w sklepie wybrałam drugą wersje. Maski zmieniły opakowania, nie wiem czy stare są białe czy żółte, ale chyba jednak te drugie. Niemniej skład się nie zmienił a to najważniejsze.

Kiedyś uwielbiałam jedwab Bioetiki jednak wraz ze zmianą opakowań magia zniknęła (stara wersja była w pękatej, żółtej buteleczce z zielonym dzióbkiem). Znacie produkty tej marki albo mieliście popularniejszą siostrę maski?
 

 
Dzisiaj historia o tym jak kupiłam kolejny szampon. Pewnego dnia byłam w galerii i zobaczyłam Rossmanna. Wstąpiłam i kupiłam. Oto koniec tej smutnej historii.
pees. Był na promocji.
Za to tusz kupiła z prawdziwej potrzeby, bo jeden jedyny już jest na wykończeniu, a tusze z Astora również były na promocja, a tą wersje bardzo lubię.
Tak się zastanawiam czyby nie założyć Instagrama, bo chociaż fotograf ze mnie żaden to jednak lubię robić zdjęcia chociaż rzadko mam okazje. A tu na szybko i byle jak: dróżka. Ostatnio znajoma mi wypomniała, że się nie odzywam. Spróbowałam umówić się z nią drugi raz, ale ona proponuje, żeby był z nami jej chłopak. A gdyby chciała widzieć się z jej chłopakiem to bym się z nim umówiła.
Niestety moja znajoma to typ, który przy facecie (i to jak sama go określa: pipie) zachowuje się dojrzale i poważnie. Ale przede wszystkim nie lubi spotykać się z parami. To nie było dobre nawet w czasach kiedy byłam brzydką gimnazjalistką i większość koleżanek miały chłopaków oprócz mnie, i wszędzie ich zabierały.
 

 
Biovax i Vatika czyli trochę tych, których wykończyłam wczoraj. L'Biotica Biovax maska do włosów ciemnych OPAKOWANIE
typowe dla dużych masek Biovax, wieko uchylane jednak plastikowe "zawiasy" szybko mi pękły. Według mnie jest poręcznie i wygodniej, zakręcone wieczka są irytujące gdy mam śliskie ręce od maski.

ZAPACH
mówiąc krótko nie przypadł mi do gusty, był jakiś taki mdły ale nie był też intensywny czy nachalny.

KONSYSTENCJA
ni to geste ni to rzadkie. Zastanawiam się jak to jest z tymi Biovaxami. Gdy kupiłam małe opakowanie 3oleje maska była zbita jak typowo woskowa maska, ta była w porównaniu z nią rzadka. kiedyś, kiedyś miałam wersje do włosów wypadających i konsystencja też nie była aż tak gęsta, ani nawet wtedy gdy kupiłam ją w saszetce.

DOSTĘPNOŚĆ
Hebe, Super Pharm, czasem apteki.

DZIAŁANIE
producent zapewnia nawilżenie, odżywienie, zmiękczenie i połysk. To właściwie nie tak dużo jak na maskę. ja jednak mimo pozytywnych opinii na temat maseczki jestem rozczarowana. Stosowałam ją w mniejszych i większych ilościach ale moja cierpliwość do niej szybko się skończyła i później stosowałam jedynie w mieszankach przed myciem. Zazwyczaj włosy po niej były tępe i szorstkie, tak jakbym wcale nie użyła maseczki. Dziwnie się układały przez końcówki które jakby puszyła. Później postanowiłam nałożyć więcej maseczki. Efekt nie był lepszy, tyle tylko, że włosy były obciążone, bo maska źle się spłukała. Włosy się tylko dodatkowo strączkowały. Niestety maseczka nawet nie ułatwia rozczesywania.
Dopiero wczoraj, używając jej ostatni raz maska jakby desperacka próbowała uratować swój honor i dzisiaj włosy są zadowolone ale to bardziej z powodu maseczki przed myciem (chociaż wcześniej stosowana po maseczce przed myciem i po myciu dawała niezadowalające efekty).
Mogłabym zganić na stan moich włosów, ale jednak inne produkty działają lepiej. Ponad to maskę stosowałam na przestrzeni pól roku, a pol roku temu włosy miałam w lepszej kondycji a działanie maski wcale nie było korzystniejsze.
Do domowych mieszanek przed myciem średnio się nadaje. Niby maseczki te dają dobre efekty więc maska się spisuje w tej roli, ale ciężko ja rozmieszać, albo wręcz jest to nie możliwe wtedy w mieszance pływają nierozwieszane cząsteczki maski i prezentuje się to nie najlepiej.

PODSUMOWUJĄC
gdybym stwierdziła, że przeciętna to byłoby to za dużo. Maska na moich włosach się nie sprawdziła (chociaż tragedii nie było). Zapłaciłam za pol litra 11 zł więc nie muszę czuć się rozczarowana. Jeśli chodzi o olej kokosowy Vatika to towarzyszył mi bardzo długo, termin ważności skończył się w maju, a wczoraj go wykończyłam. Do tego czasu olej nie zmienił konsystencji czy zapachu.
Olej pozostanie w mojej pamięci jako jeden z ulubionych. Uwielbiałam używać go na rzęsy i brwi bo efekty odżywienia były szybko widoczne po regularnym stosowaniu.
Czasem stosowałam po myciu niewielką ilość na końcówki, a mimo to nie były tłuste.
Najbardziej jednak lubiłam olejowac nim włosy. Po myciu były takie mięsiste, mimo że mam włosy cienkie.
Stosowałam również w mieszance z olejem rycynowym, łopianowym od GreenPharmacy i z olejkiem z drzewa herbacianego, dzięki czemu moje włosy szybciej rosły.
Jedyny minus to właściwie efekt lenistwa, bo jednak olej ma stan skupienia stały (chyba, że są upały) i trzeba go podgrzewać przez użyciem.

Wcześniej stosowałam olej kokosowy rafinowany i zupełnie się do tego nie umywa, dziki czemu uświadomiłam sobie, że nie ma sensu kupować rafinowanego.
To, że Vatika jest nierafinowana to największy plus oleju. Nierafinowany to znaczy, że jest "mniej oczyszczony", a co za tym idzie bogatszy w naturalne składniki, urozmaicony.
Ponadto olej zawiera ekstrakty ziołowe, które moje włosy lubią.

Drobna uwaga: firma Dabur Vatika posiada w ofercie również inny olej koksowy, oparty na parafinie, są to dwa zupełnie produkty.

Coconut Oil (Cocos Nucifera Oil), Emblica officinalis fruit extract (Amla), Terminalia chebula extract (Haritaki), Terminalia belirica extract, Azadirachta Indica leaf extract (Neem), Centella Asiatica plant extract (Brahmi), Hedychium Spicatum Rhizome extract (Kapur Kachri), Lawsonia Inermis leaf extrac (Henna), Lecithin (Soya Lecithin), Perfume, Aqua (soft water), Milk (Lac), Rosmarinus Officinalis leaf oil (Rosemary Oil), Tocopherol acetate (vitamin E), Citrus medica limonum oil (Lemon Oil), Butylated hydroxy toulene.

PODSUMOWUJĄC
świetny indyjski kosmetyk, trafił do grona ulubieńców.

Czas na krótkie włosowe spa:
1. Nałożyłam na około godziny (mogło być trochę dłużej, nie wiem bo oglądałam Harrego Pottera): dwie łyżki maski Biovax (patrz wyżej), dwie łyżki oleju kokosowego (patrz wyżej), dwie łyżeczki Amli w proszku, kilka kropel gliceryny, oleju z drzewa herbacianego i cedrowego.
2. Dwukrotne mycie szamponem prowansalskim Planeta Organica.
3. Maska Biovax na kilka minut.
4. Serum z olejem arganowym Bioelixire na końcówki.

EFEKT: Włosy się domyły i łatwo rozczesywały, a o to obawiałam się najbardziej. Od nasady są uniesione, może trochę końcówki trochę marudzą.
Myślę, że efekt byłby lepszy gdybym po myciu nałożyła inną maskę zamiast Biovaxa, ale chciałam już go zużyć do końca.

Teraz muszę zużyć tylko 4 oleje do włosów (ale jeden to mała flaszeczka), 9 maseczek, 4 odzywki, 12 szamponów (sama w to nie wierzę), 3 wcierki i 4 sera na końcówki.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Jak to się mówi do trzech razy sztuka. Dzisiaj był trzeci raz.

Pierwszy raz.

Zeszły tydzień piątek, wychodzę z pracy o 22, pod blokiem jestem o ok. 22:40 dzięki wyjątkowego zbiegu okoliczności w komunikacji miejskiej.
Chce otworzyć drzwi do klatki, ale napotykam przeszkodę. Klucz wchodzi ale nie mogę go przekręcić. Myślę sobie: no to pipa. Dzwonie do mieszkania bo widzę, że światło się paliło. Nikt nie odbiera. Pisze do lokatora bo mój partner wyjechał. Lokatora nie ma, jego brata tez, jego partnerki też, nikogo też. Wybijam numery mieszkań ale nikt nie odbiera. Lokator podaje mi kod do drzwi ale on mimo miliona prób nie działa. Deszcz napierdala pod wiatr więc mimo daszku moknę. Po jakiś 40 minutach wychodzi ziomek z klatki, a ja chce paść przed nim na kolana, ale coś mnie powstrzymuje i mowie tylko, że zamek jest nie-teges. Wskakuje szybko na trzecie piętro, podświadomie zauważając dziwny wygląd klatki. Dochodzę na trzecie piętro a tam nie ma moich drzwi. Nie ma drzwi sąsiadów, w ogóle nie ma mojej klatki schodowej. Zamiast do D, weszłam do C i przez kolejne 10 minut dziwiłam się jeszcze, że to dziwne że nikt nie otworzył bo wiele razy wydzwaniałam, szkoda tylko, że pod numery innej klatki.

Drugi raz.

Wczoraj zamieniłam się zmianami tak, że zamiast na 22 w pracy miałam być na 7 rano. Oczywiście pobudka godzinę wcześniej w perspektywie to męka ale lepiej to niż wrócić o 23. Z reguły chodzę na 8. Przesunęłam budzik o godzinę i sajonara. Rano budzę się i szybko wpadam w pęd, bo budzik na ostatnią chwile ustawiam. Wychodzę po 6 rano i gnam pędem, żeby zdążyć coś kupić bo obok mojej pracy jeden lipny sklepik na którego trzeba marnować przerwę. Ogarnia mnie radość, kiedy widzę, że Stokrotka czynna od 6, widziałam jak pracownica pali peta na tyle sklepu więc ucieszona podbijam. Ale drzwi się nie otwierają. Myślę: okey, dziwne ale może kilka minut po 6 nie ma klientów więc nadal drzwi są zablokowane. Niezrażona pędzę do Żabki, bo też od 6. Ale Żabka też zamknięta. patrze ja na telefon a tam 54. Całe szczęście, że mogłam pojechać do pracy wcześniej, bo już nawet straciłam chęci żeby wracać do łóżka.

Trzeci raz.

Jadę do pracy również na 7, bo dzisiaj również się zamieniłam i to z ta samą osobą. Zadowolona, chociaż wstawanie było męką (o ironio dzień wcześniej wstałam jak nowo narodzona) ale tym razem chociaż wstałam "punktualnie". Zdążyłam kupić śniadanko w Stokrotce. Zdążyłam na tramwaj. Jestem w połowie drogi gdy dzwoni partner, a wiem, że o tej godzinie to nic dobrego i już dopada mnie przeczucie, i już wiem co i jak, i już on właściwie nie musi nić mówić. Wczoraj przepakowując torby z automatu wrzuciłam swoje klucze. Dzisiaj rano dodatkowo wzięłam jego, a że wychodził po mnie to nie zakluczyłam drzwi. Żeby było śmiesznie to nie pierwszy raz, ale wcześniej chociaż byli lokatorzy, którzy zakluczyli drzwi, a tym razem wyjechali. I tak zamiast na 7 byłam na 8.

Z drugiej strony ta wczorajsza, wcześniejsza pobudka była chyba przeznaczeniem, bo przynajmniej ilość godzin przepracowanych się zgadza.

Ale to nie jest tak, że jestem rozkojarzona, po prostu jest tyle fajniejszych rzeczy o których można myśleć zamiast stąpać twardo po ziemi. To chyba mi nie grozi.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Mam ostatnio chyba jakieś szczęście do promocji. Właściwie to chyba pech skoro znowu musiałam wydać pieniądze. Poszłam do Rossmanna po mydło. A oprócz tego wpadły również:
*lakiery Sally Hansen Complete Salon Manicure 216 You Glow, Girl! 641 Belle of the Ball oraz 220 Cafe Au Lait; 7,69 zł
*kredki do oczu Rimmel Scandaleyes: 003 Bad girl Bronze oraz 001 Witness White; 5,39 zł
*olejek Gold Argan Evree 16,79zł/100ml.

Wszystko kupiłam na promocji na do widzenia. Początkowo myślałam, że pewnie olejek będzie miał krótką datę ważności albo będzie pusty do połowy, ale okazało się, że jest cały i ważny do końca 2017r.

Tak jednak myślę, że lakiery pewnie komuś sprezentuje, bo ja nigdy bym ich nie zużyła przy mojej częstotliwości malowania paznokci.
 

 
Jakoś tak ostatnio się złożyło, że kilka rzeczy wpadło mi w ręce. Przygarnęłam nowego kwiatka, tradycyjnie sukulenta. Ostatnio miałam szczęście do płyt głownie przez trwające w Empiku wyprzedaże. Natalia Przybysz, znana bardziej jako siostra z Sisters, tę płytę wydalę zdaje się jakieś 1,5 roku temu, ale dobrze wspominam kilka kawałków to i te dwie dychy nie było mi szkoda. RHCP niestety nie był na przecenie, ale ta płyta według mnie jest świetna. Na wyprzedaży w H&M dorwałam dwa naszyjniki za dychę, spódnicę w której się zakochałam oraz czarny bezrękawnik z golfem klasyczny, taki jaki chciałam. Zdjęcia robione kalkulatorem. I spódnica chociaż według mnie zdjęcie nie oddaje jej uroku, ale w tym wzorze się zakochałam. Przy okazji zerknęłam szybko do TK Maxx i w ręce wpadł mi szampon. Ale bardziej dla partnera niż dla mnie. Co prawda miałam nadzieje zakupić inny ale ten też ma ładny skład. Na zakończenie dosyć skromny sposób na włosowe spa.
1. Ok łyżeczki żelu aloesowego i maski proteinowej Bioetika wymieszałam z olejem na porost włosów Babuszki Agafii przy czym tego ostatniego sobie nie żałowałam i na koniec dołożyłam trochę na skórę głowy. Po około godzinie:
2. Umyłam włosy łopianowym szamponem Floresam, który jest gęsty jak galaretka i pieni się szalenie.
3. Nałożyłam na chwilę lub dwie maskę Bioetika, tym razem bez dodatków.
4. Zakończyłam wszystko nałożeniem na końcówki 'orientalnego serum Marion z o. kokosowym'. Z efektu jestem zadowolona. Sama mieszanka nadzwyczaj ślicznie pachnie, szampon dobrze współpracował. Włosy są mięsiste, uniesione u nasady i błyszczące jednak nie jest to efekt specjalnego wygładzenia. Włosy się nie strączkują i nie plączą. To chyba najszybszy sposób odżywienia włosów w domowym zaciszu przy moich obecnych, dość skromnych zasobach (jeśli chodzi o produkty odżywcze do włosów z domowej spiżarki to bardzo krucho pod tym względem). Najczęściej ograniczam się do samego oleju, ale gdy go nałożę to wole z nim posiedzieć trochę więcej czasu. No to by było w sumie na tyle. Jeśli chodzi o wyprzedaże to tylko w sumie H&M mnie kusi, do reszty nigdy nie mam cierpliwości i sobie zawsze daruje.

A wy korzystacie z wyprzedaży?
 

 
Moje włosy definitywnie potrzebują podcięcia końcówek, ale że zaufana fryzjerka aktualnie mi nie po drodze to chyba sama zainwestuje w nowe nożyczki.

Postanowiłam je trochę odżywić bo ostatnio naprawdę nie jestem z nich zadowolona, a przynajmniej jeśli chodzi o kondycje na długości.

Padło ponownie na maseczkę rozjaśniającą. A było tak:
1. Dwie łyżki miodu, dwie łyżki maski Biovax do włosów ciemnych, dwie łyżki oleju kokosowego (zamiast oliwy), paczka cynamonu (trochę więcej niż ostatnio), sok z połówki cytryny i trochę wody. Maska wyszła gęsta, nałożyłam ją na włosy, następnie foliowy czepek i ręcznik po czym poszłam oglądać Harrego Pottera.
2. Dwukrotne mycie szamponem prowansalskim PlanetaOrganica.
3. Maska Seri miód i migdały na kilka.
4. Serum z o. arganowym Chantall na końcówki. Efekt: Największym plusem jest chyba brak wzmożonego wypadania przy zmywaniu maseczki mimo, że miałam ją kilka godzin na głowi i zawierał dużą ilość cynamonu który lekko piekł w skórę głowy po nałożeniu (jednak pieczenie przeszło po krótkim czasie inaczej maskę należałoby zmyć). Włosy łatwo się rozczesywały, nie są przyklapnięte, nie strączkują się. Nie są tak wygładzone jakbym chciała ale ogólnie jestem zadowolona. Minus jest taki, że nie dokładnie umyłam włosy i kosmyki nad uszami są tłuste. Najważniejsze, że włosy nie są przyklapnięte od nasady.

Idąc dzisiaj do Lidla pomyślałam sobie: szkoda, że Lild coraz rzadziej miewa w ofercie specjalnej marki własne. Oprócz masła do ciała o którym kiedyś pisałam raczej już nie widuje kosmetyków Cien, chociaż kilka lat temu były często oferowane. Pamiętam serie z granatem i aloesem, które kiedyś jak na złość mnie nie kusiły. W każdym razie dzisiaj pozytywnie się zaskoczyłam. *Cien olejek antycellulitowy z wyciągiem z brzozy oraz koenzymem Q10. Brzmi znajomo? Mi odrazy kojarzy się z Alterrą, nawet opakowaniem dużo od siebie nie odbiegają, tylko cena dwa razy niższa.
Skład: olej z nasion słonecznika, o. z pestki moreli, o. babassu, o. awokado, o. ze słodkich migdałów, o. sojowy, ekstrakt z liści brzozy, e. z liści rozmarynu, e. z kwiatów nagietka lekarskiego, koenzym Q10, wit. E, alkohol konserwujący, zapach x 3.
100 ml/15 zł. *Cien krem na noc z granatem do cery dojrzałej: cery dojrzałej nie mam ale ten krem spośród całej serii miał najładniejszy skład. 50ml/8,49zł. Oprócz tego małe zdobycze książkowe. każda za dychę więc nic tylko brać. Ktoś jeszcze skusił się na kosmetyki z Cien?
 

 
Dzisiejsze podsumowanie będzie raczej nudne, ale że jakoś nawet lubię je robić, więc to też zrobię.

Kosmetyki z czerwca:
-mycie- czarna nalewka Agafii, biała glinka myjąca Receptury Agafii, Mill Creek henna shampoo (od wczoraj; TK Maxx), sporadycznie Planeta Organica szampon prowansalski;
-maski- Bioetika z proteinami, Kallos Hair Botox, L'biotica Biovax Pearl;
-końcówki- serum Marion;
-olej- makadamia,
-awaryjnie puder Babydream, czerwona glinka,
-wcierki- ampułki Radical (przez tydzień więc raczej się nie liczy);
-domowe maseczki: rozjaśniająca z cynamonem i miodem, misz-masz z kawą, wzbogacenie oleju maską i żelem z aloesem.

Kosmetyki na lipiec: Szampon Mill Creek z henną, maska Bioetika, Kallos, L'biotica Biovax, serum Marion na końcówki, olej arganowy.

Zakupoholizm:
nabyte: maska OrganicShop z figą, biała glinka myjąca Agafii, FLORESAN szamp. z łopianem, szamp. na łopianowym propolisie Agafii, szamp. LeśnyZielarz, maska Biovax Pearl, DermoFuture tonik przeciw wypadaniu, Radical ampułki do skóry głowy, szampon Babydream, szamp. Isana z mocznikiem, mydło B&V ale nie wiem czy zużyje je do włosów,
-zużyte: olej makadamia, biała glinka Agafii, czarna nalewka Agafii.

A najświeższy nabytek dostałam od znajomej bo kupowała sobie i stwierdziła, że mi też kupi. Cóż mogłam na to poradzić... Ale żeby nie było, że kupuje tylko kosmetyki to ostatnio miałam szczęście do płyt: Janis po 15 zł w Biedronce, Amy po 20 zł w Saturnie.

A wy coś upolowaliście ostatnio coś fajnego?
  • awatar hairlovelo: Balsam tez mam na oku ale w tej kwesti zapasow nie robie ;d
  • awatar Wiedźma1: Mam z tej serii żel pod prysznic i balsam do ciała (isana med.) :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Odżywianie włosów ciąg dalszy. Padło na maseczkę, którą do niedawna stosowałam regularnie. Tym razem postanowiłam dodać do niej kawy. A było dokładnie tak:
1. Dwie łyżki kawy zalałam niewielką ilością wrzątku, dodałam dwie łyżki maski Biovax, dwie łyżki oleju arachidowego, po 4 krople gliceryny, olejku cedrowego i z drzewa herbacianego. Następnie dosypałam dwie łyżeczki amli w proszki, która wszystko zagęściła i w efekcie nie było tego zbyt dużo jak na to ile wcześniej zmieszałam.
Nałożyłam na skórę głowy i włosy razem z fusami, założyłam czepek i ręcznik.
2. Po godzinie, może dwóch (zasiedziałam się) umyłam dwukrotnie włosy szamponem prowansalskim Planeta Organica. Podczas mycia włosy były jakby trochę gumowe w dotyku, już się bałam, że rano będą niedomyte i obciążone.
3. Nałożyłam na kilka minut maskę Biovax do włosów ciemnych.
4. Rano zabezpieczyłam końcówki serum Chantall. Efekt: Pozytywne zaskoczenie w postaci czystych włosów, już się bałam że je przeciążyłam ale szampon dał rade (mimo, że ma łagodny skład). Plus dla szamponu za brak przyklapu.
Mieszanka natomiast dała efekt przyzwoity. Szału nie ma, ale źle też nie jest. Kawa chyba nie zostanie moim przyjacielem, lepsze efekty przynosiła maseczka bez niej. Plus za to, że nie było problemu z jej wypłukaniem. Włosy są mięsiste i się błyszczą, trochę trudno było je rozczesać pierwszy raz 9ale to raczej wina maski nałożonej po myciu).
Maska nie spowodowała wzmożonego wypadania.
Maska Biovax zastosowana solo znowu mnie nie przekonała, tym razem nałożyłam trochę więcej ale działanie nadal... przeciętne. Niewiele mi już jej zostało więc recenzja powinna być gdy ją wykończę (czyli pewnie w przyszłym roku z moim tempem).

W tym tygodniu wypróbowałam jeszcze jeden sposób na odżywienie włosów. Tym razem połączyłam podstawowe składniki w pielęgnacji włosów: emolienty - humekanty - proteiny.

Zamiast standardowo naolejowałać włosy do oleju makadamia dodałam proporcjonalnie (mniej więcej wszystko w takich samych ilościach na oko) żelu aloesowego oraz maski proteinowej Bioetika. Na końcu nałożyłam jeszcze resztę oleju.

Ten duet był efektywniejszy, włosy był wygładzone i bardziej dopieszczone. Całość ładnie pachniała i łatwo się zmyła.

A wy staracie się trochę bardziej odżywić włosy przy takiej pogodzie?
  • awatar hairlovelo: @kajszandoo: Tak,fuzy, ale z moich wlosow wypukiwanie takich rzeczy to nie problem. Tez ostatnio robie sobie dwa warkocze ;D
  • awatar kajszandoo: Kawa na włosy, te takie "fusy" ?? Woo, szacun :D Ja upinam je w dwa francuskie warkocze, pielegnacji nie zmieniam. Czuje się zaproszona do ciebie :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzisiaj szybka recenzja. Ale właściwie nie wiem czy można recenzować coś co użyło się 5 razy. Niemniej 'efekty' były zauważalne od razu więc napisać o nich można. [zdj., sklad i 'od producenta' z: http://www.sklep.bioarp.pl]

OD PRODUCENTA
Delikatne mydło skomponowane ze 100% naturalnych składników. Delikatnie oczyszcza nie pozostawiając odczucia ściągania. Biała myjąca glinka pielęgnuje skórę, przywracając jej miękkość i elastyczność, a włosom daje siłę i blask.

Kamczatska wulkaniczna glinka i 5 roślin z bogatą zawartością saponin (składnik spieniający), delikatnie oczyszczają ciało i włosy, pienią się i myją bez naruszenia naturalnej ochrony skóry.

Oleje z roślin syberyjskich uzyskiwane w procesie zimnego tłoczenia zachowały wszystkie pożyteczne właściwości owoców i nasion. Dzięki wysokiej zawartości nienasyconych kwasów tłuszczowych głęboko odżywiają i nawilżają skórę.

SKŁAD
Glycerin, Kaolin, Sodium Cocoyl Isethionate, Clay (biała glinka kamczatska), Linum Usitatissimum Seed Oil (olej lniany), Pinus Sibirica Seed Oil (olej cedrowy), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej z rokitnika), Rosa Canina Fruit Oil (olej dzikiej róży), Abies Sibirica Oil (olej pichtowy), Amaranthus Caudatus Seed Oil (olej z szarłatu (amarantusa), Sinapis Alba Seed Oil (olej z gorczycy), Ricinus Сommunis Seed Oil (olej rycynowy), Saponaria Officinalis Extract (ekstrakt z mydlnicy lekarskiej), Gypsophila Paniculata Extract (ekstrakt gipsówki), Glycyrrhiza Glabra Extract (ekstrakt lukrecji), Acanthophyllum Glandulosum Extract (ekstrakt koliuczelistnika), Hyssopus Officinalis Extract (ekstrakt hyzopa lekarskiego), Parfum.

Czy to wszystko nie wygląda cudownie?

Kosmetyk stosowała tylko do mycia włosów więc ocenię go pod tym kątem.

OPAKOWANIE
100 za ok 8 zł. Cenowo nie wychodzi najlepiej ale raz można 'zaszaleć'. Pisząc wprost, dla mnie saszetka nie jest wygodna. Ta forma opakowania sprawdziła się przy maseczce do twarzy, przy szamponie nie.

ZAPACH
no tutaj nie mam zastrzeżeń tradycyjnie z resztą.

DOSTĘPNOŚĆ
sklepy z rosyjskimi produktami, allegro.

KONSYSTENCJA/WYDAJNOŚĆ
konsystencja jest bardzo gęsta. Za gęsta. Ciężko rozprowadzić ją na włosach nawet po rozcieńczeniu. Dobrze się pieni ale tylko z dużą ilością wody. Wydajność... sama nie wiem, 100 ml starczyło mi na 5/6 razy podwójnego mycia włosów.

DZIAŁANIE
przeglądając opinie na blogach zauważyłam dwie oceny: raz powodowała szybsze przetłuszczanie, raz gwarantowała dłuższą świeżość.
Ja niestety zaliczam się do pierwszej grupy. Wszystko powinno być dobrze skoro glinka jest na pierwszym miejscu, sęk w tym, że jest zbyt bogata w oleje. Do ciała owszem, do włosów nie. Moja skóra głowy była nieświeża (nieświeża to w sumie lekkie określenie, po prostu tłusta) już następnego dnia po myciu chociaż zazwyczaj spokojnie mogłam przechodzić dwa dni bez mycia.

Producent obiecuje siłę i blask. No cóż, glinka raczej nie dodała mi blasku za to splatała moje włosy. Nie były też matowe ale raczej sprzymierzeńcem długich włosów nie jest chyba, że w duecie z dobrą odzywką. Raz odważyłam się umyć włosy stosując tylko ta glinkę bez żadnej odżywki. W efekcie włosy były splątane i suche na końcach, no i tłuste natrzepanego dnia.

PODSUMOWUJĄC
plus za skład, minus za działanie, cenę i konsystencję.

*Spoglądając na skład łatwo można dojść do wniosku, że taki kosmetyk można samemu zrobić np. gdyby ktoś chciał myć się ekologicznie i naturalnie albo przy problemach z cerą.

Na skromne warunki wystarczyłaby glinka, dowolne oleje i mydlnica lekarska. Może kiedyś wypróbuje to połączenie.
--------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak sobie myślę. Jeśli postanowiłam kolejny ban na zakupy włosowe to czy grzebień się liczy? Chyba nie, w końcu chodzi głównie o kosmetyki.

Tak wiec małe zakupy dotarły do mnie. *Mydło Dudu-Osun jest chyba dość popularne jak na egzotyczne, naturalne mydła. Zapach jest słodki, pieni się dobrze. Mydło z Nigerii zawiera: miód, masło shea, afrykańskie drzewo sandałowe, olej z nasion palmowych, popiół z łupin kakaowych, popiół z pęczków palmowych, aloes, sok z cytryny, woda i zapach.
I jest biodegradowalne. 150g/13,88zł.

*Leczniczy grzebień z drzewa Neem z rączką IHT9. Ajurwedyjski grzebień wyprodukowany w Indiach z drzewa miodli indyjskiej, a producent chwali się, że zapobiega wypadaniu oraz łupieżowi, a pobudza wzrost. Jak na razie mogę się zgodzić, że nie elektryzuje włosów. Reszty raczej nie oczekuje w końcu to nadal zwykły grzebień. Na plus jest bardzo dobre wykonanie, nic nie haczy włosów i to się liczy. Ponadto bardzo dobrze rozczesuje ale nie ciągnie mimo rzadkiego rozstawienia igiełek (czy jak się ta cześć grzebienia nazywa tam). Cena: 13 zł.
 

 
Ostatnio, po miesięcznej przerwie po domowych maseczkach z amlą i po roku niepodcinania, zauważyłam że włosy nie są w najlepszej kondycji. Dodatkowo dochodzą upały i wiatr szarpiący rozpuszczone włosy.

Padło na maseczkę, która stosowałam dwa lata temu, a której skład jest wysoce odżywczy. A było tak:
1. Cynamon (dużo, chyba z pół paczki), dwie łyżki oliwy z oliwek, dwie łyżki miodu i sok z całej cytryny wymieszałam i dodałam trochę wody oraz maseczki Biovax. Nałożyłam na... w sumie nie pamiętam, kilka godzin bo przesiedziałam z nią cały wieczór (im dłużej tym lepsze działanie rozjaśniające ale po jednym razie nie ma na co liczyć). Po nałożeniu maseczki założyłam foliowy czapek i ręcznik.
2. Umyłam dwukrotnie włosy szamponem Planeta Oraganica.
3. Nałożyłam maskę Biovax dla wł. ciemnych.
4. Rano nałożyłam krople serum silikonowego Chantall.

Efekt: Końcówki bezsprzecznie do wyrównania ale aktualnie do fryzjera mi nie po drodze. Oprócz tego jestem całkiem zadowolona, włosy błyszcza i są mięsiste. Bałam się, że kilku godzinne siedzenie z maską i delikatny szampon spowodują przyklap, albo co gorsze, że włosy się nie domyją. A to takie mile zaskoczenie ze strony szamponu.

Natomiast maseczka Biovax nie zachwyciła mnie po raz kolejny. Jednym zdaniem: bardzo dobra do domowych mieszanek, solo bardzo słaba. (poszukałam nawet źródło w internecie i tam też brak dokładnych proporcji).

Czas na krótka recenzje.

Cien masło do ciała - intensywna pielęgnacja nawilżająca o zapachu mango - do skóry suchej i normalnej. (wzięłam zdj. z internetu bo zapomniałam zrobić własnych, tu akurat niemiecka wersja wizualna).

OPAKOWANIE
bardzo na tak! Ale praktycznie to jednak jest trochę mniej wygodne, za to cieszy oko/400 ml.

ZAPACH
przyjemny i subtelny, owocowy (a raczej mangowy).

KONSYSTENCJA
nie za rzadka, nie za gęsta, typowa dla maseł. Łatwo się rozprowadza i szybko wchłania (ale nie należy przesadzać z ilością). Nie potrzeba wiele.

DOSTĘPNOŚĆ
Lidl - 9,99zł (oferta specjalna ale powtarzalna).

SKŁAD [źródło: http://lady-in-braid.blogspot.com/2012/07/maseko-ze-spizarki-cien-mango.html]

DZIAŁANIE
masło nawilża dość dobrze i długotrwale. Zostawia wyczuwalną warstewkę na ciele, która utrzymuje się cały dzień (zazwyczaj kremy wchłaniały mi się całkowicie przez noc). Efekt jest więc długotrwały ale doraźny tzn. do następnej kąpieli.
Dla ekstremalnie suchej skóry może nie wystarczyć, ale dla normalnej jest b. dobry.
Natomiast do suchej skóry będzie dobrym rozwiązaniem dodanie czystego oleju, ja dodałam saszetkę 10 ml oleju awokado do do połowy zużytego kremu. Taka mieszanka nakładana na wilgotna skórę nawilża jak nic. (Wszystkie wersje jakie były do wyboru: mango, kakao, kokos.)

PODSUMOWUJĄC
Jak na codzienne masło, z marketu jest bardzo dobre, a trochę urozmaicone jest świetne.

A i jeszcze na zakończenie, żeby nie było, że tylko kosmetyki do włosów mnie interesują, to małe zdobycze kulturalne z wczoraj. *William Faulkner: jestem sobie na Placu Wolności, spoglądam w stronę ławki a tam to cudo. Nikogo w pobliżu... to trafiła w moje ręce.
Jest to zbiór opowiadań, dwa już za mną, szczególnie podobało mi się drugie "Dwaj żołnierze".
*W Empikach trwają wyprzedaże, dorwałam płytę Lany za 20 zł, bo za ta cenę nie przeszkadzało mi, że już ja nawet mam (ale w wersji nielegalnej), a że bardzo mi się spodobała to kupiłam.
  • awatar Mi ki <3: Hehe super zdobycz kto zgubił rozum i książkę przy okazji jak można zostawić ot tak na ławce
  • awatar Wiedźma1: Muszę spróbować :)
  • awatar MakeupAn: Ładne masz włosy :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Jest tak wcześnie (a przynajmniej mam takie wrażenie), że nic tylko pisać. A dzisiaj będzie długo i dużo, dużo i jeszcze raz, dużo i długo. Nie przeciągając przechodzę do rzeczy.

Na początek recenzja.

(Czarna) Bania Agafii, czarna nalewka - ziołowy szampon do włosów: CO NAM OFERUJĄ?
Szampon - nalewka ziołowa do włosów (Czarna Bania Agafii) – tradycyjny syberyjski środek do pielęgnacji włosów. Dzięki wyciągom z roślin posiadającym naturalne właściwości myjące, jagodom bogatym w witaminy, odżywczym olejom, szampon delikatnie oczyszcza, nawilża i wygładza włosy. Wzmacnia ich strukturę, regeneruje, przywraca im siłę i blask.

Dziurawiec – zawiera wiele biologicznie aktywnych substancji, odżywiających cebulki włosowe.
Szałwia górska - zapobiega pojawieniu się łupieżu, wzmacnia krwiobieg i korzenie włosów
Nostrzyk żółty i leśna wiązówka błotna - chronią włosy przed niekorzystnym wpływem środowiska zewnętrznego.
Szyszki czarnej olchy - tonizują skórę głowy.
Liść jeżyny – posiada silne właściwości odżywcze
Organiczny olej jałowca - przywraca włosom elastyczność.
Olej z korzenia łopianu i kwiatostan amurskiej lipy - odżywiają, tonizują i nawilżają skórę głowy.

OPAKOWANIE
Czarna Bania Agafii, czarna nalewka, a opakowanie też czarne. Dozownik jest okey, szkoda tylko, ze nie można postawić do góry nogami. Za to design mi się podoba.

ZAPACH
tu się nie wymądrzam bo nigdy nie umiem poznać, ale na pewno był przyjemny.

DOSTĘPNOŚĆ
szampon jak na rosyjski kosmetyk jest dosyć popularny, najbardziej opłaca się kupować na Allegro, można dostać go za 6 zł i dostawa InPost to kolejne 3 zł więc nie jest źle za 350 ml.

SKŁAD Mamy tu trochę "chemii" w tym silny detergent, który mi odpowiada, następnie mnóstwo ekstraktów, a na koniec barwniki, zapachy i konserwanty. Według mnie jest przyzwoicie dobrze.

KONSYSTENCJA/WYDAJNOŚĆ
konsystencja jest gęsta i czarna, wydajność jest też przyzwoita. Używałam go wraz z partnerem przez miesiąc (ja co dwa dni dwa razy, on jeden raz codziennie) przy czym szamponów sobie nie żałuje.

DZIAŁANIE
Szampon bardzo dobrze oczyszcza włosy, a jednocześnie nie wysusza. Włosy są błyszczące od nasady po końce (ale zawsze używałam odzywki). Nie zauważyłam plątania podczas mycia. Radził sobie z olejami. Ani razu nie miałam niedomytych włosów, oklapniętych czy w jakimś innym tragicznym stanie. Objętość: była. Jeśli chodzi o przedłużanie świeżości włosów to początkowo zauważyłam lekką poprawę, nie duża ale zawsze coś.

PODSUMOWUJĄC
co tu dużo gadać, dla mnie to kolejny dobry szampon. A nawet mogę powiedzieć bardzo dobry. Dałabym mu 4+ (w skali do 5).

Kolejna recenzja.

Tonizujące serum do twarzy - zachowanie młodości - do 35 r.ż.: PRODUCENT
Unikalna receptura emulsji do twarzy do 35 lat oparta jest w 98% na komponentach pochodzenia roślinnego, organicznych ekstraktach i olejach z zimnego tłoczenia pozyskanych z ekologicznie czystych rejonów Syberii.
Ogranicza przedwczesne procesy starzenia się skóry, aktywnie odżywia i intensywnie nawilża skórę. Naturalne oleje i ekstrakty nasycają skórę niezbędnymi witaminami i aminokwasami.
Zaleca się stosować na godzinę przed zastosowaniem kremy rano i wieczorem. Wzmacnia działanie kremu.

SKŁAD
Aqua with infusions of Rosa Daurica Pallas Extract, Rhaponticum Carthamoides Extract, Helleborus Extract, Artemisia Arctica Extract, Organic Juniperus Communis Extract, Organic Salvia Officinalis Extract, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Helianthus Annuus Seed Oil, Hippophae Rhamnoides Altaica Seed Oil, Althaea Rosea Oil, Rubus Chamaemorus Seed Oil, Centaurium Umbellatum Oil, Iris Pallida Root Oil, Xanthan Gum, Sodium Hyaluronate, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Organic Parfum.

30ml/10,50zł.

OPAKOWANIE
znowu trafia w mój gust, pipetka działa prawidłowo, a opakowanie jest solidne.

ZAPACH
no jakiś taki kremowy, z jakimiś nutami roślinnymi... no dobra nie wiem, po prostu jest okey.

KONSYSTENCJA
no i tutaj pytanie czy serum powinno być skoncentrowane i gęste czy lekkie? To zaliczyć można do tych lekkich, jest trochę rzadkie.

DOSTĘPNOŚĆ
Też nie najgorsza jeśli chodzi o gamę kosmetyków rosyjskich. Teraz nawet sklepy popularne z maikijażówki (typu cocolita, kosmetykizameryki) wprowadziły rosyjskie kosmetyki, ale cenowo to średnio... To serum kupiłam za 10-11 zł, ale ceny są rożne.

DZIAŁANIE
Tak jak konsystencja tak i działanie jest dosyć lekkie. Pielęgnacja mojej mieszanej skóry (przy czym lubi ona popadać w skrajności) wygląda teraz tak: to serum na dzień, mocniejsze nawilżanie na noc (żel z aloesu + mleczko-nektar Tołpy). I tak jest dla mnie idealnie, ponieważ serum nie przetłuszcza mi skóry, a na twarzy bardzo szybko wyczuwam wszelkie warstwy po kremach, bo od razu mnie irytują. To serum mnie nie irytuje więc je lubię.
Jeśli chodzi o nawilżanie to lekko odżywia skórę, jeśli w nocy dobrze ją nawilżymy, to serum utrzyma dobrą kondycje skóry. Jeśli natomiast ktoś szuka porządnego nawilżenia na dzień to będzie musiał działanie serum uzupełnić innym kosmetykiem.
Z resztą producent nam tutaj nie mydli oczy bo pisze wprost"
"zaleca się stosować na godzinę przed zastosowaniem kremy rano i wieczorem. Wzmacnia działanie kremu".

PODSUMOWUJĄC
lekkie serum na dzień, mi wystarcza stosowane solo. Nie przetłuszcza skóry i nawilża (chociaż w niedużym stopniu).

Jeszcze nie koniec na dziś. Ostatnio trochę się rozpasałam... o tak, złamałam się i popłynęłam z falą zakupów. To nie skończyło się na minimalnych ilościach. Rossmann: Maseczka Biovax Pearl: no cóż tutaj mogę się wytłumaczyć, że mocno odżywiającej maski nie miałam, a moje włosy od roku nie widziały fryzjera więc na pewno się przyda. No i była w promocji (około 10 zł), bo normalnie do najtańszych nie należą. Szkoda, że promocja nie obejmowała wersji ze złotem.
DermoFuture kuracja przeciw wypadaniu włosów: jeśli chodzi o wcierki to nie mam tutaj dużych zapasów. Kuracja ma fajny aplikator i dwie ostatnie sztuki były przecenione na 14 zł.
Allegro: przekonałam się do pędzli więc postanowiła wypróbować więcej. W7 pędzelek do eyelinera: już wypróbowałam i się sprawdził/7,40zł.
Ecotools: zestaw do malowania oczu, na razie mam mieszane uczucia, ale dopiero się za nie zabieram/40zł.
Hean matujący puder bambusowy: 15,40zł.
Organic Shop maska do włosów (figa&migdał): 8 zł.

BIOARP:
B&V mydło do ciała – olej z pomarańczy, ekstrakt imbiru, olej z cynamonu: mydło było w dosyć dużej przecenie więc oczywiście pod wpływem impulsu kupiłam. Skład ma raczej przeciętne no ale za pół litra cena 15,20zł nie jest kosmiczna. Ładnie pachnie więc chociaż coś.
Bania Agafii: biała glinka do mycia ciała i włosów 100ml/7.57zł.
FLORESAN - szampon łopianowy - przeciw wypadaniu włosów: był w promocji za 6 zł to wpadł do koszyka.
Tradycyjny syberyjski szampon do włosów przeciw wypadaniu, No3 na łopianowym propolisie: 400 ml/7.57zł.
„Leśny Zielarz” szampon do włosów – ekstrakt kotków brzozowych, rumianek, propolis, ochrona koloru włosów farbowanych – farbowanych włosów nie mama ale moje włosy lubią zioła, a szampon był w promocji, 270ml/10zł.
„NATURA ESTONICA BIO” „perełkowiec japoński” – nawilżające serum do twarzy dla cery normalnej i suchej - roślinna gliceryna, kwas hialuronowy, ekstrakt z perełkowca japońskiego, organiczny ekstrakt lotosu; kończy mi się serum z powyższej recenzji, a braki trzeba uzupełniać/12.67zł.

No i jeszcze w piątek popełniłam małe grzechy: Szampon Babydream z promocji głownie dla mycia szczotki i pędzli, ampułki Radical rzuciły się na mnie w Biedronce więc co mogłam zrobić / 16zł. Puszczam oczko i spadam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Well... to chyba nie był najlepszy tydzień jeśli chodzi o szukanie pracy.
Gdyby nie to, że obecnie muszę jeździć na to totalne zadupie to nie byłoby problemu.

oferta nr 1. Infolinia
... dla prostytutek. To nie żart. Pan dzwoni, ja odbieram, podaje adres i stawkę, on jedzie (nie mylić z sex-telefonem). Zwykła infolinia...

oferta nr 2. Klub
Miesiąc temu wysłałam cv do ogłoszenia na stanowisko selekcjonerki do klubu. Proste, stoisz przy wejściu i sprawdzasz bileciki, ochrona jest za tobą i wszystko wygląda okey.
Zadzwoniła do mnie jak jeszcze pracowałam z poprzedniej firmie i mogłam się umówić dopiero w przyszłym tygodniu ale ona wtedy wyjechała wiec rozmowa odbyła się dopiero wczoraj.
Z tym, że selekcjonerki już maja, a szukali promotorek... A jak promotorki to wiadomo, że klub nocny. Ale nie od razu, że to by była moja praca. Ja miałabym tylko chodzić po rynku o 2 w nocy zapraszając facetów na go-go.
No cóż przynajmniej stawka była ciekawa, ale chyba się nie poświecę.


Cały czas mam nadzieje, że zadzwonią i powiedzą, że w centrum zwolniło się miejsce.

Mam też taki miały dylemat. Zamówiłam dwie paczki. Jedną ze sklepu internetowego, druga z Allegro. Obydwie do paczkomatów. Nie wiem czy powinnam się martwic jeśli paczka ze sklepu internetowego już doszła, a o drugiej nawet nie zostałam poinformowana, że została wysłana. Jedynie, że sprzedający otrzymał hajs.
Ktoś ma doświadczenie w takich sprawach?
  • awatar hairlovelo: @MakeupAn: właśnie napisałam, też mi przyszło do głowy, że może czegoś nie maja i czekają na dostawę, jeszcze poczekam ;)
  • awatar MakeupAn: może nie mieli na magazynie :) czasami paczki sie opozniaja spokojnie, jesli jednak sie martwisz poprostu napisz maila do sprzedającego :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Chyba nigdy nie przestane szukać pracy. Nie wiem czy to moja wina czy nie mam szczęścia. Chyba trochę tego i tego.

Po dwumiesięcznej umowie z agencją, która kazała sobie zwracać 500 zł od nieusprawiedliwionej nieobecności w firmie o bardzo złej reputacji oraz źle traktująca pracowników fizycznych (pracowałam w biurze, ale jednak tak jak traktowali pracowników "niższego szczebla" to dla mnie nie do przyjęcia), udało mi się znaleźć dosyć szybko, bo w przeciągu 3 dni podpisałam umowę (piątek ostatni dzień w tamtej firmie, w czwartek już zaczynałam nową pracę), prace w dużym call center. Praca znowu przez agencje ale tym razem umowa jest normalna. Uff to dużo.

Niestety początkowo miałam iść do placówki znajdującej się z 20 minut drogi od mojego miejsca zamieszkania. Okazało się, że nie mam miejsc i wysłali wszystkich nowych pracowników na totalne zapiździe. Dotarcie tam zajmuje mi ponad godzinę. Wychodzę równo o 7 i jestem spóźniona na 8. Są to typowe przemysłowe przedmieścia, nie ma porządnego chodnika, więc wczoraj wracając w ulewie ślizgałam się po bocie w espadrylach, które teraz są do wyjebania. No i jak tylko mój partner mnie zobaczył, to stwierdził, że mam wkurwienie wypisane na twarzy. Bo miałam po dwugodzinnym wracaniu do domu.

Oczywiście pytałam czy jest szansa przeniesienie do też bliższej lokalizacji, no i to jest sytuacja w której ktoś by się zwolnił.
Szczer ze jednak powiedziawszy potrwało by to pewnie z minimum dwa tygodnie do miesiąca lub dłużej. Grafika mam takie, że przez najbliższe dwa tyg mam kilka dni na 14 do 22, większość dni wolnych i dopiero później w miarę normalnie bo tylko jeden piątek wolny a reszta 8-16.

Przerażają mnie trochę te dwa tyg bo ze stawką 10 zł brutto to może zarobie na waciki.

Przyznam szczerze, że nie zależy mi zbytnio na umowie o prace chociaż powinno ale minimalna stawka powinna być 10 zł netto.

Wczoraj skończył mi się okres szkoleniowy i dzisiaj będę już rozmawiała z ludźmi. To kolejna rzecz, która mnie... degustuje, bo wiem że nie jestem ani trochę przygotowana. Chyba wolałabym mieć dłuższe szkolenie takie jak były wcześniej, a co sami starsi pracownicy określali jako efektywniejsze, niż takie wszystko i nic.

Przez ten cały stres miałam nic nie kupować a czekam na dwie paczki.

I w ogóle jak o tym wszystkim myślę to się wkurwiłam i wiem, że już cały dzień taki będzie.

A szkoda, bo zapowiadało się fajnie i stwierdziłam, że przeboleje tą niską stawkę.

Co jest najśmieszniejsze te dwie lokalizacje mają zupełnie inne opinie. Na zapiździu jest podobno nieciekawie, po dwóch dniach ciężko stwierdzić ale fajnie tez nie jest. Głównie przez kierownictwo, dziewczyna dostałą reprymendę za odpisywanie na sms'a chociaz nikt nie dzwonił.

Lokalizacja w centrum cieszy się raczej lepszymi opiniami, fejsbuki, drukowane notatki na uczelnie, jedzenie. Wszystko jest okey.

Jak to jest możliwe, że trafiłam na to za piździe. Jeden chłopak zdołał się przenieść, miał jakaś bliższą znajomą w centrum. Ja też mam tam znajomą ale z drugiej strony nie chce truć jej dupy. Reszta w sumie ma bliżej na zapiździe, tylko ja zostałam jak ten debil.

A chuj, wysyłam cv. Nawet lepiej, że ten grafik taki zjebany, będzie czas na rozmowy... A i tak pewnie nic z tego nie wyjdzie.
  • awatar MakeupAn: Ojej brzmi nieciekawie .. :( Mam nadzieje ze bedzie cos lepiej ://
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zawsze jak robię comiesięczne podsumowanie myślę: rany, niewiarygodne, że już minął miesiąc. Tym razem czas przeleciał, zdaje się, jeszcze szybciej.

Kosmetyki z maja:
-mycie: czarna nalewka Bania Agafii,
-odzywka/maska: Bioetika IV maska z proteinami, Kallos HairBotox (również z proteinami),
-końcówki: serum Marion
-olej: makadamia,
-awaryjnie puder Babydream, czerwona glinka,
-maska wszystko i nic z amlą od dwóch tygodni niestosowana. To są wszystkie kosmetyki do włosów (oprócz awaryjnych), które aktualnie stosuje. Jest to jeszcze szampon Yves Rocher, którym myje szczotkę z włosia dzika.

Nuda goniona nudą. To jest dopiero minimalistyczna pielęgnacja. Czasem naolejuje włosy, dwukrotnie myje szamponem i wymienione wyżej maski nakładam zamiennie, na końcu zabezpieczam końcówki. Tak to wygląda ostatnimi czasy.

Ostatnio bywa, że mam większe trudności z rozczesaniem włosów, brakuje mi maski wszystko i nic. Oprócz tego zdaje sobie sprawę już kupę czasu nie byłam u fryzjera i pewnie ten stan na razie się nie zmieni. Chyba wole zainwestować w nowe nożyczki niż iść to nieznanego fryzjera i ryzykować.

Zakupoholizm:
-zużyte: keratyna hydrolizowana, olej avocado (saszetka 10 ml wylądowała w maśle do ciała Cien dzięki czemu jeszcze bardziej go lubię), szampon EvaNatureStyle;
-nabyte: szampon i odżywka NaturaSiberica, odzywka czarna rzepa HairCare Farmona.

No dobra, zaczynam znowu szaleć przyznaje się. Nie wygląda to jeszcze źle, w końcu jest na równi. Z tym, że wczoraj zamówiłam 4 kolejne szampony (ale w tym jeden tylko 100 ml). Na swoją obronę mam to, że szampony to faktycznie kosmetyki które zużywam szybko (nie żałuję sobie przy dwukrotnym myciu co drugi dzień), a na dodatek dzielę się szamponami z partnerem (myje codziennie, jeden raz), przez co schodzi jeszcze szybciej.

Tak natomiast prezentują się wszystkie kosmetyki, które aktualnie stosuje po przeprowadzce: Od lewej:
-peeling drobnoziarnisty Purederm: użyłam na razie raz, jest dosyć dziwnie tłusty i trochę ciężko się go rozprowadza, dlatego mam mieszane uczucia i jakoś po niego nie sięgam (peelingi nigdy nie były mi niezbędne),
-masło Cien: dobre masło w dobre cenie: nawilża dobrze ale efekt utrzymuje się tylko do kolejnego mycia, ładnie pachnie i się wchłania, po dodaniu oleju awokado jego działanie nawilżające jest zdecydowanie lepsze, zatem warto spróbować,
-krem Isana oliwkowy: stosuje do demakijażu i sprawdza się super, zwykły krem a rozpuszcza tusz do rzęs,
-pomadka z rumiankiem Alterra: dobrze spisuje się jako odżywka do rzęs i brwi,
-mleczko-nektar Tołpa i żel z aloesu: razem bo nakładam je na noc (najpierw żel) i duet ten bardzo mi sprzyja, przykrych niespodzianek mało i rzadko, a gdy potrzebuje większego nawilżenia po prostu nakładam grubsza warstwę, takie to proste,
-serum do 35 lat Receptury Babuszki Agafii: nazwałabym je raczej rzadki krem do twarzy ale nie jest to wada, dosyć szybko się wchłania, nie pozostawia "tępej" warstwy jak zwykłe kremy nawet na dzień, nawilża wystarczająco, a twarz mniej się błyszczy, chociaż cud to nie jest ale za 10 zł to w sumie jest bardzo dobrze,
-reszta doczeka się recenzji. No i pozostałe, które czekają na swoją kolej. Keratynę w małej buteleczce właśnie zużyłam, z resztą chyba już nie pójdzie tak łatwo. We wcześniejszym poście prezentowałam nowe zdobycze do włosów, teraz prezentuje zdobycze do maijażu. Właściwie coś mnie pokusiło, żeby zawitać do TK Maxx, chyba tęsknota, bo dawno tam nie byłam. Zazwyczaj wchodzę i wychodzę, ale lubię pogapić co mają na półce bo kosmetyki mają ciekawe. Traf chciał, że chyba trafiłam na dostawę bo było dużo i różnorodnie (nawet nie zagłębiałam się w kosmetyki do włosów, rzuciłam okiem ale oprócz jednej czy dwóch odzywek nic nowego i fajnego nie widziałam). Upolowałam za to dwie palety do makijażu oczy od Technic (czy jakoś tak). Czaiłam się również na zestaw od CK ale stwierdziłam, że bronzera nie używam, a błyszczyków w słoiczku tym bardziej (chyba, że miały by super pigment o czym nie wiedziałam a nie ryzykowałam). Światło dzienne dobrze odwzorowuje odcienie. Cena: każda po 12,99 zł.
Z ciekawszych oprócz zestawów Ck za ok 25 zł, widziałam neonową paletkę W7, zestaw 3w1 też W7, mniejsze ich paletki do malowania oczu, cienie Revlon (chyba purpurowe), zestaw W7 3w1 + paletka smoky eyes (szara). Także dla każdego coś miłego. A na koniec kwiatek z Biedronki, tak mi się spodobał, że nie mogłam go sobie odpuścić. Brakowało mi kwiatów, teraz jest lepiej.

Macie swoją opinię na któryś z powyższych kosmetyków albo upolowaliście ostatnio coś fajnego?
http://b4.pinger.pl/e39aecd0e500c7b616d5c2b4c04e1956/IMAG0003.jpg
 

 
Dobra wiadomość dla fanów/ciekawych rosyjskich kosmetyków.

Kupując w Carrefour podstawowe produkty do życia czyli coca-cole i inne tam, doznałam pozytywnego zaskoczenia: No i oczywiście nie mogłam się podtrzymać: Szampon do włosów tłustych/normalnych i odzywka dla osłabionych.

Na zdjęciu załapała się jeszcze konturówka wetNwild z Natury za 4 zł.

I tak by wyglądało moje powstrzymywanie się od zakupów.
 

 
Nie pisze bo przeprowadzilam sie i dopiero teraz usiadlam na spokojnie.

Mialam dzisiaj rozmowe, z tego co powiedzial gosciu z agencji wszystko poszlo okey. Czekaja mnie jeszcze 3 rozmowy do jutra wlacznie. Mam nadzieje, ze cos sie uda.

Podsumowujac te kilka dni w nowym mieszkaniu z nowymi lokatorami:
-dziewczyna jest umuzykalniona, takze czasem z Pysiem pieprzymy sie przy przygluszonym fortepianie co jest b. Romantyczne. Ostatnio byc Chopin. Nawet bym sie cieszyla jakby czesciej grala na klawiszach.
-mam balkon.
-mam balagan.
-wzielam tylko najpotrzebniejsze kosmetyki czyli szampon, odzywka, maska, olej i serum do wlosow, serum, krem i zel aloesowy do twarzy, balsam i krem do ciala plus dwa mydla.
No i kartonik kolorowki. A i dwa zapachy. Dezodornat i ze 4 lakiery do paznokci.
Teraz jak to wymieniam to wydaje sie duzo, a moze poprostu chociaz raz mam kosmetykow w normie. W kazdym razie jest dla mnie w sam raz i czuje sie troche jak minimalistka. Moze oprocz tej kolorowki ale to inna sprawa.

A i odzywka do poznakci 5x2 (albo 2x5),dwie glinki, puder Babydream i peelnig do twarzy, ale bez tego moglabym sie obyc.

Wybaczcie lietrowki, ale pisze przez telefon.

Co do poprzedniej pracy.

W piatek bylam ostatni dzien, jak przewidywala umowa. Pracowalam do 16, gdziesz okolo 15:30 koordynatorka zprosila mnie na rozmowe zeby potwierdzic moje przypuszczenia. No to tak, ale nadgodziny nie byly mi podrodze.
Wszystkie osoby ktore znaly sytuacje byly zdziwione tym wzlekaniem ich do ostatniej wrecz chwili.

Uff, co za szczescie ze zaczelam szukac pracy wczesniej.

A teraz musze ogarnac z Pysiem obiady. Najwazniejsze dla mnie jest to ze robimy je wspolnie i chociaz mamy niedaleko do KFC to nie ciagnie nas tam.

Brakuje mi troche ubran, bo przeprowadzka byla na lapu capu takze skocze dzisiaj chyba jeszcze do jakiegos lumpa (wlasciwie do konkretnego, gdzie pracuje moja znajoma) po rozmowie o 13.
 

 
Właśnie przeglądam oferty pracy. Trafiłam na ofertę w firmie której pracuje. W tym samym dziale. Na to samo stanowisko. TO SAMO.

Cóż, uważam, że firma jest nieciekawa, poznać to można chociażby po tym jak traktują pracowników produkcji. Zrywają umowy za omdlenia czy przecięcie w palec. Wiem od znajomej która pracowała na produkcji bo oczywiście w biurze tych opowieści się nie przekazuje.
Można by wymieniać więcej takich nieciekawych akcji zarówno bezpośrednio dotyczących mnie lub współpracowników działu.

I z jednej strony ciesze się, że w piątek idę tam po raz ostatni, ale to ogłoszenie było... bo ja wiem, takie jakby nie uprzejme. Tym bardziej, że jeszcze nic mi nie powiedzieli. Chociaż i tak wiem jakie jest ich nastawienie do mnie i znam tego powody z resztą podejmowano świadomie. Właściwie jeden powód.

Trochę boje się czy uda mi się szybko znaleźć prace jako, że w czwartek przeprowadzam się. Tak wiem, rozsądek level hard.

Udało mi się trafić na kolejną pastę bez fluoru. Kosztowała 3,50 zł/100 g, więc jest tańsza od Ziaji/ok. 7 zł i Himalayi/ok.10 zł. Niech ktoś potrzyma za mnie kciuki o nowa prace.
  • awatar AmericanVintage: Mnie już chyba nic nie zdziwi jeśli chodzi o pracę.. Z tego co czytam to większość ludzi ma jakieś problemy :/ Życzę Ci znalezienia dobrej pracy jak najszybciej :>
  • awatar dor0tka: ja potrzymam kciuki, za ciebie i za siebie ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Miało być bez zakupów, a już na pewno absolutny zakaz nowych kosmetyków do włosów i wyszło jak zwykle, czyli nie wyszło. *W InterMarche trwa jakaś promocja -20% na produkty do włosów, właściwie trafiłam się na nią przypadkiem, chciałam tylko zerknąć na to co mają przechodząc do kasy, a tu taka niespodzianka w postaci niedrogiej, ziołowej odżywki. Ciesze się tylko, że ma długa datę ważności. 7 zł/200 ml
*W Naturze natomiast natrafiłam na sławny balsam do paznokci. Tyle dobrego się o nim kiedyś naczytałam wyszukując bezskutecznie pomocy dla moich rozdwajających się paznokcie (straciłam cierpliwość do olejowania, przy okazji brak czasu tez nie sprzyjał),a teraz uśmiecha się do mnie niepozornie. A na koniec zdjęcie z dzisiaj. Ceep calm i kupujcie polskie kosmetyki.
 

 
Dzisiejszy post tak na szybko i pod wpływem promocji. Oto ostatnia większa fala zakupów dokonanych już na długi, długi czas. Czas się zabrać za zużywanie (i oszczędzanie). W Rossmannie na promocji -49% udało mi się upolować (a upolować wśród czystek jakie panowały na pólkach to dobre słowo):
*Astor: Perfect Stay 004 Tender cherry: matowa konturówka do ust. Na poprzedniej promocji pokusiłam się na odcień 001 silky rose i jednym słowem: bardzo lubię (ups, dwa). Kredka jest dosyć miękka dzięki czemu nie zrobi się nią krzywdy, precyzyjnie się aplikuje i jest długotrwała. Jakbym miała wybrać jedna konturówkę ze swojego zbioru to była by ta.
*Lovely colorwear: pomadka w kredce. Również wcześniej się na nią pokusiłam ale niestety nie był to mój odcień. Z trwałością tak sobie, ale przy tym odcieniu nawet pewnie nie zauważę jak zniknie.
*Bourjois Rouge Edition Velvet 05 Ole flamingo: długo czaiłam się na ten lakier, teraz okaże się czy warto było.

Przez internet udało zamówić mi się, ne płacąc za przesyłkę:
*MaxFactor Wild Mega Volume: maskara, na którą czaiłam się na poprzedniej promocji w Rossmannie, a na którą nie zdarzyłam się załapać, trochę czasu minęło ale już jest moja. 26 zł
*L'oreal color riche 11 lovely lilas: kredka do oczu a'la Daenerys z Gry o Tron, a przynajmniej tak kojarzy mi się zestaw: oczy+fiolet. 7 zł
*NYC Eyeliner Liquide: eyeliner w pędzelku. 6,30 zł.

Czuje się usatysfakcjonowana. Wracając w Rossmanna wydarzyła mi się mała tragedia. Jakieś 500 m po wyjściu ze sklepu nowo zakupiony lakier z Essence upadł na podłogę i się złamał. Nadawał się tylko do wyrzucenia. Mogę się tylko cieszyć, ze kosztował 6 zł i nie był to Bourjois, ale i tak smuteczek.

Lubie obniżki Rossmanna, ale DENERWUJE mnie niemiłosiernie zachowanie niektórych kobiet, które przychodzą chyba tylko po to żeby coś otworzyć, rozdziabdziac i zostawić. Zupełnie jakby nie można było skorzystać z testera. Prosta zasada: nie ma testera, nie jestem pewna bez spróbowania, nie kupuje.

A wy upolowaliście coś?
 

 
"Szampon przeznaczony do włosów tłustych i normalnych. Zawiera naturalny ekstrakt z szyszek chmielu oraz olejek tatarakowy. Dzięki tym składnikom posiada właściwości bakteriostatyczne- zmniejsza łojotok skóry głowy. Nadaje włosom puszystość i połysk."

Tyle było by od producenta. Jak widać krótko i konkretnie.

OPAKOWANIE
dość "toporne", raczej mało gustowne ale jakoś tak mi się podoba, chyba wywołuje u mnie dobre skojarzenia. W każdym razie wygodne i czytelne. Można ustawić do góry nogami, a dozownik daje nam tyle ile chcemy.

ZAPACH
właściwie nie wiem. Może taki chemiczny? Może trochę ziołowy? Ale nie utrzymuje się na włosach i jest delikatny.

DOSTĘPNOŚĆ
szampon kupiłam w sieci sklepów Drogerie Polskie i właśnie w takich mniejszych drogeriach chyba bym go szukała.

SKŁAD Czyli: woda, silny detergent oczyszczający, sól (zwiększa lepkość, usuwa zapachy), sub. myjąca pochodzenia kokosowego (renatłuszczająca: odbudowuje barierę lipidową), ekstrakt z chmielu:
-łagodzi stany zapalne,
-wzmacnia włosy,
-zapobiega wypadaniu włosów,
-zapobiega łupież,
-zmniejsza łamliwość,
dalej mamy: zapach, emolient, kwas mlekowy (nawilża), konserwant, konserwant, konserwant, zapach, zapach, barwnik, barwnik.

Dla porównania skład szamponu Barwa Naturalna tataro-chmielowego: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Lauramidopropyl Betaine, Cocamide DEA, PEG-75 Lanolin, Sodium Chloride, Cocamidopropylamine Oxide, Hydrolyzed Keratin, Propylene Glycol, Acorus Calamus Extract, Humulus Lupulus Extract, Citric Acid, Parfum, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Benzyl Salicylate, Cl 15985, Cl 42090.

Ziołowe ekstrakty na 9, 10 miejscu, w Evie na 4. Jest i duża butla typowa dla polskich szamponów ziołowych. DZIAŁANIE
szampon bardzo dobrze oczyszcza włosy, zwiększając ich objętość u nasady jednocześnie nie plącze i nie wysusza na długości w komplecie z odzywką/maską (co drugie mycie stosuje Kallosa z silikonami, jednocześnie dość często olejuje włosy). Bardzo dobrze się pieni chociaż ma dosyć rzadką konsystencje. Jego wydajność pozwoliła mi używać 240 ml przez 5 tyg, co u mnie jest typowym wynikiem. Łatwo się spłukuje, nie zwiększa wypadania, wręcz przeciwnie używając go włosy wypadały w minimalnych ilościach (ale nie przypisuje tego temu szamponowi). Zauważyłam tez wysyp baby hair nad czołem, a ponieważ nie stosuje niczego na skórę głowy obecnie to mogę spekulować, że szampon pozytywnie przyczynił się do odrastania moich włosów po wielkiej fali wypasania zimowego.
W bardzo małym stopniu przedłużał świeżość włosów. Włosy faktycznie były puszyste i błyszczały.

PODSUMOWUJĄC
No uwielbiam. Dla moich cieniasków jest idealny. Tyle radości za 4 zł.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Ja zwykle co miesiąc przyszedł czas na krótki, a przynajmniej szybkie podsumowanie.

W zeszłym miesiącu pisałam, że włosy przestały nagle wypadać. Doszłam do wniosku, że winowajcą był mróz przy braku czapki, to jednak nadal mnie do niej nie przekonuje.
Również w kwietniu włosy zazwyczaj wypadały w minimalnych ilościach przy myciu (czasem wypadło dosłownie kilka włosów więcej kiedy przez całe dwa dni i noc były związane i nie rozpuszczałam ich przed myciem). Kompilacja: brak mrozów i odpowiedni szampon (podany niżej) jest dla mnie idealna.

Kosmetyki z kwietnia:
-mycie: szampon Eva Nature Style tataro-chmielowy,
-odzywka: Nivea Long Repair,
-maski: Planeta Organica ajurwedyjska złota, Kallos Hair Botox,
-końcówki: serum Marion.
Przed myciem:
-olej: Vatika o. kokosowy z ziołami,
-domowa maseczka (mniej więcej raz w tygodniu): maska Biovax do wł. ciemnych (bez silikonów), Amla od Hesh, o. kokosowym, keratyną hydrolizowaną, opcjonalnie: o. eteryczne, gliceryna,
-w sytuacjach awaryjnych czerwona glinka lub rzadziej puder Babydream w roli suchego szamponu.

Porównując z kwietniem to strasznie wieje nudą. To fakt nie wiele się zmienia. Wcierki i płukanki czekają na lepsze czasy. Uważam, że obecna pielęgnacja bardzo mi odpowiada, a jeszcze bardziej włosom. Uzywam zwykłego, ziołowego szamponu, który idealnie oczyszcza z zabrudzeń i chociaż nie jest najbardziej delikatny dla włosów dzięki swojej oczyszczającej mocy, to częste olejowanie rekompensuje jego siłę.

Podsumowując:
+włosy nie wypadają, są odżywione, a co najważniejsze nie są oklapnięte,
-nadal szybko się przetłuszczają (chociaż troszkę mniej), końcówki nadal maja predyspozycje do rozdwajania.

Zakupoholizm:
-nabyte: NIC,
-zużyte: odzywka Nivea, maska Hesh Kalpi Tone (mam zamiar do niej wrócić). W koszu wylądowała mgiełka proteinowa Lactimilk ponieważ zważyła się jak mleko, a zapach był...no również jak zepsute mleko, co mnie trochę dziwi bo wcale nie leżała u mnie długo.
0/3!

Zużywanie dobrze mi idzie, ale już tęsknie żeby sobie coś kupić nowego do włosów. Ale muszę wytrzymać, jak zużyje to zaszaleje. xd Od lewej:
-maska Biovax do wł ciemnych: raczej średnio za nią przepadam dlatego zużywam w maseczkach gdzie spisuje się świetnie, solo jej działanie jest za słabe,
-maska Kallos: jak na razie jestem zadowolona, mimo silikonów nie obciąża,
-maska Planeta Organica: jestem nią zauroczona, mimo braków silikonu i naturalnego składu jej działanie jest intensywne a jednocześnie nie obciąża,
-szampon Eva: recenzja wkrótce (w skrócie uwielbiam, ale nie każdemu przypasuje ten rodzaj szamponów),
-olej Vatika: kolejny ulubieniec, ale co tu dużo więcej można napisać o oleju. Kokosa albo się lubi albo nie,
-keratyna hydrolizowana (małe, szare op.): dodaje do d-i-y maseczki, ale żeby zauważyła jakieś szczególne działanie to nie bardzo... moje włosy lubią proteiny a keratyna ich nie puszy mimo iż czasem wylewa mi się więcej niż kropelka dwie...
-serum Marion: przyzwoite serum na końcówki,
-glinka czerwona: dobrze komponuje się z moim kolorem włosów więc kiedy na szybko muszę odświeżyć włosy jest idealna,
-puder Babydream: czasem widzę, że następnego dnia moim włosom trochę może brakować, wtedy przed pójściem spać stosuje go w niewielkich ilościach na skórę głowy. W ciągu nocy biały odcień zniknie a skóra się nie przetłuści,
-aktywator wzrostu Receptury Babuszki Agafii: zastępca szamponu Eva, jestem ciekawa jak się spisze.

To chyba wszystko, może w ciągu tych kilku dni uda mi się trochę nadrobić włosowymi wpisami, na pewno będzie recenzja.

Macie jakieś ulubione kosmetyki z kwietnia, nie koniecznie do włosów?
 

 
Na Facebooku mam lajkniety DzieńDarmowejDostawy. Co prawda w ciągu roku nie za wiele sie tam dzieje, ale dzisiaj patrze! Patrz! Patrz a tam darmowa wysyłka na jeden sklep z naturalnymi kosmetykami. Upatrzyłam henny do włosów, bo szampony i inne tam cenowo nie wychodzą korzystnie. Ale henna do najtańszych nie należy, bo 30 zł za puszeczkę, a ostatnio wydałam w Rossmannie i mam zamiar oszczędzać. Ale myślę sobie henna = piękne, grube włosy.

W chwili kryzysu i życiowej rozterki dzwonie do MjegoMisiaPysia i mowie co i jak i czy powinnam kupić, a on... uwaga, uwaga, fanfary:

"Ale Ty masz teraz piękne włosy."

Mogę umierać.

No i nie kupie henny, bo w sumie mam amle.
  • awatar dor0tka: najpiękniejsze słowa, jakie można usłyszeć o włosach :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Well... Zaplanowałam sobie dzień wolny 2 maja, 21.04 napisałam do tej śmierdzącej agencji pracy mejla w związku z tym. Wczoraj dzwoniłam żeby upewnić się czy w ogóle doszedł, ewentualnie popędzić ich, jako że muszę mieć ich zgodę. Odpowiedzi nadal brak, a sama agencja wymaga zgłoszenia dwa dni przed. I co? Jajco.

No i zdenerwowali mnie.

I byłam w Rossmannie, bo promocje na oczy, a oczy mi nie umkną. *Astor EyeArtist: właściwie szału nie ma ale muszę przyznać, że w Rossmannie trochę lipa z paletami więc ta jakoś się przypałętała. Po obniżce 18 zł.
*Manhattan X-act kredka do oczu: must have od kilku lat. Starczy na kolejny rok do kolejnej promocji.
*lovely eyeliner matte: brązowy, może fajnie będzie się komponował z resztą. Za 5 zł to żal nie wziąć.
*Maybelline Color Tattoo24HR: sławne cienie wreszcie w stosunkowo przystępnej dla mnie cenie. Normalnie pojedynczy cień za 25 zł to trochę sporo, można za to dostać fajna paletkę. W Super-Pharm widziałam je za 44zł (!). 12 zł za tak zachwalany kosmetyk nic tylko cieszy. Ale wybór bardzo ograniczony. Może z 8 odcieni.
Z lampą, chyba lepiej oddaje odcienie: Oprócz tego krem Isany, który stale u mnie gości. Uwaga zmienił lekko konsystencje na bardziej gęstą, a jest to chyba plus bo często właśnie za to go krytykowano. Oprócz tego "zaszalałam" w H&M. Zaszalałam, bo ubrania niezwykle rzadko kupuje, szczególnie nowe. Ale, że sztuka 40 zł, to tragedii nie ma. Tum bardziej, że espadryle to takie kolejny mój must have na ciepłe dni, a bluzka mnie zauroczyła.
Chwalić się kto, co upolował.
 

 
Dzisiaj tylko tak na szybko. Jako studentka dziennikarstwa (tak wiem, praktyczny i przyszłościowy kierunek) powiem, a raczej napisze tylko jedno: koleżanka bohaterki to świetny materiał na dziennikarza.

Z jednej strony mam bekę z tej koleżanki, bo nie mieści mi się, że można być takim idiotą, a po chwili ogarnia mnie fala smutku, że tacy ludzie to... to w sumie norma.

Zauważyłam pewna zależność. Mianowicie im dalej jestem z praca licencjacka tym częściej powstają wpisy.
 

 
Z serii - głupi ma zawsze szczęście.

Bilet autobusowy do pracy skończył mi się w sobotę. Oczywiście weekend tego nie ogarnęłam, myślałam ze jeszcze w poniedziałek jest ważny. W poniedziałek wsiadam do autobusu pełna czujności napięcia przerzedzając na gapę kolejne przystanki. Po pracy ponad godzinę zajmuje mi przejechanie z zadupia do centrum aby załatwić bilet.

A we wtorek, dzisiaj rano kontrola bilecików.

Hue hue.

Kanary frajery.

Dzisiaj przełożona miala konflikt z nowo zatrudnioną z innego działu. Po tym jak tamta odpisywała jej na czacie teksty rodem z gimnazjum (ale w sumie nie obrażały jej bezpośrednio, bez wulgaryzmów) przełożona stwierdziła, że uwłacza to jej godności. Wykonała do tamtej telefon. Wyraziła swoje oburzenie brakiem szacunku i rzuciła słuchawką jeszcze bardziej oburzona odpowiedzią. A swoją drogą ciekawe co tamta jej odpowiedziała.
Później tylko gwałtownie uderzała w klawisze klawiatury.

Według moich prognoz tamta już możne szukać pracy.

I z jednej strony tamta zachowała się żenująco, a z drugiej dziwi mnie że poniektórzy takie sprawy biorą tak bardzo do siebie i nie mają tego w dupie.

Jak dostane pensji na dniach, bo aktualnie jestem spłukana to chyba kupie eyeliner z płynie z krótkim pędzelkiem. Poleca ktoś coś? Ten z Wibo miałam, był spoko ale chce coś innego.
 

 
Mam w pracy taką koordynatorkę. W skrócie: bezglutenowa blondynka (ale uprzedzam, że nie mam uprzedzeń do blondynek i bezglutenowców... dobra, do blondynek mam ale bierze się to z życiowego doświadczenia i nie jest to zawsze sprawdzająca się reguła).

Taka, co ciśnie, że pracownicy na produkcji pracują bezmyślnie, a sama wpisuje adres e-mail do rubryki z numerem telefonu i jęczy, że wiadomość jej nie dochodzi.

Siedzę sobie w pracy, jest krótko po 8. Dostaje wiadomość prywatną. Od koordynatorki. Chce porozmawiać. Gdyby nie to, że ciesze się, że będę pracować w tej firmie jeszcze tylko przez miesiąc to pewnie bym myślała, że kosmos.

Jesteśmy same i mówi: za mało się angażujesz.
Myślę sobie: po chuj? Myślę dalej: przecież wykonuje swoje obowiązki, jak czegoś nie wiem to pytam i jako tako się staram, chociaż korpo szczurem roku bym nie została.
Ona mówi dalej: masz robić nadgodziny.
A ja myślę dalej: że skoro się wyrabiam do 16 to nigdy w życiu. A nawet jakbym się nie wyrabiała to tez nigdy w życiu. Nie dla takiej pracy będę poświęcać swój wolny czas gdy jeszcze nierozpoczęty licencjat dyszy mi nad karkiem.
Ona jednak nie wierzy, że tak o 16 mam wszystko zrobione i wychodzę. Lol.

Ok wracamy. Siadamy, po chwili wychodzi. Nie kontroluje jej czasu ale trochę jej nie było. Wychodzę aby skontaktować się z innym pracownikiem tylko i wyłącznie w celach zawodowych, a ona stoi na korytarzy z jakimiś dwoma i pierduśnicuje jak baba na targu.

Choćby to miał być mój ostatni dzień w tej firmie na żadne nadgodziny się nie zgadzam.

Mam swoje życie i mam co robić po pracy, ba nawet czasu mi brakuje.

Dobrze, że za dychę upolowałam sobie małe pocieszenie (promocja w Naturze). Puder sypki Pierre Rene:
  • awatar AmericanVintage: Tak to jest z przełożonymi..sami tracą mnóstwo czasu na prywatne sprawy i pieprzenie o duper szmitach, ale podwładnym to by grafik zapełnili do ostatniego dechu i jeszcze nadgodziny dowalili..skąd ja to znam :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jest godzina 13:45 gdy zaczynam pisac tego posta. Spalam 3 godziny dzisiaj bo przed 7 pociag, a do drugiej robilam recenzje reportazu na zajecia. Swoja droga "5 lat po Smolensku" to wrecz idealny przyklad jakim dziennikarzem nie byc. No ale o Smolensku obiektywnie chyba sie nie da.

W perspektywach mialam kolejne zajecia a na nich prezentacje, bo wykladowcy nie chcialo sie wykladac i cale zajecia polegaja na prezentowaniu systemow medialnych przez studentow.
Nastepnie angielski. I tak wyladowac w domu powinnam o 21/22 godzinie.

Az tu nagle, ze moja grupa nie przedstawia prezentacji tylko na kolejnych zajeciach. Az tu nagle pani od angielskiego choruje na ciaze i zajec nie ma.

Wiec czekam na pociag by rozpoczac stosunkowo o wiele bardziej udana czesc dnia.

A rano jadac na kampus mialam kontrole kanarow. Wczoraj odkrylam ze caly tydzien jezdzilam do pracy bez biletu, i to tylko dlatego ze jechalam na rozmowe i chcialam odbic bilet na ktory nie mam wykupionej taryfy. I gdyby nie nie przetrzepalabym kieszen kurtek wiszacych spokojnie w domu po powrocie, i gdyby nie to musialabym bulic kanarom.

Jedyne co przychodzi mi do glowy, to to ze glupi ma szcescie i jestem tego idealnym przykladem.
 

 
Uff, miałam dzisiaj dzień wolny. I tak musiałam jechać do Poznania ale gdyby nie to, że nie szłam do pracy to już w ogóle byłam bym w tyle. Jeszcze mam jedną rzecz do zrobienia na uczelnie, a każda wolną chwile chce poświęcić pracy licencjackiej. Zamierzam przeprowadzić się żeby oszczędzić sobie dojazdów ale razem z MisiemPysiem odłożyliśmy to na czerwiec z różnych powodów.

Byłam m.in. dzisiaj na rozmowie o prace w dość nietypowym miejscu bo w internetowym serwisie rozrywkowym. Nie wiąże jednak z tym żadnych nadziei bo sama nie wiem czy podołam. W poniedziałek mam umówiona kolejna rozmowę ale niestety nie dostane wolnego. Na razie odkładam zmianę pracy bo przy obecnej umowie z agencja i całym zamieszaniu z powodu wzięcia jednego, głupiego dnia wolnego przechodzi mi ochota na nie. Jeszcze tylko miesiąc.

A dzisiaj po drodze na dworzec zahaczyłam o Hebe, a tam promocje na Essence. *Oriflame: bibułki matujące: lepsze od Wibo i Marion które są zbyt cienkie (nawet jak na bibułki), dobrze że mam znajoma konsultantkę. Właściwie to jedyny produkt jaki od niej kupuje i to regularnie. Co ja bym bez nich zrobiła, idealne dla cery mieszanej bo zbierają sebum i nie zaznaczają skórek jak puder.
*Pacynki Essence: no, no pędzle mnie jakoś nie przekonują.
*Cienie Essence: brit-tea: właściwie średnio mnie przekonują, a stara paletka na która kiedyś się pokusiłam raczej mnie nie zadowala ale w sumie za 12 zł mogę dać im szanse. Mam słabość do pasteli.
*Pomadka Essence sheer&shine.
*Pomadka Essence longlasting: pomadki tej firmy ciekawiły mnie już dawno a teraz w cenie 6 zł każda zmusiły mnie wręcz do zaspokojenia ciekawości.
*Peelingi purederm: kilka dni temu na jednym z blogów śmignęła mi pozytywna opinia o niebieskim, a że tej blogerce ufam nadzwyczajnie to wzięłam właściwie bez zastanowienia. 8 zł w promocji (przy okazji polecam boga alchemiczno-kosmetycznie).

Macie czasem tak, że jak wpadnie wam w oko makijaż to robicie go kilka dni pod rząd? Ja tam mam bardzo rzadko, właściwie lubię codziennie coś innego, a ta kreskę maluje już 3 dzień i jutro też zamierzam. Więc się chwale moim małym odkryciem, chociaż eureka to pewnie nie jest. Zdjęcie na szybko więc proszę o wybaczenie. I zbliżenie: Ostatnio koleżanka z pracy mnie nawet z jej powodu skomplementowała i może zabrzmi narcystycznie ale muszę przyznać że mi pasuje. Bohaterzy moi mali: A jak już się chwale makijażem to przy okazji następna propozycja, która ostatnio wpadła mi w oko: mianowicie złota kreska na dolnej powiece.
  • awatar hairlovelo: @dor0tka: dziękuje, bardzo mi milo, a pomadkę jutro wypróbuje :)
  • awatar dor0tka: mam pomadkę z serii essence longlasting, bardzo ją lubię ;) świetnie wygląda ta kreska, super rozjaśnia oko :) a w ogóle bardzo podoba mi się twój kolor oczu, taki niespotykany :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dzisiaj kilka nowości, na więcej nie ma czasu. Istny kocioł. Jeszcze chyba nigdy nie miałam mniej czasu niż ostatnio, właściwie nie ma o jakim czasie mówić. Dzisiejszy post w ramach małego oderwania.

Coś małego do makijażu: Kredka Lovely Wild&free: chociaż za kosmetykami tej marki nie przepadam i raczej unikam to wyjątkowo nie mogłam oderwać wzroku od tych pastelowych odcieni. Zdecydowałam się na lazur, chociaż różowy też mnie kusił.
Eyeliner MissSporty: w samej marce również nie gustuje, ale eyeliner dobrze wspominam, a że akurat poszukuje to trafiwszy na promocje przygarnęłam.

Oprócz tego kolejna pozycja Murakamiego, chociaż poprzedniej nawet nie ruszyłam. Ale za dychę książka zawsze spoko: A także zakupy z Biedronki: Chyba najładniejsza z całej serii. Całe 8 złoty, a wzorki wyjątkowo przypadły mi do gustu. W sumie to nawet nie wiem czy kiedykolwiek sięgnę po ta kolorowankę jeśli będę miała tyle samo czasu co obecnie. Uff...